W ostatnich miesiącach nad Berlusconim gromadziły się czarne chmury. Do czterech toczących się jednocześnie procesów w Mediolanie doszedł kompromitujący go skandal z kręgiem prostytutek i szantażystów w jego otoczeniu. W rezultacie drastycznie spadło poparcie dla niego, a niemal całkowicie wycofał je włoski Kościół w porozumieniu z Watykanem.
- Nie ma czego świętować - powiedział Silvio Berlusconi w przeddzień jubileuszu podczas rozmowy z parlamentarzystami ze swej macierzystej partii Lud Wolności. Przy okazji uwikłany w procesy i dochodzenia premier doprowadził do dalszej eskalacji nieustannego sporu z wymiarem sprawiedliwości, ponieważ po raz kolejny opowiedział się za powołaniem komisji śledczej, która zbadałaby „postępowanie sędziów".
- Czuję się, jakbym miał wybuchnąć. Któregoś dnia pójdę do telewizji i wytłumaczę Włochom jaka jest prawda, opowiem im o prześladowaniach i znęcaniu się nade mną. Najpierw próbują mnie wrobić wmawiając jedno przestępstwo, potem drugie; najpierw chcą, żebym zeznawał, potem chcą mnie oskarżyć - powiedział szef rządu, cytowany przez agencję Ansa.
Zapytany jaki prezent chciałby dostać na urodziny, odparł: „W tym tak trudnym momencie dla Zachodu, dla Europy i dla Włoch chciałbym, aby odłożono na bok spory i kłótnie by pracować razem nad ożywieniem gospodarki i wyprowadzeniem Włoch z kryzysu".
zew, PAP
