Internet nas zabił i zbawił

Internet nas zabił i zbawił

Nowe „Wprost”
Nowe „Wprost” / Źródło: Wprost
Kiedy przychodziłem do „Wprost” w 2011 r., tygodnik kupowało co tydzień 100 tys. ludzi w kioskach.

Zaczynałem jako stażysta. Złożyłem podanie do internetowego portalu Wprost.pl, nie do papieru. Była rozmowa kwalifikacyjna. Pierwsze pytanie: wymień wszystkich wicemarszałków Sejmu. Grabarczyk, Kuchciński, Nowicka, Wenderlich. Zapomniałem o Eugeniuszu Grzeszczaku z PSL, ale do on-line i tak mnie przyjęli. Zgodnie z planem przyszedłem w poniedziałek na pierwszy dzień stażu, ale przez pomyłkę zaprowadzono mnie nie do działu on-line, tylko do papierowego wydania.

Z tej pomyłki cieszyłem się przez lata. Człowiek myślał, że złapał Pana Boga za nogi. Że będę w gazecie, na papierze, nie w Internecie. Że może kiedyś będę miał nawet okładkę, że ktoś jej dotknie, przekartkuje tygodnik w markecie, a może nawet kupi w kiosku, Empiku albo na stacji benzynowej. Wtedy z Internetem mało kto się liczył. Grupa młodych ludzi ściśniętych w jednym pokoiku, którzy coś tam klepią do neta.

Jeden przychodził o 7 rano i do 15 napisał 20 tekstów, kiedy my nad jednym pracowaliśmy cały tydzień, a czasem nawet i kilka tygodni. Drugi przychodził codziennie do pracy w garniturze pod krawatem. Pytaliśmy go, po co mu ten garnitur i ten krawat, jak i tak nie robi przecież własnych materiałów, nie chodzi na spotkania, wywiady, konferencje, tylko siedzi dzień przed monitorem i stuka coś na klawiaturze.

Mijały kolejne lata, mijali naczelni, spadała sprzedaż. Odchodzili starzy koledzy, przychodzili nowi.

To było jeszcze przed memami. Przed smartfonami z czterema obiektywami. Przed tym, jak z jednego zdania na Twitterze można napisać cały tekst. Przed youtuberami, TikTokiem, Instagramem, szafiarkami i blogerami. Ludźmi, którzy szybko stali się autorytetami młodego pokolenia, bo gdzieś po drodze dziennikarzy zabrakło. Gdzieś tam to wszystko się czaiło, ale jakby za kurtyną, czekając na jej odsłonięcie. Jak to mówią: człowiek wiedział, ale się łudził. I tak papier poszedł do niszczarki.

„Wprost” przez te lata był łódką, która raz brała kurs na lewo, wyrzucając część czytelników za burtę, raz na prawo, zostawiając pod wodą kolejnych. Nie boimy się przyznać do popełnionych błędów, a może to ja mówię o nich jako pierwszy?

Codziennie ludzie na całym świecie wrzucają do sieci prawie 2 mld zdjęć. Dzień w dzień wysyła się w świat pół mld tweetów. Pewnie już od początku cały czytania tego tekstu minęła minuta. Tyle potrzeba, żeby użytkownicy YouTube wrzucili do sieci 500 godzin nowego materiału wideo.

Mówi się, że Internet zabił dziennikarstwo. Że w pogoni za klikami dobrzy dziennikarze wolą zrobić galerię zdjęć z wpadką celebrytki, która pokazała majtki na evencie, niż napisać wartościowy tekst. Moim zdaniem Internet nas, dziennikarzy, zabił i zbawił. Czytelnik zyskał wolność, zyskał wybór, zyskał dostęp do ton contentu. A przecież dla czytelników tu jesteśmy. Dziennikarze zeszli z piedestałów i zaczęli pisać o tym, co interesuje ludzi, a nie wyłącznie ich samych. Podobnie jak taksówkarze, którzy zaczęli jeździć najkrótszą, nie najdłuższą trasą, wiedząc, że pasażer ma Ubera w smartfonie. My nie zamierzamy się buntować ani obrzucać nikogo jajkami, jak kierowcy taxi uberowców, bo dobre dziennikarstwo zawsze się obroni.

Byłem szczery. Szczerze napisałem, że w papierowym „Wprost” znalazłem się przez przypadek, bo miałem od początku wylądować w Internecie. Chcemy, żeby to była główna domena nowego, cyfrowego „Wprost”. Szczerość. Bez linii programowej, bez kolejnych skrętów na lewo czy na prawo. Tylko wprost.

Dzisiaj na palcach jednej ręki można policzyć tytuły, które, jak my, mają na swoich łamach wywiady z rządem i opozycją.

Polaryzacja sięgnęła tak głęboko, że niektóre media wręcz chwalą się tym, jakiej opcji politycznej sprzyjają. Jedni trąbią, że są sztandarem antyPiSu, inni piszą o władzy tylko dobrze, a kreują się na tych niezależnych albo niezłomnych.

Ten tygodnik zawsze ceniłem za to, że był takim pociesznym łobuzem mediów, który przez lata oburzał wszystkich tekstami i okładkami.

Jak tą o Matce Boskiej Częstochowskiej w masce gazowej, bo o smogu nad Polską pisaliśmy już w 1994 r. Za to, że nie bał się trudnych tematów, kiedy inni woleli je przemilczeć. Za łamanie tabu, za kontrowersje, za otwartość.

W nowym wydaniu jest Joanna Miziołek, najczęściej dzisiaj cytowana dziennikarka polityczna w Polsce, która rozmawiała z Adamem Bielanem z Porozumienia o flirtowaniu z opozycją. Jest Leszek Bugajski, legenda literaturoznawstwa, który pisze o najnowszej książce Salmana Rushdiego. Jest Paweł Bednarz, po którego wywiadzie z wiceministrem aktywów państwowych, Gazprom zaczął obniżkę cen gazu dla Polski. Jest Katarzyna Pinkosz, wielokrotnie nagradzana dziennikarka zdrowotna, której prof. Krzysztof Simon mówi o tym, ile osób zmarłoby, gdybyśmy mieli wybory prezydenckie. Jest Małgorzata Fiejdasz-Kaczyńska, której stoicka rozmowa z filozofem Tomaszem Mazurem daje nam nadzieję, że z wirusem poradzimy sobie lepiej niż inni, bo Polacy walkę o przetrwanie mają w genach. My też zaczynamy nowy start z nadzieją. Będziemy otwarci, będziemy szczerzy, będziemy obiektywni.

Nie będziemy opowiadać się po stronie polityków, tylko czytelników.

Będziemy przedsiębiorczy, bo lista 100 Najbogatszych Polaków obchodzi 30-lecie, a to przecież zobowiązuje. Będziemy inspirować, co zrobić, żeby Twój biznes przetrwał epidemię, a Ty żebyś znalazł lepszą pracę. Będziemy szukać dla Was rozwiązań. Będziemy pierwsi pisać o tym, o czym inni się boją albo jeszcze nie wiedzą tego, co my. Przede wszystkim będziemy tu dla Was. Bliżej, bo w smartfonie, który każdy ma w kieszeni.

Może czasem będziemy niegrzeczni, ale na pewno nie nudni.

Cyfrowe „Wprost" jest dostępne na prenumerata.wprost.pl oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play. Cena regularna e-Wprost to 10 złotych, ale numer zerowy jest również dostępny za darmo po zarejestrowaniu się na prenumerata.wprost.pl.

Artykuł został opublikowany w 15/2020 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 15/2020 (1931)