W ocenie komentatorów oznacza to, że Cameron i Obama usiłują uwypuklić praktyczny i merytoryczny, a nie historyczny aspekt dwustronnych stosunków. Widzą w tym nawiązanie do byłej premier Margaret Thatcher (1979-90), której bardzo dobrze współpracowało się z ówczesnym prezydentem USA Ronaldem Reaganem i która w stosunkach brytyjsko-amerykańskich widziała "katalizator (politycznych) zmian".
"Działania wielu ludzi odważnych i wielu prężnych społeczeństw spowodowały upadek komunizmu, ale USA i Wielka Brytania przyczyniły się do tego, by uczynić świat bezpieczniejszym" - stwierdzili Cameron i Obama. Zapewnili również, że nie będą bierni wobec przemian demokratycznych na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, lecz będą po stronie tych, którzy domagają się wolności, protestują przeciw represjom i chcą demokracji.
"Nie będziemy stać z boku, gdy ich aspiracje giną pod gradem bomb, pocisków i ognia z moździerzy. Niechętnie odwołujemy się do użycia siły, ale tam, gdzie w grę wchodzą nasze interesy i wartości wiemy, że spoczywa na nas odpowiedzialność" - zaznaczyli.
W sprawie konfliktu w Libii Obama i Cameron wskazują na dotychczasowe osiągnięcia i podkreślają potrzebę większego zaangażowania innych państw. Wielka Brytania przygotowuje się do skierowania do Libii śmigłowców bojowych dla przełamania impasu. W poniedziałek brytyjskie media ujawniły, że dotychczasowy koszt brytyjskiej interwencji w Libii sięga już 1 mld funtów. W czasie obecnej, oficjalnej państwowej wizyty w Wielkiej Brytanii prezydent Barack Obama spotka się na rozmowach z premierem Davidem Cameronem dwukrotnie: krótko we wtorek i dłużej w środę.
PAP