"Economist" podkreśla, że korupcja jest trudna do zmierzenia i przyjmuje różne formy. W Estonii na przykład sytuacja jest lepsza niż w niektórych krajach Europy Zachodniej - niewiele państw Europy Wschodniej ma reputację gorszą niż Grecja. Jednak, jak podkreśla gazeta, aktywiści z organizacji walczących z korupcją w tych krajach są nastawieni pesymistycznie.
Przyczyny są złożone - pisze tygodnik. Kryzys finansowy sprawił, że wielu ludzi jest bardziej skłonnych, by szukać drogi na skróty. Firmy, które nie chcą płacić łapówek, przegrywają z tymi, które nie mają z tym problemu, jak przedsiębiorstwa z Rosji czy Chin. Unia Europejska straciła wiele kart przetargowych po przystąpieniu do niej krajów Europy Wschodniej. Miliardy euro napływające z UE na modernizację infrastruktury i usług publicznych często okazują się źródłem korupcji. Firmy politycy i urzędnicy manipulują przetargami zazwyczaj bezkarnie: kontrola prawna jest słaba, a wyborcy wydają się apatyczni i cyniczni - pisze tygodnik. Również media włączają się do "bezkrytycznego powarkiwania, ale rzadko gryzą". Niewielkie budżety sprawiają, że nie prowadzi się śledztw dziennikarskich, a wiele kampanii reklamowych, z których żyją media finansowanych jest przez rząd - relacjonuje "Economist"
"Economist" przyznaje, nie ma zbyt wielu wyjść z sytuacji. Wyborcy tęsknią za rządami silnej ręki, jednak przykład Rosji pokazuje, że "lekarstwo to może być gorsze niż choroba" - ostrzega tygodnik. "Kończymy w szarej sieci, która sprawia, że nie można zarządzać państwem albo że rządzi nim ktoś inny" - podsumowuje bułgarski analityk Iwan Krastew.
PAP