Piotr Barejka, „Wprost”: Ile podpisów jest na ten moment?
Jan Hoffman: Ponad 54 tysiące.
A minęły 22 dni odkąd ruszyła zbiórka.
Nie zakładaliśmy, że tak szybko tyle zbierzemy. Zaskoczyło nas to, że zbiórka podpisów polega zwykle na podchodzeniu do ludzi i proszeniu, ale nasi wolontariusze raportują, że to do nich podchodzą ludzie.
Pojawiły się pogłoski, że macie już wymagane 60 tysięcy, ale czymś przecież trzeba „grzać” do wiosny.
Jak się patrzy na politykę na zewnątrz i ją obserwuje, to dociera do nas mnóstwo plotek, a jak się siedzi w tym wewnątrz, to człowiek sobie uświadamia, że większość z nich jest wymyślona. I to właśnie jest zmyślone. Podpisów nie mamy, aczkolwiek jesteśmy blisko.
Kontynuując plotki, to kolejna mówi o 300 podpisach pracowników tylko jednej z miejskich spółek, oburzonych swoim wynagrodzeniem i zarazem wysokością premii dla zarządu. To też zmyślone?
Nie chciałbym wchodzić w szczegóły. Uważam, że każdy kto się podpisuje, ma prawo zrobić to w sposób anonimowy. Nawet jeżeli wiem, w której to spółce, to nie powiem.
Z kolei Aleksander Miszalski grzmiał, że toczy się przeciwko niemu „kampania hejtu” i pytał, skąd „biedni obywatele mają setki tysięcy, a może miliony złotych”, aby taką kampanię prowadzić. No więc skąd?
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
