Kto hamuje białoruską prywatyzację?

Kto hamuje białoruską prywatyzację?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Szef Państwowego Komitetu ds. Majątku Białorusi Ryhor Kuzniecau jako "głównych przeciwników prywatyzacji" w kraju wskazał dyrektorów nieefektywnych zakładów państwowych - piszą w poniedziałek niezależne tygodniki: "Biełorusy i Rynok" oraz "Biełgazieta".
"Zobaczyliśmy, że w kraju jest wielu przeciwników prywatyzacji, przede wszystkim są to dyrektorzy przedsiębiorstw" - cytuje Kuzniecaua "Biełgazieta". Według szefa państwowego komitetu "najgorsze jest to, że  ministerstwa, resorty i lokalne organy władzy chodzą na pasku" dyrektorów, którzy zniechęcają potencjalnych inwestorów np. nierealnymi warunkami przetargów.

"Jeśli kierownictwo przedsiębiorstwa nie umie zarabiać pieniędzy, to  prywatny właściciel je zwolni. Wydaje mi się, że to właśnie poczuli dyrektorzy. Zaczynają dzisiaj burzyć robotników, zastraszać ich, zrywać konkursy i przetargi" - przytaczają słowa Kuzniecaua oba tygodniki. "Pojawia się pytanie, dlaczego państwo, za przykładem prywatnego właściciela, nie pozbywa się nieefektywnych menedżerów?" - komentuje "Biełgazieta".

Tygodnik zauważa, że realizacja rządowego planu prywatyzacji, w  którym znajdowało się 178 przedsiębiorstw, "jak można było się spodziewać, przeciągnęła się". "Tylko 10 z nich znalazło prywatnego właściciela, a dalszych 10 będzie sprywatyzowanych przez specjalnie powołaną agencję" - dodaje. Przed dewaluacją, przeprowadzoną na Białorusi pod koniec maja, "ze sprzedaży tych 178 przedsiębiorstw można było uzyskać 620-650 mln dolarów" - wskazują "Biełorusy i Rynok".

Specjalizujący się w tematyce gospodarczej tygodnik przypomina, że  chodzi o małe i średnie przedsiębiorstwa. Sprzedaż "sreber rodowych", jak nazywane są strategiczne białoruskie zakłady, znajduje się pod  kuratelą rządu i prezydenta Alaksandra Łukaszenki.

PAP