Janukowycz tylko straszył. Demonstrowało 3, nie 40 tysięcy

Janukowycz tylko straszył. Demonstrowało 3, nie 40 tysięcy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ekspert: mimo negatywnego stosunku do władz Ukraińcy nie poprą demonstrantów (fot. Wikipedia) 
Około trzech tysięcy osób, w tym ratowników czarnobylskich, demonstrowało przed Radą Najwyższą w Kijowie, domagając się rozwiązania parlamentu, zachowania ulg socjalnych oraz lepszych warunków pracy dla małego i średniego biznesu.
Protestujący po raz drugi w tym tygodniu powalili metalowy parkan, który otacza ukraiński parlament i ponownie zostali odepchnięci sprzed wejścia do Rady przez milicyjne siły specjalne. Doszło do drobnych przepychanek, w których lekkie obrażenia odnieśli m.in. obecni w centrum wydarzeń dziennikarze.

Wśród demonstrujących byli ratownicy, którzy usuwali skutki katastrofy elektrowni atomowej w Czarnobylu, weterani wojny w  Afganistanie i przedstawiciele średniego biznesu. "Wolność dla Ukrainy!", "Precz z bandą!" - wykrzykiwali. Gdy milicja odepchnęła uczestników akcji za leżące wokół parlamentu metalowe ogrodzenie, część z nich pomaszerowała pod administrację prezydenta Wiktora Janukowycza. Protestujący nie dotarli do jego siedziby, gdyż i tu drogę zagrodziła im milicja. Wcześniej władze ostrzegły, że w demonstracjach może wziąć udział nawet 40 tysięcy osób. Opozycja nazwała te informacje prowokacją.

Prezydent Janukowycz oskarżył swych przeciwników o przygotowywanie zbrojnych ataków na instytucje państwowe oraz zarzucił im dążenie do zachwiania stabilności gospodarczej i politycznej kraju. - Milicja mówi mi, że kupowana jest broń i trwają przygotowania do  zbrojnych ataków na instytucje państwowe - oświadczył 1 listopada prezydent.

Komentatorzy na Ukrainie utrzymują, że choć władze obawiają się protestów, miejscowe społeczeństwo nie jest gotowe do masowych wystąpień przeciw rządzącym. - Ostatnie badania opinii publicznej mówią, że ludzie nie poprą politycznych akcji nawet mimo swego negatywnego stosunku do obecnych władz - ocenił politolog Wołodymyr Fesenko z kijowskiego Centrum Badań Politycznych "Penta".

zew, PAP