22-letni mężczyzna został zastrzelony 14 lutego w starciach w miejscowości Daih, kiedy siły bezpieczeństwa próbowały zaprowadzić spokój w szyickich regionach kraju, w którym sunnicka rodzina królewska rządzi szyicką większością. - Zostali rozpędzeni przy pomocy gazu łzawiącego w pobliżu szpitala, a następnie zebrali się ponownie - relacjonuje Ibrahim Mattar, parlamentarzysta, członek szyickiej opozycyjnej grupy Wefaq.
Mattar relacjonował, że we wtorek zmarł drugi protestujący, ale nie jest pewne, czy został zabity, czy zmarł z powodu odniesionych w poniedziałek ran. Al-Dżazira podała, że człowiek ten zginął w starciach, do których doszło w trakcie pogrzebu. Ministerstwo spraw wewnętrznych podało na Twitterze, że złożyło kondolencje rodzinie zabitego oraz że podejmie kroki prawne, jeśli okaże się, że użycie siły było nieuzasadnione.
Zdaniem analityków, gwałtowne protesty w Bahrajnie mogą zachęcić do podobnych działań szyitów marginalizowanych w sąsiedniej Arabii Saudyjskiej, która jest największym na świecie eksporterem ropy naftowej. Władze Bahrajnu zaoferowały rekompensaty pieniężne osobom poszkodowanym podczas "Dnia Gniewu", co może świadczyć o tym, że nie chcą dopuścić, by niezadowolenie szyitów przerodziło się w masowe protesty podobne do tych, które doprowadziły od upadku władz w Tunezji i Egipcie.
PAP, arb
