Jak Harry Potter zrobił krzywdę sowom. „Wiele ptaków umierało w krótkim czasie”

Jak Harry Potter zrobił krzywdę sowom. „Wiele ptaków umierało w krótkim czasie”

Kamila Stempniewicz ze swoimi sowami
Kamila Stempniewicz ze swoimi sowami Źródło: Archiwum prywatne
Do dziś zgłaszają się osoby, które marzą o „sowie jak z Harry’ego Pottera”, nie zdając sobie sprawy, że to nie jest bajkowa istota, tylko dziki ptak drapieżny. Nadal funkcjonuje mit, że sowa jest spokojna, cicha i „łatwa w obsłudze”, bo w filmach siedziała grzecznie na ramieniu. Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna. Sowa to ogromna odpowiedzialność, a nie element stylu życia czy estetyki – mówi Kamila Stempniewicz –„sowiarka”, terapeutka i edukatorka.

Krystyna Romanowska: Jak pachnie sowa?

Kamila Stempniewicz: To pytanie słyszę zaskakująco często. Sama nie czuję u nich żadnego intensywnego zapachu – dla mnie są raczej neutralne. Znajomi porównują ten zapach do głowy kota, takiej czystej, spokojnej woni. Natomiast zupełnie inną historią są sowie odchody. Są dwa rodzaje – jeden praktycznie bezwonny i drugi bardzo intensywny. To zapach trawionej myszy, klasyczna stęchlizna, trudno ją z czymkolwiek pomylić.

Skąd w ogóle wzięły się sowy w pani życiu?

To nie było tak – jak w Harrym Potterze – że nagle pojawiła się sowa i została ze mną na zawsze – jak często wyobrażają to sobie ludzie. Zanim zdecydowałam się na życie z sowami (mam ich trzy), przez wiele lat zajmowałam się ratowaniem lisów i prowadzeniem dla nich domów tymczasowych. Była to praca bardzo intensywna emocjonalnie, wymagająca ogromnej odpowiedzialności i cierpliwości. Przełomowym momentem okazało się zupełnie przypadkowe spotkanie sokolnika podczas jednego ze spacerów. To właśnie wtedy po raz pierwszy zobaczyłam ptaki drapieżne z bliska i poczułam, że jest w nich coś, co mnie głęboko porusza. Zaczęłam interesować się tą tematyką coraz bardziej, czytać, obserwować, uczyć się. Szybko jednak zrozumiałam, że sokoły nie są dla mnie – ich charakter, sposób pracy i przeznaczenie są zupełnie inne. Sowy natomiast urzekły mnie spokojem, tajemniczością i tym, jak bardzo są nastawione na relację, a nie na „zadanie”.

Zdecydowanie nie był to żaden impuls (impulsy w przypadku decyzji o trzymaniu sów zdecydowanie odradzam) – była to decyzja dojrzewająca latami. Przez pięć lat zbierałam wiedzę, rozmawiałam z ludźmi z branży, obserwowałam ptaki, zanim w 2022 roku kupiłam swojego pierwszego puchacza Bubusia. Sowa wymaga ogromnej świadomości jej biologii, zachowań i ograniczeń. Trzeba wiedzieć, jak reaguje na stres, jak buduje relacje i jak łatwo można ją skrzywdzić niewiedzą. W przypadku sów błędy bardzo często są nieodwracalne. Dlatego zawsze powtarzam, że najpierw musi być wiedza, potem dopiero decyzja.

Jednym z najczęstszych mitów jest przekonanie, że sowę „bierze się z lasu”.

Artykuł został opublikowany w 6/2026 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.