- Wszystko zdarzyło się tuż po świcie. Pierwszy raz widziałem coś lecącego tak szybko. A ludzie przechodzący po prostu patrzyli na to - tak eksplozje meteorytu opisuje w rozmowie z Gazetą.pl Sebastian P., 27-letni Polak z Jekaterynburga.
- Żyję i pracuję w Jekaterynburgu, a więc w mieście na północ od Czelabińska. W drodze do pracy, mniej więcej o godzinie 9.30 widziałem spadający meteoryt - relacjonuje Polak.
- W związku z tym, że w Rosji jest mnóstwo stref czasowych i wędrówka słońca nie nadąża za strefami czasowymi, świt następuje około godz. 9. Wszystko wydarzyło się więc tuż po świcie - wyjaśnił 27-letni bankier w rozmowie z serwisem.
- Widziałem spadającą kulę ognia lecącą ze wschodu na zachód. Miałem wrażenie, że spada z ogromną prędkością i na niskiej wysokości. To pewnie było złudzenie optyczne, ale miałem wrażenie, że gdzieś uderzyła w miasto. Nie słyszałem żadnego huku, więc zapewne takiego uderzenia nie było - mówił.
eb, gazeta.pl
- W związku z tym, że w Rosji jest mnóstwo stref czasowych i wędrówka słońca nie nadąża za strefami czasowymi, świt następuje około godz. 9. Wszystko wydarzyło się więc tuż po świcie - wyjaśnił 27-letni bankier w rozmowie z serwisem.
- Widziałem spadającą kulę ognia lecącą ze wschodu na zachód. Miałem wrażenie, że spada z ogromną prędkością i na niskiej wysokości. To pewnie było złudzenie optyczne, ale miałem wrażenie, że gdzieś uderzyła w miasto. Nie słyszałem żadnego huku, więc zapewne takiego uderzenia nie było - mówił.
eb, gazeta.pl
