Prezydent wyjechał, a wojna trwa

Prezydent wyjechał, a wojna trwa

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dzień po ustąpieniu i wyjeździe z kraju prezydenta Charlesa Taylora, władze Liberii poinformowały, że rebelianci zaatakowali siły rządowe w pobliżu międzynarodowego lotniska w Monrowii.
Minister obrony Daniel Chea powiedział, że rząd wezwał żołnierzy sił pokojowych z krajów Afryki Zachodniej, aby powstrzymali walki. Obwinił o atak ugrupowanie Ruch na rzecz Demokracji w Liberii (Model).

Tymczasem główne ugrupowanie rebelianckie Liberyjczycy Zjednoczeni na rzecz Pojednania i Demokracji (LURD) oświadczył, że chce kierować rządem tymczasowym.

"Jesteśmy odpowiedzialni za upadek Charlesa Taylora. Chcemy służyć swoimi zdolnościami w najszerszym zakresie. To znaczy, że  możemy kierować tymczasowym rządem" - powiedział jeden z  przywódców LURD Sekou Fofana.

Po ustąpieniu Taylora, LURD oświadczył, że wojna domowa jest zakończona, a wcześniej podkreślał, że jego jedynym celem jest rezygnacja Taylora.

Tymczasowy rząd ma w październiku przejąć władzę z rąk Mosesa Blaha, zastępcy Taylora, który w poniedziałek został zaprzysiężony jako nowy prezydent.

Taylor wyjechał do Nigerii, która wcześniej zaoferowała mu azyl, jeśli ustąpi ze stanowiska. Jednak organizacja broniąca praw człowieka Human Rights Watch domaga się, by Nigeria przekazała Taylora ONZ-owskiemu Trybunałowi ds. Zbrodni Wojennych w Sierra Leone. Trybunał oskarża Taylora o zbrodnie wojenne.

rp, pap