Wygaszanie reaktorów? Trzeba uważać

Wygaszanie reaktorów? Trzeba uważać

Dodano:   /  Zmieniono: 
W ramach negocjacji rządowych w Belgii powrócił temat rezygnacji z energii jądrowej - nowa koalicja zdecydowała, że już w 2015 roku wygaszone zostaną najstarsze reaktory. Decyzja wywołuje kontrowersje, bo wcześniej planowano przedłużenie ich pracy do 2025 roku. Francuskojęzyczny dziennik "Le Soir" w środę poświęca decyzji rządu belgijskiego dwustronicowy komentarz.

"Żeby przejść na zieloną energię, trzeba będzie dużo zainwestować" - ostrzega. Powołując się na ostatnie badania państwowej komisji ds. gazu i elektryczności, gazeta przypomina, że w elektrowniach atomowych wytwarza się 50-60 proc. energii zużywanej obecnie przez Belgów. Według jednego ze scenariuszy omawianych przez komisję, zamknięcie trzech najstarszych reaktorów w 2015 roku pogrążyłoby kraj w ciemnościach na kilkaset godzin, bo Belgia już teraz produkuje za mało energii w stosunku do potrzeb kraju. "Le Soir" zauważa też, że podniosłoby to i tak już wysokie ceny energii w Belgii. Dziennik przestrzega również przed skutkami dla belgijskiego społeczeństwa.

W samych elektrowniach pracuje około 2 tys. osób, drugie tyle odpowiada za usługi związane z energią jądrową w państwowej spółce Electrabel. Elektrownia w Tihange na południu, gdzie znajduje się jeden z trzech najstarszych reaktorów, zatrudnia 950 osób oraz 300 podwykonawców. Po wygaszeniu starego reaktora część z nich straciłaby pracę. Ponadto na zamknięciu reaktora straciłaby gmina Tihange: co roku na 45 mln euro przychodów 12 mln pochodzi z podatków nałożonych na elektrownię, a 3,7 mln z odszkodowań wypłacanych za ewentualne szkody dla środowiska. Już teraz gmina domaga się kompensacji strat na wypadek zamknięcia elektrowni. Podobne żądania wysuwa szesnaście gmin z nią sąsiadujących, które rocznie otrzymują od rządu 851 tys. euro z tytułu sąsiadowania z elektrownią atomową.

Belgia jest kolejnym po Niemczech krajem, który zamierza zrezygnować z energii jądrowej. "Le Soir" przestrzega jednak, że w Niemczech proces ten trwa "długo i pochłonął wiele inwestycji". "Kraj musi wybudować nowe linie wysokiego napięcia, żeby dostarczyć energię produkowaną przez wiatraki z północy na południe kraju, a ten typ robót z kolei spotyka się często z silnym sprzeciwem mieszkańców, trudno też zdobyć zezwolenia na budowy" - przypomina dziennik.

pap