Jestem raczej wytrawna

Jestem raczej wytrawna

Długo dojrzewała na teatralnych deskach, ale okazało się, że czas działał na jej korzyść. Od kiedy o Dorotę Kolak upomniało się kino, apetyt na jej aktorstwo nie maleje.

Ile kaw dzisiaj pani wypiła?

Trzy.

Sporo jak na godzinę 13.

Espresso, malutkie. Mam ekspres kapsułkowy, niektórzy uważają, że on nie daje dobrej kawy, ale przekonała mnie jej błyskawiczna dostępność. Jest kawa poranna, kiedy mąż wyjeżdża do pracy, jest kawa towarzyska, a przed spektaklem pobudzająca.

Nie dziwię się, bo wszędzie pani pełno – w teatrze, serialu, za chwilę premiera filmu „Zabawa, zabawa”. Może trzeba by wymyślić przepis na Dorotę Kolak?

Byłoby miło.

To byłby trudny przepis?

Nie należę do szczególnie skomplikowanych osobowości, ale chciałabym, żeby był wielowymiarowy.

W związku z premierą „Zabawy…” o kobiecym alkoholizmie udzieliła pani sporo wywiadów. Jakie pytanie padało najczęściej?

„Czy pani pije?”, tak jakby to miało wpływ na tworzenie roli. To by znaczyło, że zanim Otello zabije Desdemonę, musi parę osób udusić. Uważam więc pytanie za bezsensowne. Pomysł na film przyniosła Kinga [Dębska, reżyserka „Zabawy…” – red.], która ma nosa do współczesnych spraw. Opowiada o kobietach, które mają problem z alkoholem, ale to nie jest grupa nieporadna finansowo czy też niedowartościowana życiowo, tylko to są alkoholiczki wysoko funkcjonujące, pełnowymiarowe kobiety sukcesu, które po prostu są chore.

I starają się sprostać oczekiwaniom. Pani poprzeczka jest równie wysoko postawiona?

Myślę, że to jest jakiś problem, że perfekcjonizm – w którym żyłam przez tyle lat i który wynika z wychowania, lecz także z niskiego poczucia własnej wartości – może być w różny sposób kompensowany. Ale od pewnego czasu nie staram się, żeby wszystko było super. Nie zabiegam wciąż o ludzką życzliwość. Jeżeli moje zdanie jest czasem przykre czy trudne do przyjęcia, to nauczyłam się i tak je wyrażać, bez względu na to, czy komuś się podoba, czy nie. Coś się zmieniło. Żałuję, że tak późno.

Późno, to znaczy kiedy?

Około pięćdziesiątki. Myślę, że ten rodzaj dojrzałości wziął się stąd, że na studiach mieszkałam w domu z rodzicami, dopiero potem wyjechałam do teatru w Kaliszu. Fajnie by było bardziej świadomie żyć tak, powiedzmy, od czterdziestki.

Kończyła pani szkołę muzyczną w Krakowie. To sprzyjało wychowaniu w dyscyplinie?

Muzyka w sposób absolutny wymusza dyscyplinę, natomiast ja się temu do końca nie poddałam. Wielogodzinne siedzenie przy fortepianie nie leżało w mojej naturze – miałam dużo koleżanek, często wychodziłam z domu, ale generalnie byłam grzeczna. Kazali, to siedziałam, piłowałam to pianino, raczej z małymi sukcesami. To, co było w szkole najfajniejsze i czego nie chciałam porzucić, to ludzie. Klasa trochę wariatów, każdy wyrazisty, a dowodem na to, że było nam ze sobą nie najgorzej, jest fakt, że nadal się spotykamy w Krakowie na wieczór kolędowy. Uważam to za rzecz niezwykłą, zważywszy, że skończyliśmy tę szkołę 50 lat temu.

Miała pani okazję posłuchać w kinie swojej babci, która była taperką?

Nie, ale mama mi opowiadała, że przy fortepianie babci było miejsce na świeczniki i babcia mnie tam sadzała, gdy grała. Podobno byłam bardzo zainteresowana.

Czy pani rodzinny dom był – jak mawiał krakowski artysta Zbylut Grzywacz – groźnomieszczański?

Że groźny, to bym nie powiedziała, bo nie pozostawił w mojej głowie negatywnych konotacji, ale był mieszczański w tym znaczeniu, że w niedzielę szło się do kościoła, po obiedzie na spacer, w odwiedziny do babci, że mama lubiła, jak są kwiaty na stole itd.

Babci udało się powstrzymać pani ojca przed zostaniem aktorem, ale pani dopięła już swego.

Rodzice, wiedząc, że w jakimś sensie nie spełnili swoich marzeń, złego słowa nie powiedzieli ani mnie, ani mojej siostrze Beacie, która też jest aktorką. Mama grała w amatorskim teatrze w Tarnowie duże role, m.in. Balladynę czy Podstolinę w „Zemście”. A to, że tata wylądował jako kierownik techniczny w Starym Teatrze w Krakowie, też wynikało z marzeń o byciu aktorem.

Jak przyjęła pani na studiach uwagę o braku szaleństwa i fantazji?

Boleśnie. Byłam na tyle rozgarnięta, że wiedziałam, że szaleństwa nie da się zakontraktować. Albo się je ma, albo nie. Trudno je wygenerować. No bo niby jak to zrobić? Życie to za mnie załatwiło, bo gdy tylko przyszłam do swojego pierwszego teatru w Kaliszu, to grałam wyraziste osobowości. Zaczęłam od Klary w „Ślubach panieńskich”.

„Klara jest na granicy groteski” – można przeczytać w recenzji z 1980 r. Ta nuta jest pani bliska?

Zdecydowanie. Ale chcę jeszcze powiedzieć, że na czwartym roku zagrałam Antygonę w naszym szkolnym teatrze PWST i już ta Antygona była nieszablonowa. Bardzo to było emocjonalne, nieokiełznane, niezamknięte w żadnych ramach, a na pewno nie pomnikowe i statyczne. Dość wcześnie się więc okazało, że owszem, tu biały kołnierzyk, ale „Szał” Podkowińskiego też się zdarzał.

Była pani zdziwiona tym odcieniem swojej osobowości?

Nikt mi jeszcze nie zadał takiego pytania, a ja naprawdę byłam zdziwiona. Skąd się to wzięło? Gdzie to siedzi, jak się ulęgło? Z jakiego powodu? Dziś umiem to zdiagnozować i myślę, że w moim życiu wiele rzeczy się wzięło z buntu. Jakaś klapka się otworzyła i tak się wściekłam na tę grzeczną uczennicę, że coś odblokowałam.

Ale zdarzało się potem pani odmawiać odważnych ról w filmie. Dlaczego?

To się zdarza, ale nie za często – kiedy wiem, że w coś nie wierzę, coś mnie przekracza, nie ma we mnie na coś zgody.

Rolą, której pani nie odmówiła, była Renata w „Zjednoczonych stanach miłości” zakochana w o połowę młodszej sąsiadce (Marta Nieradkiewicz). W jednej ze scen bohaterka wyleguje się nago na kanapie. Tomasz Wasilewski wiedział, że pisze pani pracę doktorską na temat ciała aktora, kiedy dał pani scenariusz?

Nie, z całą pewnością nie wiedział, bo praca powstawała już dużo wcześniej. Wspominam w niej panią profesor Zofię Więcławównę, która uczyła mnie w szkole teatralnej plastyki ruchu scenicznego. To był przedmiot, który bardzo lubiłam, ale też prawdę trzeba powiedzieć, że on mi przychodził z jakąś niebywałą łatwością. Bo z głosem było różnie, z dykcją też. A ciało było mi najbardziej podległe w poszukiwaniu sposobów ekspresji. Wtedy zrozumiałam, że to jest narzędzie, które będzie mi posłuszne. Od ciała, od tego, jak chodzę, co mam na nogach, zaczynam widzieć moje bohaterki. A wracając do filmu – Marta Nieradkiewicz powiedziała: „Przeczytaj, zanim odrzucisz. Cały przeczytaj”. Takie sceny potrafią przekreślić udział aktora w projekcie. Ale ja z tym kompletnie nie miałam problemu.

Tą sceną wniosła pani dojrzałą seksualność do polskiego kina.

Tak? To fajnie, cieszę się. Myślę, że to się pojawiło w radosny sposób jeszcze w serialu „Przepis na życie”, gdzie jestem babcią i mam scenę łóżkową. Bardzo mnie ucieszyło, że nie jest tak, jak napisała mi na tę okazję scenarzystka Agnieszka Pilaszewska. Kiedy stroję się na randkę, to patrzę w lustro i mówię do siebie: „Czy ty nie powinnaś w barchanach siedzieć, przykryta kocem i robić na drutach?”. Taki jest stereotyp – siwa babcia, która kołysze wnuczka, piecze ciasta i to jest całe jej życie.

Od wielu lat uczy pani studentów aktorstwa. Czy ich kontakt z ciałem jest inny niż w pani pokoleniu?

Mam wrażenie, że dzisiaj młodzież ma z tym zdecydowanie większy kłopot. Często chichoczą z zawstydzenia. Często też, kiedy mówimy o uczuciach, mają do nich trochę kpiący stosunek, a przecież wiem, że kochają tak samo głęboko, tylko nie umieją ani tego wyrazić, ani o tym mówić. W moim odczuciu to syndrom powierzchowności emocji w dzisiejszym świecie i pośpiechu. Może są niedotuleni? To jest młodzież, która przychodzi z domów, w których pewnie już oboje rodzice pracowali, byli zabiegani. Wstyd pojawia się też z powodu obsesji doskonałości, co jest hamujące i blokujące.

Bezwstyd jest pożądany u aktorki?

Wolę zamiast o bezwstydzie mówić o nagiej prawdzie. Nagie ciało nie skłamie, jest w nim bezbronność. Przychodzimy na świat nadzy, nadzy się kochamy. Nagość, jeżeli się nie broni, rzadko bywa agresywna. Jest wolna i łagodna. Chrześcijaństwo naznaczyłoją złymi konotacjami, ale wcześniej sztuka obchodziła się z nagością entuzjastycznie, by wspomnieć choćby sztukę grecką czy figurki pramatki Ziemi.

Renata to jedna z nielicznych ról, w której nie jest pani matką. Wydało mi się to krzywdzące, że w filmografii z ostatnich lat najczęściej jest pani określana jako czyjaś matka.

Może to moja wina?

Jak to?

Tak szybko wyrzucam z pamięci swoje role, że kiedy potem uzupełniam spisy, to nie pamiętam, jak się nazywałam i wpisuję „matka”. Muszę zrobić z tym porządek.

Dwa razy była już pani mamą Marcina Dorocińskiego.

I dwa razy Dawida Ogrodnika, bo niedawno skończyliśmy „Ciemno, prawie noc”, tak więc synkowie mi się zdublowali.

Ma pani niezwykły jak na polskie warunki staż teatralny – w jednym miejscu – gdańskim Teatrze Wybrzeże – występuje pani już prawie 40 lat. Zygmunt Hübner mawiał, że teatr żyje tyle co pies, ale w pani przypadku to raczej żółw z Galapagos.

Bardzo mi się podoba to określenie, bo żółw nie wydaje dźwięków, nie ma dużych potrzeb, nie gryzie i ma twardą skorupę. Wolnym kroczkiem, ale dojdzie do celu.

Jak się pani czuła po tylu latach monogamicznego związku, zdradzając Wybrzeże z Nowym Teatrem, gdzie gra pani w spektaklu „Wyjeżdżamy” Krzysztofa Warlikowskiego?

Było mi to potrzebne, bardzo tego chciałam. Dla spotkania, dla innej metody pracy, nowej grupy ludzi, których łączy ta sama szajba. To jest nie do przecenienia.

W maju po raz 50. zagrała pani w „Kto się boi Virginii Woolf?” rolę Marthy, za którą razem z partnerem scenicznym Mirosławem Baką otrzymaliście Nagrodę im. Aleksandra Zelwerowicza za najlepszą kreację aktorską. W tym spektaklu para małżonków skacze sobie do gardeł i gra w różne destrukcyjne gry: upokorzyć gospodarza, przelecieć panią domu, zajechać czy też dopaść gości – w zależności od tłumaczenia…

… my gramy w tłumaczeniu Jacka Poniedziałka i on dużo ostrzej to nazywa – wyruchać gospodynię, dojebać gościom. Mimo że tekst jest niełatwy, zawsze mamy pełną widownię, i ja czuję, że ci ludzie wiedzą, na co przyszli. Ci, z którymi się spotykam, często mówią, że to jest dosyć przerażająca zabawa, ten rodzaj zadawania sobie bólu, żeby znowu coś poczuć. To jest przedstawienie, które przynosi aktorowi specyficzną gratyfikację. Polega ona na oczyszczeniu, wypuszczeniu powietrza. Zanim spektakl się zacznie – a zaczynamy od wyjścia z dołu, spod sceny – przychodzę wcześniej za kulisy i tak sobie tam siedzę, słucham, jak wchodzi publiczność. Lubię momenty, kiedy jestem sama. Nawet nie chodzi o to, że powtarzam tekst, tylko o to, że potrzebuję jakiejś powtarzalnej przestrzeni, rytuału. I potem, kiedy kończymy, czuję ulgę. Tak jakbym wcześniej miała podźwignąć coś ciężkiego, co wydaje się, że przekracza moje siły, a kiedy się udaje, czuję uwolnienie.

Gdyby, korzystając ze świątecznej okazji, pójść pod prąd obserwacji autora sztuki Edwarda Albeego i wymyślić gry na pojednanie, to co by to mogło być?

Zabawmy się, że umiemy gotować – to pierwsza gra. Bardzo lubię ten rytuał wspólnego pieczenia z mężem i córką, choć nie jesteśmy w tym specjalnie dobrzy. Przy mieszaniu w garnku często się uruchamia przestrzeń wspomnieniowa: „Mama, a jak to było?”. To gra w przypominanie. Sama czasem ją wywołuję i mówię: „Szło się do babci, a tam…”. No i trzecia gra – w sprzątanie. Nie wiem, czy pani wie, o czym mówię? Poukładane w szafach, porządek w szufladach, w puszkach z przyprawami; leki, które trzeba przejrzeć, bo się skończył termin ważności i tym podobne.

Mam wątpliwości, czy ta gra wzbudzi entuzjazm.

No tak, ale można dać wybór między kręceniem ciasta a porządkowaniem dokumentów, których w każdym domu jest stos. W tę grę gra mój mąż, chociaż to ja ją inicjuję: sprawdź, co potrzebne, a co nie, i powyrzucaj. Na szczęście nie mam dywanów do trzepania, to dopiero jest upiorna zabawa.

Pani pamięć dzieciństwa jest bardziej dźwiękowa czy zapachowa?

To drugie. Zapach pastowanej podłogi w Krakowie to absolutny zapach świąt, przyjemny, woskowy. Zapach sprzątanej klatki schodowej, szorowanej przez naszą dozorczynię szczotą i szarym mydłem. Zapach krochmalonej pościeli. Zapach pomarańczy, które za mojego dzieciństwa pojawiały się tylko w święta. Cytryny, która była krojona na tak przezroczyste plasterki, że prawie niewidoczne. I, co jest zabawne, zapach i dźwięk tłuczonych orzechów, ponieważ moja babcia mawiała, że tylko świeżo obrane z łupiny są najlepsze. Dużo mam krakowskich wspomnień: jarmark na rynku, wystawa szopek, grzaniec, kiełbaski wigilijne. Zawsze mnie bawiło, że ludzie, chyba w związku z postem, mają potrzebę, żeby wcześniej tej kiełbaski z rusztu podjeść.

Wspominała pani kiedyś, że w dzieciństwie dostała gorączki po przedstawieniu „Chata wuja Toma”. Co jest w stanie dzisiaj wywołać takie emocje?

Cały czas mam w głowie „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk. To książka, którą przeżyłam bardzo emocjonalnie. Ale najbardziej podnosi mi temperaturę – wracamy do punktu wyjścia – muzyka. Zdarza mi się, słuchając Händla – to mój numer jeden, Czajkowskiego, Ravela, wzruszać się i to nie na poziomie wzbudzenia w sobie wspomnień, tylko samej muzyki. Wzruszam się też, gdy widzę moich studentów, jak dostają skrzydeł.

Zagrała pani Wandę Rutkiewicz w spektaklu telewizyjnym „Jej wysokość”. Czy w aktorstwie, jak w himalaizmie, człowiek potrzebuje coraz większej adrenaliny?

To o tyle dobre porównanie, że tak jak himalaistom nie chce się wchodzić na tę samą górę, tak my też łakniemy wciąż nowych wyzwań. Bardzo trudno jest mi jednak zrozumieć, i to była największa trudność w zagraniu Wandy Rutkiewicz, że ludzie tak lekko, dla mnie zbyt lekko, narażają się na utratę życia. Bo przecież to nie znaczy, że go nie kochają. Nie satysfakcjonuje mnie odpowiedź na pytanie „Czemu chodzisz po górach? Bo są”. Myślę, że tam musi być coś jeszcze, że to ciągłe sprawdzanie się bierze się z jakiegoś niezaspokojenia pragnień.

Ośmiotysięcznik przed panią?

Mam nadzieję, że tak, ale pytanie, co by było tym ośmiotysięcznikiem? Czy rola, czy może życie postawi przede mną jakąś górę?

Kiedy mówiłyśmy o przepisie na Kolak, to serwowałaby pani siebie na słodko czy na ostro?

Jestem raczej wytrawna. We wszystkim, bo słodycze mogłyby dla mnie nie istnieć. Wina – broń Boże słodkie, tylko mocno wytrawne. Sztuki zdecydowanie gorzkie. Filmy – różnie, ponieważ od dzieciństwa kocham filmy muzyczne, więc być może tutaj tkwi wyjątek. Książki – najbardziej biografie, więc z dużym prawdopodobieństwem rzeczy dotkliwe i traumatyczne. Kolor – głównie czarny.

Myśli też czarne?

To się już pewnie nie zmieni, nie jestem chorobliwą optymistką. Bardziej już rozsądną pesymistką. Muszę ze sobą długo rozmawiać, ale udaje mi się siebie czasem przekonać, żeby myśleć o wszystkim w sposób bardziej wyważony.

Jeśli aktorstwo pozwala rozprawić się z lękami, to czy ich lista z wiekiem się kurczy, czy dochodzą nowe?

Trzeba przyznać, że wiele rzeczy dzięki zawodowi przepracowałam. Jedne lęki zostały, może nie okiełznane, ale załagodzone, ale dochodzą nowe, bo są nowe sytuacje życiowe. Dochodzi, nie chcę powiedzieć starość, ale jednak dojrzałość już poważna. Lęk o zdrowie, lęk przed utratą. Zastanawianie się, co bym chciała jeszcze zrobić, co zdążę.

Co by pani chciała zdążyć zrobić?

Pobyć z moim wnukiem w sposób istotny, żeby móc mu coś jeszcze pokazać, wytłumaczyć; zdążyć go naprzytulać.

Zrobi pani jeszcze prawo jazdy?

Nie, chyba już nie. Uważam, że moja nieobecność na polskich drogach jest bezcenna. Nie mówię, że byłabym piratem, ale przeciwnie, zawalidrogą. Wiele osób, które mnie znają, z ulgą przyjmie moją decyzję.

Próbowała chociaż pani?

No próbowałam. Generalnie fajnie, ale wolę być wożona, bo wtedy mogę oglądać świat za oknem. Lubię polski pejzaż, który jest lasem, łąkami, wsią nie za gęsto zabudowaną. Lubię ryneczki w małych miastach, przez które czasem trzeba przejechać. To są długie filmy, często ciekawsze niż te w kinie czy telewizji i na szczęście nieprzegadane.

Okładka tygodnika WPROST: 51/2018
Więcej możesz przeczytać w 51/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 51/2018 (1866)

  • Jak zatrzymać Święta na dłużej 16 gru 2018, 20:00 To jeden z najbardziej nerwowych tygodni w roku. W pracy pośpiech i liczne obowiązki, w sklepach tłok, na ulicach miast korki. Paradoks polega na tym, że ten szalony czas poprzedza dni dla wielu z nas uroczyste i wzruszające, Wigilię oraz... 8
  • Niedyskrecje parlamentarne 16 gru 2018, 20:00 WEWNĘTRZNE WAŚNIE TO SPORY PROBLEM ZJEDNOCZONEJ PRAWICY. – Prezes powiedział, że nasi ludzie źle wypadają w mediach, że chodzą do nich nieprzygotowani, a w ogóle pokazują się nie ci, co powinni, i że nad tym trzeba popracować –... 12
  • Obraz Tygodnia 16 gru 2018, 20:00 150 dolarów Kosztuje para majtek zaprojektowanych i promowanych przez Emily Ratajkowski, top modelkę o polskich korzeniach 7 011 000 zł zapłacono na warszawskiej aukcji za pięć – traktowanych jako całość – obrazów Wojciecha Fangora.... 16
  • Info radar 16 gru 2018, 20:00 Szach premiera Pomysł Mateusza Morawieckiego, by złożyć wniosek o wotum zaufania dla premiera, stanowił ściśle strzeżoną tajemnicę nawet w obozie Zjednoczonej Prawicy – ustalił „Wprost”. Zarówno posłowie PiS, jak i opozycji... 18
  • Morawiecki jak Tusk 16 gru 2018, 20:00 MATEUSZ MORAWIECKI NAUCZYŁ SIĘ UWODZIĆ I CZAROWAĆ SŁUCHACZY PODCZAS publicznych wystąpień. Jego ostatnie przemówienie przypominało wystąpienia Donalda Tuska z czasów, gdy lider PO nie był jeszcze zmęczony władzą. Szef rządu był w... 19
  • Po naszej publikacji poseł pod lupą ABW 16 gru 2018, 20:00 Po naszej publikacji na temat kulis działalności posła Kukiz’15 Pawła Skuteckiego szef sejmowej komisji ds. specsłużb zwrócił się do ABW o wyjaśnienia w tej sprawie. – W ubiegłym tygodniu zwróciłem się do szefa Agencji... 20
  • Czego Polacy szukali w Google 16 gru 2018, 20:00 Ile palców ma koń, ile kosztuje szczepionka na odrę i co to jest niepodległość? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań szukali polscy internauci w wyszukiwarce Google w mijającym roku. Co roku firma publikuje listę haseł najbardziej... 21
  • Polski reporter w Angoli 16 gru 2018, 20:00 Rozmowa z Danielem Nenowem, współreżyserem pełnometrażowej animacji – „Jeszcze dzień życia”. 22
  • Czołganie Theresy May 16 gru 2018, 20:00 TO JEST KOMPLETNA PORAŻKA SZEFOWEJ RZĄDU JEJ KRÓLEWSKIEJ MOŚCI. Theresa May najpierw odłożyła głosowanie nad planem brexitu w Izbie Gmin, bo wiedziała, że je przegra. Potem przetrwała próbę odwołania ją przez własną partię,... 23
  • Ludzkim głosem, ale o czym? 16 gru 2018, 20:00 lewo CO BY BYŁO, GDYBY POLITYCY PRZEMÓWILI LUDZKIM GŁOSEM? Nic! Mówią przecież takim głosem codziennie! Irytuje mnie określenie „mówić ludzkim głosem”. „Ludzkim”, czyli lepszym, tak jakby głos zwierząt był gorszy,... 24
  • Prognozy dla Polski i świata na kolejne 35 lat 16 gru 2018, 20:00 Z okazji 35-lecia naszego tygodnika poprosiliśmy laureatów tytułu Człowiek Roku „Wprost”, który przyznajemy od 1991 r., o ich prognozy dotyczące Polski, Europy i świata. Obecni i byli premierzy, prezydenci oraz liderzy opinii. Osoby, które przez ostatnie dekady kształtowały... 27
  • Wiara i cała reszta, czyli jezuicki poradnik świąteczny 16 gru 2018, 20:00 Na szczęście rady udzielane przez księży nie u wszystkich cieszą się uznaniem. Mimo to proponuję krótki bożonarodzeniowy poradnik: „Jak stać w świątecznym rozkroku i nie upaść na głowę”. 34
  • Nie zamierzam odpoczywać 16 gru 2018, 20:00 Słyszałam: „Masz nazwisko i twarz Dymnej, to ci pomoże, ludzie ci ufają, niejeden potencjalny sponsor kochał się kiedyś w Marysi Wilczurównie”. Dlatego założyłam tę fundację – mówi Anna Dymna 38
  • Powrót do wigilijnego stołu 16 gru 2018, 20:00 Po latach odchodzenia od tradycji Polacy znów się fascynują kuchnią staropolską. Najlepszą okazją, by znów poczuć stare smaki, jest wigilia. 43
  • Nie umiem stać z boku 16 gru 2018, 20:00 Z okazji świąt Polakom życzę wyciszenia. A Polsce? Dobrej zmiany. Ale tym razem naprawdę dobrej, już bez cudzysłowu – mówi Jolanta Kwaśniewska, prezeska Fundacji Porozumienie bez Barier. 49
  • Człowiek na dyżurze 16 gru 2018, 20:00 Jak ktoś starszy zaczyna mówić, to ja już nie mam w sobie pośpiechu – mówi Mariusz Szczygieł. 54
  • Gorące christmasy 16 gru 2018, 20:00 Podniosły nastrój? Choinka i prezenty? Śnieżek prószy, zimowa sielanka? Nic bardziej mylnego – większość wielkich świątecznych hitów powstaje… w wakacje. 56
  • Jestem raczej wytrawna 16 gru 2018, 20:00 Długo dojrzewała na teatralnych deskach, ale okazało się, że czas działał na jej korzyść. Od kiedy o Dorotę Kolak upomniało się kino, apetyt na jej aktorstwo nie maleje. 58
  • Opowiadanie wigilijne 16 gru 2018, 20:00 Proszę! Sprzedawca w TK Maxxie, młody chłopak, miał na głowie – jak cała reszta obsługi – czapkę świętego mikołaja, która przykro kontrastowała z jego kompletnie wyczerpaną, szarą twarzą. Spróbował przesłonić ją jakimś uśmiechem, ale ten był tak krzywy i wymuszony, że... 63
  • Alfabet 2018 16 gru 2018, 20:00 Działo się, oj, działo tego roku w polityce i życiu publicznym. Wiele było wpadek, pomyłek, śmiesznych wydarzeń, choć nie wiemy, czy wypada z nich wszystkich żartować, bo jak to w polityce, nawet głupstwa miewają mocne konsekwencje. 69
  • Schyłek trzech królów 16 gru 2018, 20:00 Rok 2018 jest koronnym dowodem na to, jak naiwni są politycy i komentatorzy, powtarzający w kółko słówka: „stabilność”, „przewidywalność”, „kontynuacja”. Co jak co, ale te ich ulubione słówka w najmniejszym nawet stopniu nie opisują dziś politycznej rzeczywistości naszego... 75
  • Rokita dla „Wprost”: Symbolicznym końcem 2018 r. jest jednoczesne podważenie przywództwa 3 najważniejszych mocarstw w UE 17 gru 2018, 18:41 Rok 2018 jest koronnym dowodem na to, jak naiwni są politycy i komentatorzy, powtarzający w kółko słówka: „stabilność”, „przewidywalność”, „kontynuacja”. Co jak co, ale te ich ulubione słówka w najmniejszym nawet stopniu nie opisują dziś politycznej rzeczywistości naszego... 75
  • O byłych dziennikarzach 16 gru 2018, 20:00 :Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich właśnie złożyło pozew do sądu przeciwko dziennikarzowi „Gazety Wyborczej” Wojciechowi Czuchnowskiemu za jego tekst: „Stowarzyszenie Donosicieli Polskich” – o tym, jak SDP wysłało list do TVN... 76
  • Jesień życia na plus 16 gru 2018, 20:00 Polacy są coraz bardziej starzejącym się społeczeństwem. Wyzwaniem staje się zmiana postrzegania starości i zapewnienie seniorom programów, które pozwolą im na zachowanie aktywności i w razie potrzeby zapewnią dostęp do specjalistycznej opieki. 78
  • Wojna o karpia 16 gru 2018, 20:00 Kilka milionów karpi, które miały w tym roku trafić na świąteczne stoły, poczeka do kolejnej Wigilii w polskich stawach. Markety w ostatniej chwili zdecydowały, że żywego karpia sprzedawać nie będą. Cieszą się ekolodzy, hodowcy liczą straty. 80
  • Know How 16 gru 2018, 20:00 Borys, prawie robot Każdy chce w dzisiejszych czasach być nowoczesny. Rosja też. Tamtejsza telewizja Russia 24 zademonstrowała nowy cud rosyjskiej techniki, czyli robota Borysa. Prezentacja odbyła się na forum Projektoria, gdzie pokazywane... 84
  • Zrównoważona moda 16 gru 2018, 20:00 Świat wielkiej mody coraz chętniej otwiera się na recykling tekstyliów i tworzyw sztucznych, coraz częściej budując swój image na koncepcji zrównoważonego rozwoju. 86
  • Abonament na samochód 16 gru 2018, 20:00 Firmy Sixt rent a car oraz BP uruchomiły program długookresowego najmu samochodów. To odpowiedź na nowy trend w motoryzacji – coraz większą popularność wynajmu pojazdów zamiast ich kupowania. 88
  • BIOdoskonałość 16 gru 2018, 20:00 Nasza linia produktów ekologicznych „I am BIO” jest odpowiedzią na zapotrzebowanie rynku – mówi Dariusz Polinceusz, prezes zarządu Excellence SA z siedzibą w Lipie koło Strykowa. 90
  • Wyprzedaże z niską ratą 16 gru 2018, 20:00 Wyprzedaże to dobry czas na zakup auta z Grupy Volkswagen. Dzięki atrakcyjnemu finansowaniu można zyskać podwójnie. 92
  • Zagrożony gatunek człowieka 16 gru 2018, 20:00 Największym zagrożeniem dla plemion unikających kontaktu z cywilizacją są organizacje ekologiczne zabiegające o tworzenie wielkich parków narodowych – mówi Jonathan Mazower z organizacji Survival International. 95
  • Dziękuję, ale nie przełknę 16 gru 2018, 20:00 Ucisk w żołądku, uporczywe mdłości, skurcze jelit. Co robić, gdy męczy nas niestrawność lub przesadziliśmy z alkoholem? 98
  • Metamorfozy są w DNA aktora 16 gru 2018, 20:00 Grzeczna dziewczyna, miła pani, dama – z tym kojarzycie Małgorzatę Kożuchowską? Zapomnijcie o tych wizerunkach i przygotujcie się na dużą zmianę. 100
  • Hity i kity, czyli podsumowanie roku 2018 16 gru 2018, 20:00 Popkultura OCENIA Bartosz Czartoryski Polskie konwenty Może i San Diego Comic-Con pozostaje niedoścignionym ideałem, ale polscy fani popkultury mają do wyboru coraz więcej imprez na europejskim poziomie, z Pyrkonem (43 tys. gości!) na czele.... 104
  • Moje pół wieku na scenie 16 gru 2018, 20:00 Mój zawód jest piękny. Ma ogromny sens społeczny i moralny – mówi Andrzej Seweryn, wybitny aktor, który świętuje 50-lecie pracy artystycznej. 108
  • Na pewno coś pozostało 16 gru 2018, 20:00 10 grudnia podczas koncertu „Gintrowski – a jednak coś po nas zostanie...” na scenie Teatru Polskiego w Warszawie wystąpili wielcy artyści, a specjalną nagrodą został uhonorowany Franciszek Pieczka. 110
  • Polska głównym daniem uczty 16 gru 2018, 20:00 Celem projektu „Niepodległa” jest budowa na świecie silnej marki polskiej kultury – mówi Krzysztof Olendzki, dyrektor Instytutu Adama Mickiewicza. 112
  • Recenzje 16 gru 2018, 20:00 Powrót do domu Alfonso Cuarón ogląda się wstecz. Po trzech dekadach emigracji i po 17 latach od poprzedniego filmu czarno-białą „Romą” wraca do rodzinnego kraju i do dzieciństwa. Podkreśla, że nie ma tu jednej zmyślonej sceny i... 116
  • Kłopoty z kolędami 16 gru 2018, 20:00 Rok temu omawiałem liczne nieporozumienia co do tekstów polskich kolęd, wynikające już to z niezrozumienia archaicznych wyrazów, już ze złej akustyki w kościele. Dość, że wielu z nas żyło w fałszywym przekonaniu, że „Jezus... 118
  • ...udane prezenty pod choinkę 16 gru 2018, 20:00 Głośne „Wow!” czy lapidarne „nie trzeba było”? Jak na twoje prezenty gwiazdkowe reagują najbliżsi? Oto 5 sposobów, by prześcignąć samego Świętego Mikołaja. 120
  • Zrób sobie… Dzieciątko 16 gru 2018, 20:00 Na gorące, rozpolitykowane głowy w świąteczny czas polecamy domową terapię Dzieciątkiem. 122

ZKDP - Nakład kontrolowany