Agencja Reutera poinformowała, że po dniu krwawych starć, kazachskie wojsko całkowicie usunęło protestujących z Placu Republiki w Ałmaty. Wojskowi mieli też odzyskać kontrolę nad głównym lotniskiem, zajętym wcześniej przez protestujących. Do Kazachstanu miały też już dotrzeć pierwsze oddziały rosyjskich komandosów stanowiących trzon sił stabilizacyjnych poradzieckiej Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym.
Krwawe starcia w Kazachstanie. Wojsko oczyściło plac z protestujących
Główny plac Ałmaty w ciągu dnia był okupowany na przemian przez wojsko i protestujących. W czwartkowy wieczór walki zostały wznowione. Dziennikarze Reutera słyszeli wybuchy i strzały, gdy pojazdy wojskowe i dziesiątki żołnierzy posuwały się naprzód. Strzelanina ustała ponownie po zmroku. Świadkowie mówią o zabitych i rannych.
Wcześniej kazachskie MSW informowało, że w ramach działań antyterrorystycznych w czasie wymiany ognia zginęło kilkudziesięciu demonstrantów i 18 policjantów, a prawie 1300 osób zostało rannych. Zatrzymano 2 tysiące 298 osób.
W tym czasie w stolicy Kazachstanu Nur-Sułtanie wyłączono internet. Sieć przestała działać w czwartek rano, około południa na krótko wznowiła działalność, a po południu znów została wyłączona.
Kazachstan. Protesty po podwyżkach cen gazu
Ostrą reakcję kazachskiego społeczeństwa wywołały podwyżki cen gazu. Tłum protestujących wtargnął do ratusza w Ałmaty, inni mieli zabrać policjantom pałki oraz tarcze. „Ratusz stanął w płomieniach, słychać też było strzały z broni palnej” - relacjonował Reuters. W Ałmaty demonstranci przejęli też budynek Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego oraz kontrolę nad lotniskiem. Jak informuje Biełsat, manifestanci demonstrowali swoją niechęć do rządowych mediów napadając na dziennikarzy i niszcząc ich sprzęt.
Czytaj też:
Bunt w Kazachstanie. „Jest okazja, by spacyfikować Władimira Putina”
