Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Eksperci sceptycznie podchodzą do deklaracji Donalda Trumpa w kontekście zawieszenia wojny na Bliskim Wschodzie i trwałości rozejmu z Iranem. Jaki pan wieszczy scenariusz?
Gen. Stanisław Koziej: Trudno o jednoznaczną prognozę. Musiałaby pani znaleźć jakiegoś mistrza przewidywania albo sięgnąć po proroka biblijnego, bo w przypadku tej wojny rzeczywistość wymyka się klasycznym analizom. Ten konflikt prowadzony jest wedle zupełnie indywidualnych, wręcz „superindywidualnych” pomysłów jednego decydenta – prezydenta Trumpa.
Rzadko zdarza się, by współczesne wojny były kierowane w taki sposób, jakby o wszystkim decydował jeden król czy cesarz.
Myślałem, że czasy wojen prowadzonych jednoosobowo już się skończyły, a tymczasem mamy powrót do takiego modelu. Gdyby te działania były koordynowane przez zespół doradców, z uwzględnieniem profesjonalnych opinii Pentagonu czy Departamentu Stanu, wyglądałoby to inaczej. Wydaje się jednak, że te instytucje nie mają realnego wpływu na decyzje prezydenta.
Jakie zatem znaczenia miało zawieszenie broni? Donald Trump gra na czas?
Oceniam tę decyzję jako szukanie pretekstu do zatrzymania działań wojennych, być może podjęte w pewnej panice. Ta wojna prawdopodobnie przestała być dla prezydenta korzystna politycznie na gruncie krajowym. Zapewne wyczerpała też sporą część zapasów bojowych armii amerykańskiej, zwłaszcza w zakresie sił powietrznych i rakietowych. Amerykanie potrzebują czasu na uzupełnienie środków bojowych i taka przerwa jest im po prostu na rękę. Możliwe, że właśnie takie sugestie płynęły do prezydenta ze środowisk wojskowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
