14 amerykańskich żołnierzy zginęło w Iraku w czerwcu, który był najkrwawszym miesiącem od kwietnia 2009 roku. W lipcu rebelianci zabili pięciu żołnierzy USA. Szczególnie wiele ataków jest dziełem szyickich milicji, które w opinii amerykańskich wojskowych są szkolone i zaopatrywane w broń przez irańskie elitarne oddziały Gwardii Rewolucyjnej zwane Quds Force. Grupy rebeliantów organizują coraz więcej ataków rakietowych na Zielona Strefę; wielu Irakijczyków zginęło 4. lipca po ostrzale rakietowym na kompleks mieszkalny w tej strefie.
Co najmniej 248 irackich cywili oraz 193 funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa zginęło w Iraku od kwietnia do połowy czerwca - głosi raport. Ponad 100 osób zginęło w zamachach samobójczych, między innymi w dużych wybuchach w Bagdadzie, Basrze, Tikricie i Ramadi. W ocenie amerykańskiego wywiadu w Iraku jest około tysiąca bojowników związanych a Al Kaidą. Wielu członków rządu, sędziów i wysokiej rangi oficerów zostało zabitych p0rzez rebeliantów w ostatnich trzech miesiącach . Zamachowcy samobójcy nadal atakują policję, siły bezpieczeństwa oraz infrastrukturę przemysłu naftowego - pisze "Washington Post".
Tymczasem Bagdad od miesięcy nie może podjąć decyzji w sprawie stacjonowania wojsk USA w Iraku, choć nalega na to Waszyngton. Całkowite wycofywanie amerykańskiego kontyngentu miało się rozpocząć tego lata, nie wiadomo jednak, czy do tego dojdzie. Biały Dom naciska na rząd w Bagdadzie, by zdecydował jak najszybciej, czy amerykańskie oddziały mają pozostać w Iraku dłużej niż do końca 2011 roku. Za pozostaniem Amerykanów opowiedział się już w maju szef irackich sił zbrojnych, generał Babakir Zebari, który powtarzał wielokrotnie, że armia jego kraju "nie będzie w stanie kontrolować Iraku do 2020 roku".
pap