Co najmniej 58 osób padło ofiarą pogromów na muzułmanach w indyjskim stanie Gudżarat, w zemście za podpalenia przez ekstremistów islamskich pociągu z hinduistami.
W wielu miastach Gudżaratu podpalano i napadano na meczety, muzułmańskie sklepy i biura. W Ahmedabadzie, największym mieście stanu, 38 muzułmanów spłonęło żywcem w swych domach w dzielnicy Meghaninagar zamieszkanej w większości przez hinduistów.
Zaatakowani wzywali telefonicznie policję, ale ta przyjechała dopiero po dwóch godzinach, a straż pożarna dopiero po sześciu godzinach, bo tłumy hinduistów blokowały dojazd. Fanatycy zdążyli tymczasem oblać naftą domy i podpalić.
Wśród spalonych w Meghaninagarze jest 12 dzieci i były poseł do parlamentu indyjskiego, Ehsan Jefri.
W innych napadach na muzułmanów i starciach między muzułmanami i hinduistami zginęło w czwartek w Gudżaracie co najmniej 20 osób.
By powstrzymać falę zamieszek, w Ahmedabadzie wprowadzono rano godzinę policyjną, a policja użyła broni palnej wobec fanatyków hinduskich, raniąc co najmniej sześć osób. Później, gdy żądne odwetu tłumy zapełniły ulice, w niektórych dzielnicach policjanci mogli się jedynie bezradnie przyglądać, jak gawiedź rabuje i podpala należące do muzułmanów sklepy, hotele, restauracje i samochody. Spalono co najmniej 50 budynków.
Nad miastem unosiły się słupy dymu.
Starcia przeniosły się także do innych miast regionu - Barody i Himmatnagaru oraz centrum administracyjnego Gudżaratu - Gandhinagaru. W Gandhinagarze hinduistyczni ekstremiści podpalili m.in. siedzibę wpływowej instytucji muzułmańskiej Al Wakf, odpowiedzialnej za zarządzanie instytucjami islamskimi w tym stanie i wysyłanie wiernych z pielgrzymką do Mekki.
Władze stanowe zapowiedziały, że poproszą o rozmieszczenie wojska w Ahmedabadzie i 26 innych miastach, gdzie wprowadzono godzinę policyjną. Nie podały, skąd żołnierze mają przybyć, ale w grudniu Indie rozmieściły znaczną część swych sił zbrojnych wzdłuż granicy z Pakistanem, aby zmusić go do rozprawienia się z ekstremistami islamskimi, którzy według Delhi zaatakowali w grudniu parlament indyjski.
Czwartkowe pogromy to reakcja na śmierć 58 hinduistów, w tym 25 kobiet i 14 dzieci, którzy w środę spłonęli w podpalonym przez muzułmanów pociągu w Godhra, też w stanie Gudżarat. Wracali nim uczestnicy uroczystości religijnej zorganizowanej w mieście Ajodhja na północy kraju, gdzie fanatycy hinduscy, nie bacząc na protesty muzułmanów i ostrzeżenia rządu, szykują się do postawienia świątyni hinduistycznej na miejscu po meczecie, który zburzyli w 1992 roku.
W Ajodhji panował spokój.
Komentatorzy indyjscy obawiają się nasilenia konfliktu, jeśli nacjonaliści zaczną budować świątynię, w Ajodhji. Może dojść, jak w 1992 roku po zburzeniu meczetu, do pogromów i rozruchów w całym kraju oraz dramatycznej konfrontacji między fanatykami i siłami porządkowymi.
em, pap
Czytaj także: Płomienie fanatyzmu
Zaatakowani wzywali telefonicznie policję, ale ta przyjechała dopiero po dwóch godzinach, a straż pożarna dopiero po sześciu godzinach, bo tłumy hinduistów blokowały dojazd. Fanatycy zdążyli tymczasem oblać naftą domy i podpalić.
Wśród spalonych w Meghaninagarze jest 12 dzieci i były poseł do parlamentu indyjskiego, Ehsan Jefri.
W innych napadach na muzułmanów i starciach między muzułmanami i hinduistami zginęło w czwartek w Gudżaracie co najmniej 20 osób.
By powstrzymać falę zamieszek, w Ahmedabadzie wprowadzono rano godzinę policyjną, a policja użyła broni palnej wobec fanatyków hinduskich, raniąc co najmniej sześć osób. Później, gdy żądne odwetu tłumy zapełniły ulice, w niektórych dzielnicach policjanci mogli się jedynie bezradnie przyglądać, jak gawiedź rabuje i podpala należące do muzułmanów sklepy, hotele, restauracje i samochody. Spalono co najmniej 50 budynków.
Nad miastem unosiły się słupy dymu.
Starcia przeniosły się także do innych miast regionu - Barody i Himmatnagaru oraz centrum administracyjnego Gudżaratu - Gandhinagaru. W Gandhinagarze hinduistyczni ekstremiści podpalili m.in. siedzibę wpływowej instytucji muzułmańskiej Al Wakf, odpowiedzialnej za zarządzanie instytucjami islamskimi w tym stanie i wysyłanie wiernych z pielgrzymką do Mekki.
Władze stanowe zapowiedziały, że poproszą o rozmieszczenie wojska w Ahmedabadzie i 26 innych miastach, gdzie wprowadzono godzinę policyjną. Nie podały, skąd żołnierze mają przybyć, ale w grudniu Indie rozmieściły znaczną część swych sił zbrojnych wzdłuż granicy z Pakistanem, aby zmusić go do rozprawienia się z ekstremistami islamskimi, którzy według Delhi zaatakowali w grudniu parlament indyjski.
Czwartkowe pogromy to reakcja na śmierć 58 hinduistów, w tym 25 kobiet i 14 dzieci, którzy w środę spłonęli w podpalonym przez muzułmanów pociągu w Godhra, też w stanie Gudżarat. Wracali nim uczestnicy uroczystości religijnej zorganizowanej w mieście Ajodhja na północy kraju, gdzie fanatycy hinduscy, nie bacząc na protesty muzułmanów i ostrzeżenia rządu, szykują się do postawienia świątyni hinduistycznej na miejscu po meczecie, który zburzyli w 1992 roku.
W Ajodhji panował spokój.
Komentatorzy indyjscy obawiają się nasilenia konfliktu, jeśli nacjonaliści zaczną budować świątynię, w Ajodhji. Może dojść, jak w 1992 roku po zburzeniu meczetu, do pogromów i rozruchów w całym kraju oraz dramatycznej konfrontacji między fanatykami i siłami porządkowymi.
em, pap
Czytaj także: Płomienie fanatyzmu