Rząd Borysowa się obronił

Rząd Borysowa się obronił

Dodano:   /  Zmieniono: 
Bojko Borysow (fot. EPP) 
Parlament Bułgarii odrzucił wniosek o wotum nieufności dla centroprawicowego gabinetu premiera Bojko Borysowa. Za wnioskiem głosowało 70 posłów lewicy i tureckiego Ruchu na rzecz Praw i Swobód. 124 posłów głosowało przeciw.
Do przyjęcia wniosku w 240-mandatowym parlamencie potrzeba 121 głosów. Razem z posłami rządzącej partii GERB za odrzuceniem wniosku głosowało kilku deputowanych niezależnych. W głosowaniu nie wzięli udziału posłowie nacjonalistycznej partii "Atak" i Niebieskiej Koalicji, która skupia tradycyjną centroprawicę, stworzoną po podziale potężnego w latach 90. Związku Sił Demokratycznych. Obie partie ostatnio dystansują się od GERB (Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii). Swoją nieobecnością podczas głosowania jednak faktycznie ją poparli.

Kartki i rozsądne punkty

Motywem lewicy i tureckiego ruchu było fiasko rządowej polityki antykryzysowej. Z trybuny parlamentu lider lewicy i były premier Sergej Staniszew podarł kartki z dwoma programami antykryzysowymi gabinetu Borysowa, podkreślając, że nawet jeśli w ogóle w tych programach były rozsądne punkty, to ich nie spełniono. Zamrożone od dwóch lat dochody, bezrobocie sięgające 30 proc. wśród ludzi w wieku do 29 lat, słabe wykorzystywanie środków unijnych oraz  silny spadek inwestycji zagranicznych były głównymi argumentami oponentów polityki rządowej, którym przeciwstawili się ministrowie.

Argumenty władzy i opozycji nie dotarły do obywateli, gdyż debaty parlamentarnej i samego głosowania nie nadawały publiczne radio i  telewizja. Był to precedens w ostatnich 21 latach. Zadecydowali o tym posłowie rządzącej partii argumentem, że w tym dniu przypada żałoba narodowa z powodu katastrofy, w której zginęło 8 osób. Nie zgodzili się jednak na przeniesienie dyskusji na inny dzień.

Borysowa nie było

Premier Borysow nie przyszedł do parlamentu. Nie było go i podczas poprzedniego głosowania nad wotum nieufności dla jego rządu w  październiku 2010 roku. Lider lewicy scharakteryzował ten fakt jako "haniebny", a według znanego socjologa Cwetozara Tomowa świadczy to o  lekceważeniu roli parlamentu. - Nie jest mi przyjemnie patrzeć na nich (posłów opozycyjnych), dlatego nie poszedłem do parlamentu. Nie będę przejawiał (wobec opozycji) żadnej politycznej tolerancji. Gdyby nie nasz rząd, bylibyśmy jak Grecja, gdzie na ulicach leje się krew, a Staniszew wyglądałby jak Papandreu - powiedział Borysow.

zew, PAP