We wtorek Reuter informował w doniesieniu z Bagdadu, że jego trzej iraccy współpracownicy opowiedzieli o seksualnym i religijnym maltretowaniu oraz poniżeniach, jakich doznali w styczniu tego roku, zatrzymani przez Amerykanów w obozie wojskowym koło Faludży. Wszyscy trzej opowiedzieli Reuterowi o swoich przejściach, kiedy zostali zwolnieni; na podanie całej sprawy do wiadomości publicznej zdecydowali się, kiedy siły amerykańskie uznały, że nie ma żadnych dowodów na ich maltretowanie.
Także iracki dziennikarz, pracujący dla amerykańskiej sieci telewizyjnej NBC i zatrzymany w styczniu wraz ze współpracownikami Reutera, twierdzi, że był bity i maltretowany przez żołnierzy amerykańskich.
Reuter poinformował o otrzymaniu w poniedziałek listu (z marcową datą) od generała Ricardo Sancheza, dowódcy sił lądowych w Iraku; generał twierdził w nim, że śledztwo przeprowadzono i że było ono "wnikliwe i obiektywne". Pentagon natomiast nie zareagował dotąd na postulat Reutera, żeby zrewidować ustalenia wojska w tej sprawie "w świetle skandalu z traktowaniem więźniów w Abu Ghraib".
Reporterzy bez Granic oskarżyli Pentagon o "zupełny brak otwartości" w tej sprawie. "Siły Lądowe USA, najwidoczniej uważając, że stoją ponad prawem, przez całe miesiące nie uznały za stosowne wysłuchać tych trzech ofiar" - głosi oświadczenie Reporterów bez Granic.
em, pap