Grono ekspertów od lat podnosi temat zniesienia obowiązkowej matury z matematyki podstawowej. To zmora wielu uczniów, którzy z różnych przyczyn nie są w stanie przygotować się dobrze do tego przedmiotu, by go zdać – i wcale nie wynika to z ich lenistwa, ani z tego, że nie są „umysłami ścisłymi”.
Autorka petycji – psycholożka Anna Drożdż – której żądania trafiły do izby niższej Parlamentu na początku stycznia ub.r., zwraca uwagę, że „obecny system edukacyjny, który wymaga od każdego ucznia przystąpienia do egzaminu maturalnego z tego przedmiotu, nie odpowiada różnorodnym potrzebom, talentom, możliwościom intelektualnym młodych ludzi w Polsce”. W ocenie ekspertki matura z matematyki „to narzędzie segregacji i eliminacji, a nie wyrównywania szans”. Jak zaznacza „wśród uczniów są wybitni: humaniści, baletnice, plastycy, przewodnicy turystyczni, hotelarze, uczniowie o zdolnościach lingwistycznych”, ale również tacy, którzy cierpią na różne zaburzenia, takie jak dyskalkulia. „Obligatoryjność matury z matematyki powoduje stres i obciążenie psychiczne, które często wpływają negatywnie na zdrowie psychiczne młodzieży. W efekcie wiele osób pomimo wysokiego poziomu, nie osiąga wymarzonego wyniku na maturze, co ogranicza ich możliwość dalszego rozwoju edukacyjnego oraz zawodowego – baletnica, plastyk, pilot turystyki, uczeń ze spektrum autyzm z niezdaną maturą z matematyki, uczennica klasy maturalnej, która już nawet nie podejmuje prób w rozumowaniu, mimo korepetycji, gdyż ma dość” – ostrzega.
Była szefowa MEN, za czasów której wprowadzono obowiązkową maturę z matematyki, zabrała głos
Co dalej z petycją? Jak przypomniała Strefa Edukacji, w połowie ub.r. pochyliła się nad nią Komisja ds. Petycji, która przesłała ją m.in. do premiera (Prezesa Rady Ministrów) czy ministerstwa edukacji narodowej. MEN już odpowiedziało, stwierdzając, że matematyka „jest i powinna być przedmiotem obowiązkowym”.
A co Katarzyna Hall sądzi o wykreśleniu matematyki z listy przedmiotów maturalnych? To właśnie za czasów, gdy piastowała funkcję szefowej MEN, postanowiono, że będzie ona obowiązkowa.
Była ministra stwierdziła, że to dobrze i tak powinno pozostać. – Z dwóch powodów: wiedzy o działaniu całego systemu edukacji, ale też mobilizujących, żeby jednak nie uczyć się na zero. Jeśli nikt nie sprawdza wyników, to i uczeń i nauczyciel mogą mieć pokusę, aby odpuścić starania nawet w bardzo podstawowym zakresie, przydatnym w życiu i pracy. (...) Uważam, że ma sens praca nad tym, aby mierzenie efektów edukacyjnych na egzaminach było coraz lepiej robione, potrzebne jest wspieranie działań Centralnej Komisji Edukacyjnej i przygotowywanie sensownych podstaw programowych – podkreśliła.
Czytaj też:
Gromy na MEN, nowy podręcznik pod naporem krytyki. „Instrukcja deprawacji”Czytaj też:
MEN zmienia zasady pracy w szkołach. „Dodatkowe godziny nie będą już tak szczodrze rozdawane”
