Wielkanoc wypada w tym roku 5 kwietnia. W niedzielę, czyli pierwszego dnia świąt, tłum Polaków ruszy do kościołów, by podczas mszy – np. Rezurekcji, czyli procesji, w trakcie której ksiądz ogłosi zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa – przyjąć komunię.
Czy mogą zrobić to bez uprzedniego przystąpienia do sakramentu pokuty? Bez wyznania duchownemu swoich grzechów, by Bóg mógł im je rękoma kapłana odpuścić – w co wierzą wierni Kościoła katolickiego? Odpowiedź jest prosta – tak, ale jest jeden „haczyk”.
„Kto popełnił grzech śmiertelny, nie powinien przystępować do Eucharystii”
Trwa Wielki Post – okres liturgiczny, który poprzedza Zmartwychwstanie Pańskie. W jego trakcie – tak jak podczas całego roku – w całej Polsce odbywają się spowiedzi. Do sakramentu pokuty przystąpić można będzie zapewne przez cały Wielki Piątek – z okazji tego dnia drzwi niektórych kościołów otworzą się tradycyjnie na oścież do późnej nocy. Chrześcijanie, w tym katolicy, wierzą bowiem, że tego dnia na krzyżu umarł Jezus, więc należy umożliwić jak największej liczbie ludzi oczyszczenie się przed jego Przyjściem w Chwale. Pozostaje pytanie, czy podczas Wielkanocy można przyjąć Eucharystię, jeśli wcześniej nie poszło się do spowiedzi. Czy nie będzie to świętokradztwo?
Nie, o ile dana osoba nie ma tzw. ciężkich grzechów na sumieniu. Chodzi o takie czyny, które przez Kościół uznawane są za wyjątkowo złe – mające ciężką materię. Wśród nich wymienia się m.in. kradzież czy cudzołóstwo (uprawianie miłości poza związkiem małżeńskim). Jeśli wierny nie popełnił żadnego z grzechów śmiertelnych, może bez przeszkód przystąpić do komunii.
Dokładnie to zapisane jest w Katechizmie Kościoła Katolickiego. „Kto chce przyjmować Chrystusa w Komunii eucharystycznej, powinien być w stanie łaski. Jeśli ktoś ma świadomość, że popełnił grzech śmiertelny, nie powinien przystępować do Eucharystii bez otrzymania uprzednio rozgrzeszenia w sakramencie pokuty” – głosi KKK.
Czytaj też:
Obchody Wielkiego Tygodnia zagrożone. To pierwsza taka sytuacja w historiiCzytaj też:
Zapadła ważna decyzja dla Kościoła. Kardynał Ryś: „I radość i strach”
