Matka i córka awanturowały się w samolocie. Jedna z nich miała uderzyć stewarda

Matka i córka awanturowały się w samolocie. Jedna z nich miała uderzyć stewarda

samolot, wnętrze (zdj. ilustracyjne)
samolot, wnętrze (zdj. ilustracyjne) / Źródło: Fotolia / pounais24
Ruszył proces w sprawie dwóch kobiet, których zachowanie zmusiło pilota do lądowania na innym lotnisku. Pasażerki nie przyznają się do zarzucanych im czynów i twierdzą, że nie spożyły dużej ilości alkoholu oraz nie uderzyły osoby z personelu pokładowego.

Sprawa dotyczy lotu z Manchesteru do Agadiru leżącego w Maroku – podaje brytyjski The Sun. Carrie Parkes oraz jej 56-letnia matka Karin na co dzień mieszkają w Blackpool. Kobiety postanowiły razem udać się w podróż, po której stało się o nich głośno w całym kraju. Zdaniem personelu pasażerki piły dużo alkoholu, a później zaczęły na tyle głośno rozmawiać i używać wulgaryzmów, że na ich zachowanie zaczęli uskarżać się inni podróżujący.

Opróżniły kilka butelek?

Interweniował personel, ale 56-letnia Karin niewiele robiła sobie z próśb o uspokojenie się. Gdy jeden ze stewardów poprosił Karin o to, by przestała przeklinać, ta włożyła palce do uszu i powiedziała, że „nie słucha tego ch..a”. Kazała mu także spie.....ć, a po chwili go uderzyła. Personelowi próbowali pomóc inni pasażerowie, którzy przytrzymywali Carrie. Wybuchła awantura, w której wzięło udział około 20 osób starających się zapanować nad niesforną matką i jej córką. Gdy sytuacji nie udało się opanować, pilot postanowił lądować w Casablance. Tam dwie pasażerki zostały wyprowadzone z samolotu przez policję. Pod siedzeniami kobiet znaleziono pustą butelkę dżinu oraz kilka pustych butelek wódki.

Proces w sprawie znieważenia i uderzenia stewarda oraz doprowadzenia do lądowania na innym lotnisku ruszył przed sądem w Manchesterze. Obie kobiety zaprzeczyły stawianym zarzutom a Carrie stwierdziła, że piła wino na „uspokojenie”, ponieważ zapomniała zabrać leków na chorobę afektywną dwubiegunową. Swoje wulgarne zachowanie tłumaczy atakiem paniki oraz strachem przed lataniem. – Byłam bardzo rozmowna i głośna, a używany przeze mnie język nie był najlepszy – przyznała dodając, że niewiele pamięta z lotu.

Podobną wersję wydarzeń przedstawiła Karin twierdząc, że rozmawiała głośno z siedzącymi w pobliżu pasażerami. Po chwili miała usłyszeć komunikat o przedwczesnym lądowaniu, a zdaniem 56-latki nikt z personalu nie wytłumaczył, dlaczego pilot podjął taką decyzję. Brytyjka twierdzi ponadto, że nie używała wulgaryzmów oraz nie zaatakowała stewarda. Zeznania obu kobiet z zeznaniami personelu oraz pasażerów skonfrontuje sąd.

Czytaj też:
Samolot z pasażerami przez 6 godzin spalał paliwo. Później musiał lądować na dotankowanie

Źródło: The Sun
 0

Czytaj także