Gabinet poinformował w komunikacie, że "Arafat jest przeszkodą w procesie pokojowym i "Izrael postara się uwolnić od tej przeszkody".
Według źródeł rządowych, gabinet zwróci się do armii o przygotowanie planu wydalenia Arafata, jednak nie dojdzie do tego natychmiast z powodu sprzeciwu ze strony USA.
Izrael, że "zapłaci wysoką cenę", jeśli wydali Arafata z Ramalli - uprzedził wysoki rangą przedstawiciel władz palestyńskich Nabil Abu Rudeina.
Członka palestyńskich sił bezpieczeństwa, cytowany przez Reutera groził, że wydalenie Arafata doprowadzi do zdestabilizowania regionu i "ściągnie katastrofę na izraelski naród".
Nikt mnie nie wygoni - oświadczył prezydent Autonomii Palestyńskiej Jaser Arafat. "Mogą mnie zabić swoimi bombami, lecz nie wyjadę".
Tysiące Palestyńczyków zebrało się przed jego siedzibą. Zamierzają bronić swego przywódcy.
Przedstawiciel administracji amerykańskiej powiedział, że ewentualne wydalenie Jasera Arafata nie jest rozwiązaniem i nie pomoże w przywróceniu pokoju na Bliskim Wschodzie, a Unia Europejska zaapelowała do Izraela o rozważenie konsekwencji tego kroku. Decyzja izraelskiego gabinetu ds. bezpieczeństwa jest odwetem za wtorkowe zamachy palestyńskiego Hamasu, w których zginęło piętnaście osób.
W czwartek izraelscy żołnierze przejęli kontrolę nad siódmym piętrem budynku palestyńskiego Ministerstwa Kultury, ok. 300 m od głównej siedziby Arafata w Ramalli.
rp, pap