Tysiąc dolarów i jedziesz na misję

Tysiąc dolarów i jedziesz na misję

Dodano:   /  Zmieniono: 
W artykule "Tysiąc dolarów i jedziesz na misję", "Rzeczpospolita" pisze, że szykuje się wielkie śledztwo w sprawie łapówek za wyjazdy na zagraniczne misje w polskiej armii. Zarzut łapówkarstwa postawiono już szefowi kadr Śląskiego Okręgu Wojskowego. Zdaniem wojskowej prokuratury w Poznaniu w 1994 r. przyjął on pieniądze za załatwienie wyjazdu na misję. Przed sądem stanie też dwóch niższych rangą wojskowych - jeden za wręczenie łapówki, drugi za pośrednictwo. Choć zarzuty dotyczą jednego przestępstwa sprzed kilkunastu lat, to wojskowi śledczy są pewni, że trafili na trop większej afery. - Takich przypadków mogły być setki - twierdzi rzecznik prasowy Żandarmerii Wojskowej płk Edward Jaroszuk. Śledczy podejrzewają, że łapówki płacili żołnierze, którzy chcieli pojechać na tzw. bezpieczne misje pokojowe, m.in. do Jugosławii, Libanu i Syrii. Nie jest jednak wykluczone, że za łapówki wojskowi mogli załatwiać sobie także wyjazdy do Afganistanu i Iraku, bo na zagraniczne misje w polskim wojsku z reguły zawsze było więcej chętnych niż miejsc - żołnierze na misji dostają miesięczny dodatek - od ośmiuset do tysiąca dolarów. Dla świeżo upieczonego oficera to więcej, niż jego podstawowa pensja (dziś ponad 2 tys. zł netto). Prokuratura ustaliła, że łapówka za wyjazd była równa miesięcznemu dodatkowi, który dostaje żołnierz na misji, czyli ok. tysiąca dolarów. Prokuratura sprawdza wszystkich, którzy jeździli za granicę. Jeśli okaże się, że któryś z wojskowych nie spełniał warunków, na przykład nie znał języka albo nie miał innych wymaganych umiejętności, na pewno będzie przesłuchany - zapowiada Jaroszuk.