Ludzie z tej listy to niekoniecznie osoby znajdujące się na liście objętych zakazem lotów do Stanów Zjednoczonych (tzw. no-fly list) - powiedział republikański kongresman Peter T. King z Komisji ds. Bezpieczeństwa Kraju Izby Reprezentantów. Dodał, że na pokładzie samolotów z Nigerii do Amsterdamu, a potem z Amsterdamu do Detroit, którymi leciał Nigeryjczyk, nie był federalnych agentów bezpieczeństwa.
W sobotę media poinformowały, że znany były bankier z Nigerii Umaru Mutallab potwierdził, że niedoszły zamachowiec to jego syn. Mężczyzna jest w drodze do Abudży, gdzie ma zostać przesłuchany. Według źródeł nigeryjskich, nie podzielał on "skrajnych poglądów religijnych" syna i pół roku temu doniósł na niego do amerykańskiej ambasady i nigeryjskich agencji bezpieczeństwa.
Tymczasem w Londynie brytyjskie władze przeprowadziły w sobotę rewizje w związku z piątkowym incydentem. Władze University College London podały, że na liście studentów tej uczelni od września 2005 roku do czerwca 2008 roku znajdował się mężczyzna o podobnie brzmiącym nazwisku.
Nigeryjczyk, który twierdzi, że miał związki z Al-Kaidą, usiłował zdetonować ładunek wybuchowy przed lądowaniem samolotu w Detroit. Został obezwładniony przez pasażerów i członków załogi.PAP, mm