Kontratak Szewardnadze

Kontratak Szewardnadze

Dodano:   /  Zmieniono: 
Atakowany przez opozycję, prezydent Gruzji Eduard Szewardnadze uzyskał gwarancję poparcia od lidera quasiniepodległej Autonomicznej Republiki Adżarii Asłana Abaszydze.
Przywódca Adżarii wystąpił z Szewardnadzem na 20-tysięcznym wiecu w Batumi potępiając działania opozycji pikietującej w Tbilisi centralny parlament. Jej liderów - Michaiła Saakaszwilego, Nino Burdżanadze i Zuraba Żwaniję określał mianem "nacjonalistów".

"Cel nacjonalistów, którzy zebrali się przed budynkiem parlamentu w Tbilisi, jest jasny - chcą wziąć w swoje ręce władzę i rozpętać falę nienawiści na tle etnicznym" - powiedział Abaszydze, potomek adżarskich książąt, który rządził Adżarią jeszcze w czasach radzieckich.

"Dojście do władzy nacjonalistów oznaczać będzie dla Gruzji katastrofę. Jako osoba piastująca stanowisko i jako syn Gruzji nie dopuszczę do tego, by objęli oni rządy" - dodał lider republiki, nad którą Tbilisi jedynie formalnie sprawuje kontrolę.

Prezydent dziękował za poparcie oskarżanemu o separatyzm Abaszydzemu. "Adżaria daje dzisiaj przykład całej Gruzji" - powiedział 75-letni Szewardnadze, który łącznie rządził Gruzją przez 23 lata - w latach 1972-85 jako pierwszy sekretarz partii komunistycznej i od 1993 jako prezydent.

Ugrupowanie Abaszydzego - Związek Demokratycznego Odrodzenia Gruzji - okazało się "czarnym koniem" wyborów 2 listopada, dostając, według oficjalnych danych 18,8 proc. głosów i zajmując drugie miejsce za blokiem rządowym (20,6 proc.).

Wyniki te jednak podawane są w wątpliwość, zarówno przez opozycję, której sondaże dawały wyraźną przewagę, jak i OBWE. Swoje zaniepokojenie sposobem przeprowadzenia wyborów i trwającym już ponad tydzień sposobem liczenia głosów w 4,5- milionowej Gruzji wyraził także amerykański Departament Stanu.

Wizytę Szewardnadzego w południowo-zachodnim regionie Gruzji odebrano jako próbę kontrataku władz, które w sobotę i niedzielę stanęły wobec wielotysięcznych manifestacji opozycyjnych w Tbilisi.

W czasie gdy prezydent zapewniał sobie poparcie Adżarii, w Tbilisi demonstrowało 5 tysięcy jego przeciwników, z których część rozpoczęła głodówkę. Po stronie opozycyjnych protestów stanął także mer położonego na południowy wschód od Tbilisi miasta Rustawi, Merab Tkeszełaszwili. On również zarzucił władzom sfałszowanie wyborów. "Wybory w Rustawi praktycznie się nie odbyły, gdyż głosowano pod nadzorem sił specjalnych. Tym samym wśród ludności zasiano strach, a wielu wyborców nie znalazło siebie na listach głosujących" - powiedział.

Napięta sytuacja trwa w Gruzji niemalże od ogłoszenia w ubiegły poniedziałek pierwszych wyników wyborów. W niedzielę minister obrony Dawid Tewzadze powiedział, że kraj zaczyna tracić stabilność. "Myślę, że nie dzieje się nic dobrego i sytuacja praktycznie wymknęła się spod kontroli" - ocenił. Co najmniej dwukrotnie doszło do użycia broni i co najmniej jedna osoba jest ranna. Opozycja domaga się unieważnienia wyborów, zaś lider jej radykalnego skrzydła Michaił Saakaszwili uważa, że Szewardnadze, którego druga i ostatnia kadencja prezydencka wygasa w 2005, powinien ustąpić już teraz.

O spokój zaapelował w sobotę patriarcha-katolikos gruzińskiej Cerkwi prawosławnej wzywając obie strony do pohamowania emocji.

em, pap