Watykański dziennik o zakonnicach traktowanych jak służące. „Wynagrodzenie jest nieokreślone i bardzo skromne”

Watykański dziennik o zakonnicach traktowanych jak służące. „Wynagrodzenie jest nieokreślone i bardzo skromne”

Zakonnice. Zdjęcie ilustracyjne
Zakonnice. Zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Fotolia
Watykański dziennik „L’Osservatore Romano” w artykule „(Prawie) darmowa praca sióstr zakonnych”, zwraca uwagę na trudną sytuację sióstr, ze względu na skromne i często nieokreślone wynagrodzenie oraz niewłaściwe traktowanie. – Rzadko są zapraszane, by usiadły do stołu, który obsługują – wyznaje jedna z nich.

„L’Osservatore Romano” powołuje się na relację siostry Marie (imię zmienione), która przyjechała do Rzymu z Czarnej Afryki blisko dwadzieścia lat temu. – Przychodzą do mnie często siostry posługujące jako pomoce domowe, a ich praca nie jest właściwie uznawana – mówi. – Wiele z nich pracuje dla ludzi Kościoła, wstają o świcie, by przygotować śniadanie i idą spać po podaniu kolacji, posprzątaniu mieszkania, upraniu i uprasowaniu bielizny – dodaje.

Siostra Marie przyznaje, że w swojej posłudze duchowne nie mają ustalonych i przestrzeganych godzin pracy, jak osoby świeckie, a ich wynagrodzenie jest nieokreślone i często bardzo skromne.

Rozmówczyni watykańskiego dziennika zastanawia się, czy to normalne, żeby osoba konsekrowana była w ten sposób obsługiwana przez inną osobę konsekrowaną. – Duchowny myśli, że siostra będzie mu serwowała posiłek, a kiedy to zrobi, potem sama będzie jadła w kuchni? Czy nasza konsekracja nie jest taka sama jak ich? – pyta.

„Siostry się buntują, ale boją się mówić”

Z relacji Marie wynika, że wszystko to wywołuje w niektórych siostrach silny bunt wewnętrzny i odczuwają głęboką frustrację, ale boją się opowiedzieć o tym, co przeżywają. – Te siostry czują się dłużniczkami, mają związane ręce, więc milczą. Często zresztą pochodzą z bardzo ubogich rodzin, gdzie rodzice też byli służącymi. Niektóre mówią, że są szczęśliwe, nie widzą problemu, lecz w każdym razie odczuwają silne wewnętrzne napięcie. Tego typu mechanizmy nie są zdrowe i zdarza się, że pewne siostry biorą leki przeciwlękowe, by znieść te frustrujące sytuacje – opowiada siostra Marie.

Z kolei siostra Cécile (imię zmienione) uważa, że siostry muszą zabierać głos: – Ja sama, kiedy jestem zapraszana do wygłaszania konferencji, bez wahania mówię, że chcę otrzymać wynagrodzenie i jakiej sumy się spodziewam – przekonuje. – Ja i moje siostry żyjemy bardzo ubogo i nie dążymy do bogactwa, tylko do prostego życia w godziwych i odpowiednich warunkach. Dla naszych wspólnot jest to kwestia przeżycia –podkreśla.

Czytaj także:
Wzrasta liczba opętanych. Watykan szykuje kurs dla egzorcystów

/ Źródło: L’Osservatore Romano

Czytaj także

 9
  • Ktoś tu zapomniał, że w zakonie się służy, a nie pracuje. Lewactwo się nagle losem ludzi Kościoła przejmuje, a pluje na tych, którzy przez komunistów byli gorzej niż psy traktowani. Takie podwójne czerwone standardy.
    • A co na to ten argentyński wesołek udający papieża?
      • A co na to ten argentyński wesołek udający papieża?
        • A co na to ten argentyński wesołek udający papierza?
          • No, nie ma większego szacunku do kobiet jak w burdelach, tam chętnie sie je i do stołu zaprasza.