Do zamachu niemal natychmiast przyznała się radykalna organizacja palestyńska - Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny.
Potępiły go władze Autonomii Palestyńskiej. Główny palestyński negocjator (w randze ministra) Saeb Erekat powiedział w Ramalli, iż władze palestyńskie przeciwne są jakimkolwiek tego rodzaju akcjom, których ofiarami są cywile, zarówno palestyńscy jak i izraelscy. Z apelem o potępienie ataku wystąpił też sam Jaser Arafat, przebywający obecnie na leczeniu w Paryżu. Doradca palestyńskiego przywódcy, Nabil Abu Rudeina powiedział, iż dostał polecenie od Arafata, by w jak najostrzejszych słowach potępił akcję w Tel Awiwie.
Takie samo stanowisko zajął specjalny wysłannik ONZ na Bliski Wschód, Terje Roed-Larsen. W oświadczeniu, złożonym w Jerozolimie, dodał też, że "władze Autonomii Palestyńskiej winny niezwłocznie podjąć konkretne działania przeciwko terroryzmowi".
Jak podał cytowany przez agencję Reutera przedstawiciel izraelskich służb specjalnych, zamachowiec wszedł do jednego ze sklepików, znajdujących się na tradycyjnym rynku na świeżym powietrzu w dzielnicy Hacarmel w Tel Awiwie. Po chwili wysadził się w powietrze. Wybuch spowodował też pożar okolicznych stoisk.
Policja zamknęła dostęp do tej części miasta w obawie, iż mogą się tu znajdować samochody-pułapki.
em, pap