Włochy w bezruchu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Całodniowy strajk pracowników komunikacji miejskiej we Włoszech sparaliżował największe miasta w tym kraju. Najtrudniejsza sytuacja panuje w Turynie i Florencji.
Akcję protestacyjną zorganizowały największe związki zawodowe, które domagają się odnowienia kontraktów na lata 2004-2007 i  podwyżek, średnio w wysokości 130 euro miesięcznie dla każdego pracownika.

Organizatorzy strajku i władze miast prowadzą "wojnę na liczby", informując o skali protestu. Według związkowców w całych Włoszech do pracy nie przystąpiło od 90 do 100 procent załóg metra, tramwajów i autobusów. Władze twierdzą, że w Mediolanie nie  kursuje połowa autobusów i tramwajów. W Rzymie, gdzie nie działają dwie linie metra, a z zajezdni nie wyjechała większość autobusów, na wielu ulicach utworzyły się korki dłuższe niż zwykle.

W prawie wszystkich miastach strajk rozpoczął się o 8.30 rano i  potrwa do wieczora. Trzygodzinną przerwę w proteście ogłoszono po  południu w Rzymie, Mediolanie i Neapolu, by zapewnić pasażerom powrót w porze największego ruchu.

Szczególnie trudna sytuacja panuje w Turynie i Florencji, gdzie protest będzie trwał po południu i wieczorem, a strajkujący pracownicy transportu miejskiego nie wyjadą w trasy nawet w  godzinach szczytu.

em, pap