Demonstrowano też w Hangzhou, mieście położonym w odległości 150 km na południowy zachód od Szanghaju.
W ubiegłym tygodniu, tłum zaatakował kamieniami m.in. ambasadę Japonii w Pekinie.
Ambasada Japonii w Chinach zażądała od władz powstrzymania fali antyjapońskich wystąpień. Do Pekinu wybiera się też wkrótce szef japońskiego MSZ.
Antyjapońskich wystąpień nie powstrzymały apele władz, nawołujące do rozsądku i zaprzestania szykanów wobec japońskich placówek i sklepów w Chinach. Chińskie władze w związku z protestami zaostrzyły środki bezpieczeństwa. W Szanghaju porządku pilnują setki policjantów. W Pekinie na Placu Niebiańskiego Pokoju, na wszelki wypadek policjanci legitymują przechodzących. Wcześniej bowiem, na stronach internetowych wzywano do zorganizowania tam dużej antyjapońskiej manifestacji.
Protesty w całych Chinach wzbudziły nowe japońskie podręczniki historii, zaaprobowane przez resort szkolnictwa w Tokio i zdaniem Pekinu wybielające militarystyczną przeszłość Japonii. Wprowadzono tam bowiem zmiany, mające - zdaniem Chin - wybielać udział Japończyków w kolonizacji Azji, m.in. okupacji Chin w latach 1931-45. Demonstranci uznają to za "rewizjonizm" Japonii. Są oni również przeciwni temu, by Japonia zajęła miejsce stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ.
em, pap