Jak jednak doszło do tego, że Sarkozy, który w 2007 roku rozgromił swoich rywali i błyszczał na arenie europejskiej, teraz musi walczyć o polityczne przetrwanie? Nie chodzi tylko o kryzys z 2008 roku - trzeba wziąć również pod uwagę francuską tęsknotę za ideami Wielkiej Rewolucji. W ostatnich latach Francuzów ogarnął przejmujący pesymizm. Młodzi wykształceni ludzie wykonują proste prace poniżej swoich możliwości, a coraz więcej osób uważa, że ich życie będzie gorsze niż życie poprzedniej generacji polityków.
Wszyscy politycy zmagają się z efektami kryzysu, wydaje się jednak, że najsilniej zachwiał on programem Sarkozy’ego. Prezydent nie był w stanie zbudować silnej Francji, którą proponował. W zamian podniósł wiek emerytalny. Partia Socjalistyczna przypomina, że w wyborach 2007 Sarkozy mówił, że nie ma rozwiązania problemów francuskich, twierdził: "To ja jestem rozwiązaniem". Teraz politycy opozycji odpowiadają: "Jesteś problemem, nie rozwiązaniem problemów".Opozycja zarówno z prawej, jak i z lewej strony, rośnie w siłę. Szczególnie niebezpieczna dla Sarkozy’ego jest Marine Le Pen, która przejęła po ojcu Front Narodowy. Po sukcesie w wyborach do kantonów okazuje się, że swoimi ciągłymi odniesieniami do drugiej wojny światowej Le Pen jest w stanie przekonać coraz więcej Francuzów. Odwołuje się do wyborców z klasy robotniczej – podnosi problem szkodliwej globalizacji oraz ochrony praw i tradycyjnych wartości Francuzów. Uderza też coraz silniej w islam, który według niej jest ogromnym zagrożeniem dla laickiej Francji.
"The Guardian" twierdzi, że Sarkozy rozpoczyna walkę z Le Pen już teraz, chociażby poprzez angażowanie się w sprawy Libii. Chce wykreować wizerunek obrońcy podstawowych wartości jakie kochają Francuzi. Wcześniej zdążył już do niego przylgnąć wizerunek "prezydenta bling bling", chełpiącego się swoim bogactwem i piękną żoną. Francuzi nie dostrzegają dziś w Sarkozym dostojeństwa, arystokratycznego wdzięku i wszechstronnego wykształcenia. To może pogrzebać jego szanse na sukces.mk