Rumsfeld u Polaków (aktl.)

Rumsfeld u Polaków (aktl.)

Dodano:   /  Zmieniono: 
Sekretarz obrony USA Donald Rumsfeld podczas wizyty w Obozie Babilon podziękował żołnierzom wielonarodowej dywizji pod polskim dowództwem za przyjazd na Bliski Wschód.
Obecność wojsk z tak wielu krajów w Iraku to wielkie osiągnięcie, ważne dla samych członków wielonarodowej dywizji, Irakijczyków i całego świata - powiedział na  konferencji prasowej w Obozie Babilon sekretarz obrony USA Donald Rumsfeld.

"Wasze zadanie jest niełatwe i bardzo ważne. Jestem tutaj, aby  powiedzieć generałowi (Andrzejowi Tyszkiewiczowi, dowódcy wielonarodowej dywizji), jak bardzo doceniam to, co robi, i  to, co robią przedstawiciele innych krajów. To nie są po prostu ćwiczenia, trening, wymiana informacji - to zadanie, ważne zadanie. Dziękuję wam wszystkim i życzę sukcesu. Niech Bóg was błogosławi" - powiedział Rumsfeld.

"Mam przyjemność bycia tutaj; to, co tutaj się dzieje, jest ważne z wielu powodów. Praca będzie trudna, ale początek został zrobiony" - powiedział szef Pentagonu. Współpraca tak wielu krajów w takich warunkach jest - jak to określił - wielkim eksperymentem. Zapowiedział, że będzie śledził to, co dzieje się w "ważnej" strefie środkowo-południowej.

"Wiemy, jak ważna i trudna jest nasza misja. Zrobimy, co w naszej mocy, by wypełnić ją zgodnie z przykładem i lekcjami, udzielonymi przez naszych profesorów z marines. Musimy odnieść sukces" -  odpowiedział Rumsfeldowi Tyszkiewicz.

Na pytanie dziennikarzy, co będzie największym wyzwaniem dla  dywizji, Tyszkiewicz zdecydowanie odpowiedział, że jej wielonarodowość - trzeba połączyć i skoordynować pracę żołnierzy z  różnych części świata, reprezentujących różne kultury i  posługujących się wieloma językami.

Rumsfeld przyznał podczas konferencji prasowej, że sytuacja w  Iraku nadal jest skomplikowana i niestabilna. Ciągle są w tym kraju terroryści, kryminaliści i przedstawiciele poprzedniego reżimu, którzy "chcą atakować i zabijać niewinne kobiety, dzieci -  nie siły koalicyjne, ale właśnie Irakijczyków". Z drugiej strony uczyniono już bardzo dużo, aby tę sytuację poprawić. Przytoczył dane, z których wynika, że władzom koalicyjnym udało się już sformować irackie siły bezpieczeństwa, liczące 55 tys. ludzi.

Pytany przez dziennikarzy, jak długo amerykańscy żołnierze będą stacjonować w Iraku, odparł, że tak długo, jak będzie potrzeba, "i  ani dnia dłużej". Zadaniem sił koalicyjnych jest pomóc Irakijczykom w osiągnięciu bezpieczeństwa i stabilizacji oraz  zachęcenie ich, by przejmowali coraz więcej odpowiedzialności za  bezpieczeństwo swojego kraju - dodał.

Przed przyjazdem do obozu zwiedził ruiny Babilonu, gdzie przed wejściem na teren ruin przywitał go gubernator Babilu Eskander Jawad Wtwt. Wręczył on Rumsfeldowi wiązankę kwiatów i dziękował "przyjaciołom z sił koalicyjnych" za uwolnienie od reżimu Saddama Husajna.

"Bardzo się cieszę, że pana widzę i gratuluję panu. Powiedziano mi, że stosunki pomiędzy lokalną społecznością Irakijczyków z Amerykanami układały się tutaj bardzo dobrze. Mam nadzieję, że stosunki z siłami polskimi będą też bardzo dobre" - powiedział Rumsfeld.

Rumsfelda ma także odwiedzić leżący w polskiej strefie cmentarz pod miastem Hilla, gdzie koalicjanci odkryli masowe groby około 5000 ofiar obalonego reżimu Saddama Husajna.

Rumsfeld przybył niespodziewanie do Iraku już w czwartek. Po  spotkaniu z administratorem Paulem Bremerem i z najwyższym dowódcą amerykańskim w Iraku generałem Ricardo Sanchezem, Rumsfeld oświadczył, że od zakończenia wojny 1 maja warunki bezpieczeństwa w Iraku poprawiły się, a sprawą kluczową dla zwiększenia liczebności sił bezpieczeństwa jest obecnie przeszkolenie większej liczby Irakijczyków. "Nastąpił wymierny postęp". "Z każdym dniem jest coraz lepiej", powiedział.

Bezpośrednio po przylocie do Bagdadu minister obrony spotkał się na lotnisku z żołnierzami amerykańskimi, z których część w ostatnim czasie została ranna. Później powiedział, że liczba ataków na żołnierzy amerykańskich zmalała w ostatnich tygodniach i widoczne są oznaki poprawy pod tym względem.

Sekretarz rozmawiał też z oficerami wywiadu amerykańskiego na temat ataków na siły koalicyjne. Odpowiedzialnością za zamachy obarczył członków zdelegalizowanej partii BAAS, bojowców z zagranicy, kryminalistów i najemników, atakujących dla pieniędzy, a nie z przyczyn ideologicznych. Powiedział też, że Irakijczycy muszą stworzyć własny wywiad.

W piątek Rumsfeld odwiedził Tikrit. Z lotu ptaka obejrzał to, co  zostało z domu, w którym w lipcu zabito synów Saddama - Udaja i  Kusaja. W Tikricie nie odbyło się jednak zaplanowane spotkanie z  żołnierzami; Rumsfeld je odwołał, tłumacząc to napiętym harmonogramem wizyty. Mimo to rzeczniczka czwartej dywizji major Josslyn Alberle uważała, że "wizyta była dobra dla morale żołnierzy".

Po dwugodzinnej wizycie w Tikricie Rumsfeld poleciał do Mosulu na  północy kraju. Odwiedził tam oficerów ze 101. dywizji powietrznodesantowej i przywódców miejscowej społeczności.

Dokładny program jego pobytu w Iraku jest utrzymywany w tajemnicy ze względów bezpieczeństwa.

em, pap