Urzędnik winny? To przedawnimy

Urzędnik winny? To przedawnimy

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Przedawnienie to najlepsza metoda. Sędziowie się nie narażają, adwokaci nie przegrywają" - napisali m.in. wczoraj do Sądu Rejonowego w Dębicy pokrzywdzeni sąsiedzi kontrowersyjnej stacji. O sprawie informuje "Dziennik Polski".
Sprawie "Tankowni", w której oskarżeni są m.in. były starosta i  były burmistrz oraz inni wysocy urzędnicy z Bochni, grozi przedawnienie. Z tego powodu trzeba było już umorzyć postępowanie dotyczące kilku bulwersujących opinię publiczną czynów. Okoliczności ich popełnienia pozostaną na zawsze niewyjaśnione. Jeśli do jesieni w sprawie nie zapadnie prawomocny wyrok, przedawni się wszystko.

Urzędnicy oskarżeni są o to, że pozwolili lokalnemu biznesmenowi, który również ma postawione zarzuty, na wybudowanie i uruchomienie stacji paliw na terenie zielonym. Zgodnie z prawem obowiązywał tam zakaz jakiejkolwiek zabudowy. By obejść zakaz urzędnicy mieli się dopuścić kłamstw i fałszowania dokumentów. Dochodowe zajęcie, na wybudowanym nielegalnie obiekcie, znaleźli m.in. krewni wydających decyzje urzędników oraz policjantów.

Już na etapie śledztwa były starosta przedstawił zaświadczenie lekarskie wykluczające jego udział w czynnościach przez co najmniej pół roku, w związku z czym śledczy nie mógł mu postawić zarzutów. W tym czasie jednak mężczyzna pojawiał się imprezach, co skłoniło prokuratora do weryfikacji zwolnienia. Biegły drastycznie je skrócił i uznał, że eks-starosta może uczestniczyć w postępowaniu.

"Zrobiono wszystko, żeby oskarżeni uniknęli kary..." - alarmują pokrzywdzeni w sprawie bocheńskiej stacji benzynowej w "Dzienniku Polskim".
+
 0

Czytaj także