Udziałowcy gazety zakwestionowali zamieszczone w niej materiały dotyczące krwawego zakończenia okupacji szkoły w północnoosetyjskim Biesłanie. Mieli ponoć zastrzeżenia do sobotniego wydania, które przyniosło duże fotografie, również na pierwszej stronie, martwych i rannych zakładników w szkole w Biesłanie i obszerne relacje z zakończenia okupacji szkoły. Jak mówił Szakirow agencji Reuters, główny udziałowiec reprezentujący interesy metalowego giganta Władimir Potanin oświadczył, że "gazeta nie może wyglądać jak afisz czy plakat", gdyż "kłóci się to z formatem gazety i jest zbyt emocjonalne".
"Na pewno chcieli, żeby było jak w jednej z czołowych gazet: operacja zakończona, zakładnicy uwolnieni (...) a obok zdjęcia żołnierzy sił specjalnych, ratujących dzieci" - powiedział z przekąsem redaktor Szakirow.
Tak naprawdę związanemu z Kremlem oligarsze nie podobało się zapewne to, że Dziennik "Izwiestija" w poniedziałek zadał kłam oficjalnej wersji wydarzeń w szkole, gdzie, jak napisał, nie było żadnego wybuchu, który miał sprowokować wymianę ognia. Było to nie w smak władzom, które na każdym kroku podkreślają, że nie chciały szturmować szkoły i ryzykować życia ponad tysiąca zakładników, a do szturmu zmusił je niekontrolowany bieg wydarzeń, spowodowany przez przypadkowy wybuch w sali gimnastycznej.
"3 września o 13.10 korespondenci +Izwiestii+ znajdowali się stosunkowo blisko szkoły. Jeden z nas znalazł się około 200 metrów od sali gimnastycznej (...). Bardzo dobrze słyszeliśmy, jak to się zaczęło - na początku nie było żadnego wybuchu. Były coraz bardziej intensywne strzały z automatów. Dopiero po jakimś czasie, może po iluś sekundach, a może po minucie, nastąpiła eksplozja" - napisali dziennikarze "Izwiestii" (Pełny tekst artykułu, w wersji oryginalnej, można przeczytać tutaj).
Tymczasem władze twierdzą, że wybuch wywołał panikę i ucieczkę grupy dzieci, którym terroryści mieli zacząć strzelać w plecy. Przez przypadek - jak twierdzą Rosjanie - w budynku byli wówczas ratownicy Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych, którzy wynosili ciała zabitych dwa dni wcześniej mężczyzn.
Wersja o strzałach - którą podała gazeta - dopuszcza możliwość, że nastąpiła prowokacja ze strony rosyjskich służb. "Izwiestija", dziennik uważany za prorządowy, zawczasu jednak zaprzeczył tej wersji. "Ogień otworzyli raczej ludzie otaczający budynek, członkowie miejscowego pospolitego ruszenia" - pisze dziennik. "Jest bardzo prawdopodobne, że komuś z nich puściły nerwy" - dodaje.
"Izwiestija" publikują też oficjalną wersję władz, po czym komentują: "Ta wersja zapewne się nie zmieni, ponieważ ten, który wystrzelił pierwszy, ponosi odpowiedzialność za setki zabitych dzieci".
Tymczasem wersję o prowokacji zdają się potwierdzać argumenty czeczeńskich separatystów, którzy twierdzą, że jeden z zabitych, 31-letni Chan-Pasza vel Chanpasza Kułajew, którego rosyjski dziennik "Gazieta" zidentyfikował jako ochroniarzaczeczeńskiego komendanta Szamila Basajewa, już od trzech lat znajdował się w rękach Rosjan. "Chanpaszę Kułajewa z zimną krwią zabito i przywieziono jego trupa do Biesłanu. Dziś ma stanowić dowód przeciwko Basajewowi" - pisze strona "Kavkaz-Center".
Jako dowód Czeczeni przytaczają cytaty z rosyjskich mediów z sierpnia 2001 roku, mówiące o aresztowaniu Kułajewa.
"W Czeczenii w czasie operacji specjalnej FSB we wsiach Ałleroj, Cocyn-Jurt i Kurczałoj zatrzymano trzech uczestników bandyckich formacji, którzy podlegali komendantowi Chattabowi. Zatrzymani to Sajfutdin Ibragimow, Chanpasza Kułajew i Ilkor Zagidulin" - cytują agencję Interfax z tamtego okresu.
Dodają też cytaty z państwowej rozgłośni "Głos Rosji" i "Niezawisimej Gaziety". Oba są dostępne w archiwach internetowych tych mediów. Według Czeczenów, Kułajew cały czas był od tej pory w rękach Rosjan.
"W świetle tego faktu nie mamy wątpliwości, że FSB (...) podrzuciła do Biesłanu trupy czeczeńskich więźniów, których trzymano w tajnych więzieniach" - pisze Kavkaz-Center.
Według oficjalnych danych, w szkole zginęło 335 osób, w dużej części dzieci. Niezależne źródła mówią o około 400 zabitych.
ss, pap