Niewielki samolot turystyczny w zakazanej przestrzeni powietrznej nad Białym Domem wywołał alarm w siedzibie prezydenta USA. Ewakuowano nawet wiceprezydenta Dicka Cheneya.
Prywatna maszyna została wyprowadzona poza zamkniętą strefę, wyznaczoną po zamachach z 11 września 2000 r., przez myśliwce bojowe wezwane z bazy Andrews. Pilot pechowego samolotu natychmiast podporządkował się poleceniom.
Według majora Douglasa Martina z dowództwa obrony przeciwlotniczej, turystyczny samolot nie stanowił żadnego zagrożenia. Służby odpowiedzialne za ochronę prezydenta na razie jednak nie mają pewności, czy przyczyną incydentu była pomyłka pilota - przyznała ich przedstawicielka Jean Mitchell.
Jej koleżanka Ann Roman podkreśliła, że incydent uruchomił rutynowe procedury dla sytuacji nadzwyczajnych, stąd np. ewakuacja wiceprezydenta Cheneya. Prezydent George W. Bush był wówczas z wizytą w stanie Arkansas.
sg, pap