Pogrzeb w patriarchacie

Pogrzeb w patriarchacie

Tego roku pogrzebaliśmy nie tylko ofiary smoleńskiej katastrofy, ale i nadzieję na nową polską kulturę. Cofnęliśmy się o 150 lat. I dlatego panuje nam Zagłoba, a ekshumacja stała się narodowym misterium – twierdzi Kazimiera Szczuka.
PIOTR NAJSZTUB: Przeżyliśmy rok historyczny, przełomowy?

KAZIMIERA SZCZUKA: I tak, inie. Innego przełomu w najbliższym czasie nie będzie. Ale też niewiele się zmieniło. Panujący w Polsce patriarchat wcale się nie osłabił, raczej domknął i utrwalił w sklerotycznych odruchach.

A był przełomowy, bo?

Wiele rzeczy, które były ukryte, stało się jawnych.

Które?

Stało się już chyba dla wszystkich jasne, że polska kultura jest niezdolna do sformułowania nowych definicji, nowych pojęć, nowej tożsamości. Udowodniła to – po pierwsze – katastrofa smoleńska, a po drugie – obchody rocznicy „Solidarności". Katastrofa lotnicza nie była wydarzeniem rocznicowym, ale szybko się nim stała, skoro nazwano ją „Katyniem 2010". Ludzie byli zaskoczeni, że nagle rzeczywistość wskoczyła w zapomniany, mesjanistyczno- patriotyczny schemat. Niby już tę romantyczną martyrologię pożegnaliśmy, a tu ten język z całą mocą… 

Wrócił.

Nie musiał wracać, cały czas był z nami. Tyle że mało kto zwracał na to uwagę. W końcu ludzie zajmują się na co dzień bardziej pożytecznymi rzeczami niż obserwowanie romantycznych symboli. W momencie kryzysu narodowej wspólnoty okazało się, że nie znamy innego mówienia, myślenia, odczuwania, że musimy sakralizować nieszczęście i nadawać mu głębszy, dziejowy sens. Oto Polacy jako naród wybrany znów odnieśli męczeńską ranę, złożyli z siebie ofiarę. To przeżycie jest narcystyczne i masochistyczne, bo ofiara złożona zostaje przez naród w swojej własnej sprawie. Nie tylko smoleńska subkultura spod krzyża, ale prawie wszyscy komentatorzy przedstawiali wyższy sens katastrofy. Na przykład taki, że świat się dowiedział o zbrodni katyńskiej. Po to była katastrofa lotnicza, aby światowe stacje telewizyjne wyemitowały film Wajdy. A zatem – sens ofiary jest taki, że nasza historyczna rana została odnowiona, rozjątrzona i ukazana światu. Za cenę krwi przelanej zdobyliśmy złoty laur i palmę pierwszeństwa dla najbardziej nieszczęśliwego narodu. Trudno nam przyjąć tragedię jako tragedię, pozostawić ją bez uzasadnienia. Musimy ją mesjanistycznie uwznioślić, ochrzcić i poświęcić. Rola Kościoła w obrzędach żałobnych była czymś zadziwiającym. Jakby państwo i Kościół stanowiły jedno ciało.

Mieliśmy do czynienia z największymi w naszej historii ceremoniami państwowo-kościelnymi.

Tak, przy czym rola państwa polegała na tym, że musiało za to wszystko ze swojej kasy zapłacić. Poza tym było niewidzialne. Jakby państwa nie było – był tylko naród i duszpasterze. Jak w XIX wieku.

Przez to, że ten model wrócił w postaci z czasów zaborców, odrodził się też temat zdrajców, którzy kłaniają się Rosji...

Bez tego się nie może obejść. Są zaborcy, wrogowie, okupanci i krew Polaków rosząca ziemię od Smoleńska po Gibraltar. Maria Janion twierdzi teraz, że romantyczny mesjanizm jest tak naprawdę przekleństwem polskiej kultury, że III część „Dziadów", jak się w nią wczytać, to tekst w gruncie rzeczy nieciekawy i okropny.

Bo zamyka?

Tak. To jest dzisiaj dla nas bezsensowne, wykluczające, zamykające.

Dlaczego ostatnich 20 lat nie uporało się z XIX-wiecznym mesjanizmem?

Może dlatego, że to odpowiada wyobrażeniu o katolickiej wspólnocie narodowej? Ten romantyczny mesjanizm jest miejscami całkiem pogański i heretycki, ale dostarcza mocnych przeżyć, uznawanych za spoiwo wspólnoty. Taki klej butapren. Śmierdzi i truje, ale działa. Wszystkie inne opowieści o wspólnocie nie trzymają tak mocno. Myślenie epokami modernizacji czy jakimiś mitami indywidualistycznymi jest mniej zakorzenione, nieutrwalone.

One wszystkie okazały się słabsze?

Tak. Mit mesjanistyczny ożył, bo przybyło okazałe, nowe ogniwo łańcucha dziejów. Dla ludzi pod krzyżem, mówiąc w skrócie, Polska ma mistyczną historię. Nie jest to realistyczna powieść historyczno-społeczna z opisami przyrody i tragicznymi scenami batalistycznymi, lecz zestaw religijnych przypowieści o cierpieniu. Zabory, powstania, wktórych nie do końca wiadomo, o co chodziło, ale wiemy, że były krwawo tłumione. Cud nad Wisłą. Papież Polak, męczeństwo księdza Popiełuszki, śmierć papieża, beatyfikacja księdza Popiełuszki, wreszcie – katastrofa smoleńska. To jest dużo wyrazistszy ciąg niż to, że budowaliśmy porty, drogi, że kobiety zyskały prawa wyborcze w roku 1918 czy to, że po socjalizmie przyszła zmiana ustrojowa.

Ale to tworzy inny naród z inną historią?

Czy ja wiem? Jacek Żakowski parę miesięcy temu podchwycił i rozwinął pomysł Radosława Markowskiego o dwóch Polskach, dwóch osobnych społeczeństwach żyjących koło siebie iwgruncie rzeczy mogących się wcale nie spotykać. Jedni to ci normalsi, aspirujący do bycia europejską klasą średnią, popierający PO. Drudzy to PiS-owska wspólnota narodowo-katolicka. Były wokół tego dyskusje i komentarze różne. Moim zdaniem nie całkiem to wszystko prawda. Owszem, zgoda narodowa nie jest nam wcale potrzebna. Tamtych nie przekonamy ani oni nas. Ale problem jest głębszy. Ten „inny", obskurancki, mistyczny naród polski jest jakby podświadomością zmodernizowanych PO-wskich mieszczan. Kinga Dunin kiedyś określiła to metaforą PiS-owskiego ziemniaka gotowanego i PO-wskich frytek. Frytka jest zawsze ziemniakiem podszyta, bo z ziemniaka się wywodzi i nim pozostanie, mimo że podsmażona. „Inny", anachroniczny naród polski jest też nami samymi. To on w krytycznych momentach mówi nam, nowoczesnym, co mamy myśleć o sobie. Przecież establishment PO nie zaproponował innego języka.

Nawet chętnie Kościołowi oddał te dni na celebrę.

Bo sam nie ma innego języka. „Krzyżowcy" odklepują historię wszystkich polskich świątków, korony cierniowej na głowie Ojczyzny umęczonej i we krwi skąpanej, jakieś obrazki i rymowanki kładą ludzie między znicze, jakieś antysemickie ulotki. A prezydent Komorowski robi to samo, tylko troszkę inaczej. Przy nominacjach kardynalskich w Watykanie oglądamy niewiarygodnie wzruszoną Annę Komorowską, bo byli tam i nasi nominaci… I to było pokazywane w głównych wiadomościach jako wielka uroczystość, wielkie przeżycie. Czy to jest jakiś inny świat? Nie, ten sam, tylko jeden jest bardziej ubogi i cierpiętniczy, a drugi bardziej establishmentowy i glamour. Czasami ci nieszczęśni krzyżowcy budzili moją sympatię. Byli odlotowi, radykalni. Normalność jako normalizacja też jest męcząca. Jak się ma pieniądze i kupuje dzwon dla Świątyni Opatrzności, to się nie jest oszołomem, tylko szanowanym obywatelem. A jak nie masz kasy, to przykuwasz się do krzyża na Krakowskim i wszyscy cię mają za kretyna.

Nowym językiem przemówili ci, którzy protestowali przeciw tzw. obrońcom krzyża?

Mówiło się o przełomie, że wreszcie Polacy umieją być jawnie antyklerykalni. W ogóle nie powitałam tego jako wielkiego triumfu wolności. To byli w większości ludzie, którzy nie chodzą na demonstracje. Chłopak, który to zorganizował, podkreślał, że jest apolityczny i to przedstawiał jako swoją cnotę. Upolitycznionej religii oszołomów przeciwstawił się zwykły, postpolityczny mieszczanin. Antykrzyżowcom przeszkadzało po prostu przegięcie, przesada w manifestowaniu przeżyć i poglądów. Poza tym był wstyd przed turystami. Mnie też drażnił ten bajzel ze zniczami, ale też i trochę mi się podobał w swojej obciachowości. Dla środowiska feministycznego czy nowej lewicy apolityczność czy postpolityczność to ułuda, fałszywa świadomość. Od lat chodzę na demonstracje, wiece, pikiety i marsze, które wielu antykrzyżowców też pewnie uznałoby za obciachowe i przesadne. Na przykład legalizacja aborcji z przyczyn społecznych. Dla nas, lewaków, byłaby częścią europejskiej normalności, dla nowych mieszczan naruszeniem słusznego i zdrowego kompromisu. Janusz Palikot, dumny ze swojej postpolitycznej postawy, którą nazywa pop-polityką, zręcznie omija wszelkie kwestie ekonomiczne. Mówi o tym, że trzeba państwo zlaicyzować i wtedy ono się w pełni zmodernizuje. Tymczasem państwo polskie, choćby i nieco zeświecczone, pozostanie miejscem największych nierówności ekonomicznych w Unii Europejskiej. Miejscem potężnej dyskryminacji kobiet i mniejszości seksualnych. W świeckim państwie spokojnie może przetrwać patriarchat. Poza tym jesteśmy krajem całkowicie homogenicznym kulturowo, prawie całkowicie białym, jednolitym wyznaniowo, etnicznie i tak dalej. To wszystko wymaga dużo głębszej przemiany, dużo poważniejszej pracy. Jaka miałaby być nowa kultura życia publicznego? Nawet jeżeli usuniemy trochę ten kościelny rytuał z życia państwa, to i tak państwo…

Nie ma go czym zastąpić.

Dokładnie. Jak przychodzi co do czego, POwskie państwo tak samo wyciąga te wszystkie historie o honorze, o narodzie, o roli matki i ojca. U Gombrowicza, w „Transatlantyku" w piwnicy siedzi uwięziony Zakon Ostrogi. Jego członkowie wbijają sobie nawzajem ostrogi w nogi i wiją się w strasznych męczarniach. Być Polakiem to znaczy być razem, a być razem to nosić rany, więc jeśli ktoś zapomina o tych ranach, trzeba mu ostrogę wrazić, ciało rozjątrzyć i potem rzęzić, czołgać się. A jak ktoś próbuje się od tego oderwać, to go wciągamy i wrażamy ostrogę. To jest oczywiście sadomasochizm straszliwy. Na tym mniej więcej polega subkultura smoleńska. Przeciwko Zakonowi Ostrogi mamy inną figurę gombrowiczowską – retorykę państwa Młodziaków z „Ferdydurke", ludzi mówiących językiem nowoczesnego kołtuństwa, samymi frazesami o nowoczesności, bezpruderyjności i zdrowiu. Na tym mniej więcej polega PO-wska inteligencja rynkowa. Wciąż tkwimy między tymi dwiema figurami.

Ale może gdyby nie było tego ruchu antykrzyżowego, to nie byłoby głośnego listu ojca Wiśniewskiego, mocno krytykującego Kościół?

Może i tak, ale co z tego? Kościół ziem i budynków sprezentowanych mu przez państwo i tak nie odda. Już wszystko jest pozamiatane, najwyżej państwo, które gwarantowało te transakcje, będzie płaciło odszkodowania.

Nie wierzysz w takie wezwanie wewnątrz Kościoła do ograniczenia majątku?

Nie. Uchodzący za postępowca arcybiskup Życiński albo nawet ksiądz Boniecki, kiedy mowa o pieniądzach, stanowczo stają po stronie Kościoła. Twierdzą, że Kościołowi należy się wszystko, co dostał, że Kościół ledwo wiąże koniec z końcem.

A jak ci się podoba powrót słowa „ekshumacja"? I jego kariera w tym roku. Bo zaczęliśmy rok od ekshumowania gen. Sikorskiego wraz z przyległościami…

Co było jakąś kompletną bzdurą.

Potem była sprawa Olewnika, teraz mamy problem z ekshumacją ofiar Smoleńska i przy okazji też ekshumacją kolejnych oficerów, którzy znali gen. Sikorskiego. Ekshumacja stała się narodowym i transmitowanym sposobem na ustalanie, czy nikt nas, jako narodu, nie oszukał.

Ciekawe, że w tych ekshumacjach nigdy nie można niczego dojść tak naprawdę.

A mimo to strasznie dużo w zwłokach grzebiemy w tym roku.

To jest taki właśnie pomysł na zbiorowe emocje żałobne. Ale myślę, że za tym tkwi głęboko ukryty problem nieprzepracowanej żałoby, pracy pamięci, tego wszystkiego, co się mówi à propos Holocaustu w Europie. Polacy do tej pory nie opłakali ofiar Zagłady, nie dopuścili do świadomości swojej roli zbiorowego świadka. To zostało wyparte i powraca pod postacią prześladowczą. Więc z jednej strony mamy język mesjanistyczny, który posługuje się kategorią ofiary, tak jakby nie było zagłady Żydów, a z drugiej strony gmeramy w ziemi, żeby wydostać sekrety, żeby dojść prawdy, wyleczyć się, uzdrowić czymś, co wreszcie wyjdzie na jaw.

A w istocie chodzi o prawdę wojny i Holocaustu, tylko Polak nie może sobie tego uświadomić. I będzie wykopywał te „swoje" trupy, żeby zamazać koszmarne natręctwo polegające na tym, że to tamte śmierci też trzeba by było opłakać. Nie mówię o jakimś wielkim rytuale narodowym, tylko o czymś wewnętrznym, mentalnym i lokalnym. W żadnym wypadku nie myślę o tym w kategoriach jakiejś zbiorowej polskiej winy. Nic takiego nie istnieje. Po prostu to wydarzyło się tu i musi do ludzi dotrzeć, że w wielu miejscowościach wymiotło czasami 70 czy 80 proc. populacji mieszkańców. To jest ta śmierć, która za nami chodzi. A my ciągle ją inscenizujemy w innym miejscu. Oczywiście Smoleńsk był, Katyń też był, ale w gruncie rzeczy praca musi ogarnąć – można powiedzieć – całość wielkiej traumy. A my ciągle usiłujemy wygrzebać jedynie rdzennie polskie, własne szczątki i powiedzieć: to nasi są najważniejsi!

Ale tutaj, przy okazji Smoleńska, jest oczekiwanie czy żądanie, czy prośba o ekshumacje podszyta podejrzeniem, czy w tych zamkniętych, metalowych trumnach oni są, czy nam ktoś ich nie ukradł albo nie pozamieniał.

Relikwie. To o to chodzi chyba. Relikwia jest takim stanem pośrednim między trupem a symbolem wspólnoty.

Ciebie to nie przeraża?

Trochę.

A co wyjątkowego i symbolicznego było w rocznicy obchodów „Sierpnia"?

To drugi ważny moment symbolicznej niemocy i niewydolności kultury narodowej. Mnóstwo pieniędzy poszło w powietrze, bo nie było żadnego na to wszystko pomysłu i żadnej mądrej myśli. Jedyna naprawdę autentyczna sytuacja to była ta rewolucyjna interwencja Henryki Krzywonos w sabat PiS-owski zorganizowany przez obecne władze „Solidarności". Dopiero wtargnięcie na mównicę mądrej kobiety doprowadziło do chwilowego zmartwychwstania mitu „Solidarności". Jakaś potężna, żywa iskra przeszła między ludźmi. To było prawdziwe. Wydarzyło się i szczęśliwie zakłóciło porządek obchodów, który był już zupełnie nie do zniesienia. Nic poza tym się nie zdarzyło, jedynie pusta celebra. Ale jest i trzeci ważny moment tego roku, Kongres Kobiet i przegłosowanie ustawy o 35-procentowych kwotach dla kobiet na wszystkich listach wyborczych. Mała rzecz a cieszy. Wszystko to razem bym zatem podporządkowała takiej wizji walki z patriarchatem. W tym roku patriarchat polski już się ostatecznie obnażył. Trwa siłą bezwładu, ale trwa, jako wspólnota ojca i syna – wszystkich tych panów braci, waszmości, biskupów, harcerzy, związkowców, partyjnych baronów, młodych wilków i tak dalej. Wszystko to mocno się trzyma.

Wyobraź sobie, że dzieje się to, co się stało, a my nie mamy już patriarchatu, albo mamy go poważnie naruszony, nie mamy tego mesjanizmu… To już nic nie mamy…

Patriarchat może być zastąpiony przez coś znacznie głębszego i bardziej ludzkiego. Przez język, który pozwalałby żyć i przeżywać przyjemności, ale i głęboko przeżywać żałobę. Także po umarłych, których nie uznajemy za własnych, za część samych siebie. Kobiety od zawsze opiekują się starymi, chorymi, umierającymi. Chyba mniej boją się śmierci, zawsze miały za zadanie opłakiwać zmarłych.

A mężczyźni chcieli ich pomścić.

Tak, a kobiety myły i przykrywały zwłoki. I akurat się tak stało, że to minister Kopacz przypadło w udziale zadanie pozbierania szczątków ofiar. Kiedy trzeba było zakasać rękawy i wykonać robotę, to ona to zrobiła. I nie oczekiwała żadnych symbolicznych gratyfikacji. Pani Izabella Sariusz-Skąpska mówi rzeczy mądre i głębokie, a nie używa mesjanistycznych frazesów. Widocznie można.

A co nagle ujawniony mesjanizm zrobił z polityką? Tusk twierdzi, że polityka została zawrócona w kierunku prawdziwej polityki, czyli historycznej, odwołującej się do symboli, że cofnęła się z postpolityki do polityki dawnej.

To zupełne nieporozumienie. Oczywiście, jeżeli chłopcy wcześniej zajmowali się tylko słupkami, sondażami i bilbordami, a tu nagle „padnij na kolana, módl się i płacz, teraz jesteśmy wszyscy Polakami", to się mogło naiwnym wydawać, że oto nastąpiło przeobrażenie.

Że coś się odnawia.

A niby co się odnawia? Po Smoleńsku żadne ciekawe słowa nie padły z ust przedstawicieli klasy politycznej. Nawet nikt nie umiał dobrze zacytować wielkich słów z romantycznej poezji. Jarosław Marek Rymkiewicz napisał jakąś rymowankę, która była pastiszem epigoństwa romantycznego, jakby był jednym z XIX–wiecznych, krajowych naśladowców Mickiewicza. Zrobił to całkiem świadomie, chyba po to, aby prości Polacy mogli się zjednoczyć w grafomańskim języku. Wolski napisał prymitywną przeróbkę wiersza Juliana Tuwima „Pogrzeb prezydenta Narutowicza". Tak to jakoś zamącił, że niby zamordowanym prezydentem był Lech Kaczyński. I ludzie nawet nie wiedzieli, że to jest cover. Tak samo Rymkiewicz, który pisał te swoje, „Panie Jarosławie, do pana mówi to zwęglone ciało", też napisał cover, tyle że zmiksował mniej znane utwory romantyczne. I to ma być odnowienie?

A jeśli to będzie trwało, bo to wzmożenie po Smoleńsku może trwać długo i zdominować komunikaty w polityce? Będzie trwało śledztwo, niezadowolonych z niego zawsze będzie sporo, więc zawsze też będzie słowo zdrajca. Nie wykaraskamy się tak szybko z tego pseudomesjanizmu.

To by było straszne.

Jeżeli się utrzyma ta retoryka, to nici z podważenia patriarchatu?

Palikot dość sprytnie posługuje się w mediach gombrowiczowskim przedrzeźnianiem, gombrowiczowską krytyką mesjanizmu. Uznał, że to będzie wyzwolenie przez parodię. Pomysł Marii Janion jest inny. Ona w tym romantycznym bagnie wykonuje pracę archeologiczną. Zstępuje do głębin biblioteki i wychodzi już w innym miejscu, innymi drzwiami.

To dosyć nierealistyczna wizja, bo zakłada studia nad literaturą dużych grup społecznych.

Nie o to chodzi, żeby wszyscy studiowali romantyzm, tylko żeby go nie sprowadzać do koszmarnych szkolnych frazesów. Ci, którzy rządzą, mają już zainfekowany taki a nie inny schemat romantyzmu i będą się nim posługiwali. Tak, to w chwilach tragicznych. A na chwile sympatyczne mamy przygotowany sienkiewiczowski wzór „jacy jesteśmy piękni". Prezydent Komorowski to jest taki sienkiewiczowski typ, straszny, to jest straszne …

A co takiego w nim strasznego?

To jest właśnie Polak myśliwy, najokropniejszy pomysł na pięknego Polaka. Pięknym Polakiem był Jan Karski. Witold Gombrowicz jako nomada, homoseksualista, emigrant. Marek Edelman. Barbara Skarga. Zofia Nałkowska, Maria Janion i Henryka Krzywonos. Ale nie pan Zagłoba! Nie rozumiesz tego?

Może jesteśmy skazani na Zagłobów?

Bo panom z klasy politycznej nie będzie się chciało wykonać cięższej umysłowej pracy? Ostatnio przeczytałam tekst Wawrzyńca Smoczyńskiego o pozycji Polski w świecie. Chodziło mniej więcej o to, że polska polityka zagraniczna już doszła do poziomu, na którym nie jesteśmy czapkującym, biednym, słabym krajem. Osiągnęliśmy pozycję zawodnika wagi lekkopółciężkiej. Czyli Polska na mapie polityki międzynarodowej się znajduje. Ale teraz trzeba by coś zaproponować, do czegoś zjednać partnerów czy wręcz czymś zaimponować. Coś sprzedać. Tylko co? Polityka historyczna w wersji martyrologicznej jest do niczego. Może działać w kraju, choć i to niepewne, utwierdzać w już raz utwierdzonych wyobrażenie o wyjątkowości, o naszej niezwykłej roli ofi ary, o naszym heroizmie.

A to dla innych nie jest żaden pomysł.

Żaden, bo ludzi to nudzi. Im więcej opowiadamy o sobie, tym mniej jest to dla kogokolwiek ciekawe. Zaimponować można światu jakimś krytycznym wglądem, pokazaniem samoświadomości, a nie złudzeń na własny temat. Ale taki przełom mamy jeszcze przed sobą.

Okładka tygodnika WPROST: 1/2011
Więcej możesz przeczytać w 1/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 17
  • ciotka   IP
    Nie lubie Szczuki, zazwyczaj jej pogladow nie podzielam, ale to spojrzenie na polska wspolczesnosc poprzez pryzmat romantyznego mitu, tego \'cierpienia za miliony\' etc. jest i ciekawy, i inspirujacy...
    Nb. Interesujacy jest przy tym fakt, ze zdaje sie tu spelniac takze jedna z polskich teroii antropologicznych, tzw. opadania wartosci. Dzis nosicielami i realizatorami tego romatycznego mitu wydaje sie - jak to kiedys mowiono - glownie polski plebs. Czyzby owoc szkolnictwa obowiazkowego za komuny? ;)
    • Pani Szczuka potrzebuje natychmiast   IP
      stosunku analnego.
      • Jarek   IP
        Gratuluję Panu i Pani odwagi. Zasługą katastrofy samolotu jest ujawnienie się ciemnoty i pychy, Nigdy wcześniej nie mieli możliwości się gromadzić i głośno mówić, a dziś proszę oto oni (tu poniżej) Dziękuję Wam.
        Rzeka aby czystą była wiosną bagno zbiera i niesie.
        • stefan ze wsi   IP
          Dla wszystkich? Dzieciaczku?
          • slawoj   IP
            Szczuka bredzi,a Najsztub slucha,jak baran.Bo sam zazwyczaj bredzi,podczas gdy inni sluchaja jego bredni,jak barany.Tak oto za bredzenie zarabia sie gruba forse.

            Spis treści tygodnika Wprost nr 1/2011 (1456)

            • Grafomania na szczycie 2 sty 2011, 12:00 Jest wybitnie nieprawdopodobne byśmy w najbliższych dwunastu miesiącach usłyszeli od naszych polityków coś ważnego, mądrego i inspirującego. 6
            • Na skróty 2 sty 2011, 12:00 Premier przeprosił rodziny smoleńskie Donald Tusk przeprosił rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej za dwie wypowiedzi dotyczące katastrofy, jedną swoją i rzecznika rządu Pawła Grasia – dowiedział się „Wprost". –... 9
            • Obiecanki cacanki 2 sty 2011, 12:00 Nie uda się wybudować w terminie kolejnych odcinków autostrad i dróg ekspresowych. W zamian za to kierowcy od 31 grudnia jeżdżą najszybciej w Unii Europejskiej, bo aż 140 km na godzinę. Po… autostradach, które są głównie na... 11
            • Rok kultury polskiej 2 sty 2011, 12:00 Panie i Panowie oto nasze nominacje w konkursie Polshowbiz 2010. To tylko sugestie. Ostatecznego wyboru dokonają państwo sami. Nominowani występują w pięciu kategoriach – pióro, diwa, szok, piękność i dobro kultury. No to jazda. 12
            • Złote żniwa 2 sty 2011, 12:00 Rozważania Grossa o grabieży własności żydowskiej nie będą łatwą lekturą. Nie ma nic przyjemnego w opisach tego, jak wśród popiołów, kości i ludzkich szczątków Polacy szukali złota i diamentów po zamordowanych Żydach. 14
            • Spójrzmy prawdzie w oczy 2 sty 2011, 12:00 Jan Gross w swojej książce być może przesadza z uogólnieniami i zbyt daleko idącymi wnioskami. Sęk w tym, że w sumie pisze prawdę. Niestety. 16
            • Zmierzch arcybiskupa 2 sty 2011, 12:00 Obrońca życia poczętego i Radia Maryja. Pogromca in vitro i Unii Europejskiej. Im bardziej radykalny, tym mniej skuteczny. Szef episkopatu abp Józef Michalik traci wpływy wśród biskupów. 18
            • Nie pytaj, nie mów 2 sty 2011, 12:00 List ojca Ludwika Wiśniewskiego w sprawie Kościoła w Polsce odbił się – jak to się ładnie mówi – szerokim echem. Echo jednak, jak to echo, szybko wybrzmiało. Wszystko zostanie więc po staremu. 23
            • To był rok 2011 2 sty 2011, 12:00 Na przełomie roku wszyscy próbujemy zaglądać w przyszłość. Proponujemy czytelnikom, aby skonfrontowali własne przypuszczenia dotyczące tego, co się w 2011 roku wydarzy, z naszą wiedzą. Oto pytania i propozycje odpowiedzi. Na końcu odpowiedzi prawdziwe. 26
            • Mourinho łamany przez Ronaldo 2 sty 2011, 12:00 Marszałek sejmu o politycznych marzeniach i głodówce, o Barcelonie i Realu, o premierze i liberalnej pieczątce 28
            • Król Łodzi 2 sty 2011, 12:00 W gabinecie Cezarego Grabarczyka wiszą dwie tablice: „Autostrady, głupcze!” i „Kolej na kolej”. Powinna zawisnąć też trzecia: „Łódź jest najważniejsza”, bo tam minister radzi sobie najlepiej. 32
            • Ten straszny relatywizm 2 sty 2011, 12:00 Relatywizm brzmi dziś równie strasznie jak nihilizm, feminizm czy – nie daj Boże – pornografia. 35
            • Polska prezydencja w Nowym Roku 2 sty 2011, 12:00 Kiedy myślę nad tym czego powinniśmy sobie życzyć w Nowym Roku to przychodzi mi tylko jedna idea: żebyśmy nie schrzanili polskiej prezydencji w Unii Europejskiej. 36
            • Finał konkursu „Wprost” i Ambasady USA dla młodych dziennikarzy 2 sty 2011, 12:00 W tym roku uczestnicy musieli odpowiedzieć na pytanie: „Po co nam prasa drukowana? Dlaczego warto ratować tradycyjne gazety i magazyny?” 38
            • Pogrzeb w patriarchacie 2 sty 2011, 12:00 Tego roku pogrzebaliśmy nie tylko ofiary smoleńskiej katastrofy, ale i nadzieję na nową polską kulturę. Cofnęliśmy się o 150 lat. I dlatego panuje nam Zagłoba, a ekshumacja stała się narodowym misterium – twierdzi Kazimiera Szczuka. 40
            • Czekam tu na życie 2 sty 2011, 12:00 Nie chciałam żadnemu mężczyźnie opowiadać o sobie. Ja się mężczyzn boję, nawet jeśli mają ciemną skórę. Pytali, czy chcę spotkać się z psychologiem, ale nie znałam tego słowa, więc powiedziałam, że nie potrzebuję. 44
            • Nowy wspaniały Józefów 2 sty 2011, 12:00 Dla dzieci nauka i rozrywka bez zabawek. Dla dorosłych własny świat, budowany w kontrze do laickiego otoczenia. Dwadzieścia kilometrów od Pałacu Kultury rośnie katolicka enklawa pod dyskretną opieką Opus Dei. 48
            • Trochę jak bajka 2 sty 2011, 12:00 Rzucanie się na ziemię tylko po to by złapać piłkę nie należy do najmądrzejszych zajęć na świecie. Ale można mieć z niego dużo radości. Ja mam – wyznaje Artur Boruc, bramkarz Fiorentiny, Renacie Kim. 52
            • Zawód: wzmacniacz 2 sty 2011, 12:00 Kupiłeś telewizor buty czy tabletki na ból gardła bo polecali je internauci na forach? Uważaj! Bardzo możliwe, że zostałeś nabrany. Oszukał cię lider opinii, ambasador marki lub amplifier. Czyli wzmacniacz. 57
            • Miss Sunshine mówi po polsku 2 sty 2011, 12:00 Rok 2010 to był rok Caroline Wozniacki. Duńska tenisistka polskiego pochodzenia otrzymała właśnie od federacji ITF tytuł mistrzyni świata. Oprócz talentu do gry w tenisa ma jeszcze coś: naturalną umiejętność bycia gwiazdą. 58
            • Rycz, mała, rycz 2 sty 2011, 12:00 Czy 19-letnia Paulina Papierska zwyciężyła w programie „Top model” bo użalała się nad swym losem? Czy w Polsce łatwiej zrobić karierę „na litość i współczucie”, niż wygrać talentem i umiejętnościami? 60
            • Przegląd kadr światowej polityki, czyli co oni knują 2 sty 2011, 12:00 Są wśród nich prawdziwi drapieżcy sprytni rozgrywający jest tercet egzotyczny i podstarzali tyrani. Kto będzie kim w 2011 r.? 62
            • Więzień Putina 2 sty 2011, 12:00 Właściwie nikt nie mógł być zdziwiony. Nie mógł i nie był. Władimir Putin chciał, by Michaił Chodorkowski pozostał w więzieniu, sąd zdecydował więc, że Chodorkowski w więzieniu pozostanie. 66
            • Szara dama 2 sty 2011, 12:00 Co to jest: grube, sztywne i czerwone kiedy się obudzisz? „The New York Times”. Taki dowcip powtarzają od lat Republikanie. Gazeta demonizowana przez konserwatystów, traktowana jak Biblia przez nowojorczyków – skończy wkrótce 160 lat. 68
            • Na Wschodzie bez zmian 2 sty 2011, 12:00 Na Białorusi pozornie wszystko wróciło do normy. Pozornie, bo okazując siłę, białoruski dyktator pokazał słabość. Po grudniowych brutalnych represjach wobec opozycji nie będzie już mógł manewrować między Rosją a Zachodem. Jest zdany na łaskę Moskwy. 70
            • Zawracanie Dunaju 2 sty 2011, 12:00 Przewodnictwo w Unii Europejskiej właśnie przejęli nasi węgierscy bratankowie. Sęk w tym, że mają rząd, który metodycznie łamie najbardziej elementarne europejskie standardy. 72
            • Tiger walczy o imię 2 sty 2011, 12:00 Walczył za pieniądze, teraz walczy o pieniądze. Pięć lat po zakończeniu kariery bokserskiej Dariusz Michalczewski zapewnia, że nie ma talentu do biznesu, ale oszukiwać się nie da. 73
            • Co podrożeje 2 sty 2011, 12:00 Wielka inflacja na razie nam nie grozi, ale niektóre towary czy usługi w 2011 r﹒ podrożeją prawie o jedną czwartą! To efekt zmian w podatkach. Odczujemy je w portfelach, ale politycy twierdzą, że dzięki temu unikniemy losu Węgier, Grecji czy Irlandii. 78
            • Marketing wyrzutów sumienia 2 sty 2011, 12:00 Czy to możliwe. Żebyśmy podczas zakupów bardziej troszczyli się o zarobek producentów niż o jak najniższą cenę kupowanych towarów? Okazuje się, że tak. 80
            • E-book znaleziony w Saragossie 2 sty 2011, 12:00 Postanowiliśmy sprawdzić czy elektroniczne czytanie naprawdę jest takie wygodne, ile kosztuje i jak się do tego zabrać. 82
            • Cyberiada 2 sty 2011, 12:00 Pierwsza część „Tronu” z 1982 roku stała się kultowa choć widziało ją niewielu. Teraz film wraca w nowej wersji. Niezobowiązująca zabawa wyłącznie dla miłośników efektów specjalnych? Nie, naprawdę ekscytująca wyprawa w futurystyczny świat. 84
            • Solidarni inaczej 2 sty 2011, 12:00 „Katastrofa” Artura Żmijewskiego opowiada o tych samych wydarzeniach co „Solidarni 2010” Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego. Po obejrzeniu obu filmów trudno w to jednak uwierzyć. 86
            • Historia popularna 2 sty 2011, 12:00 Ten nurt w kulturze pop powoli dogorywa. „Krzyżacy”, rock-opera na podstawie powieści Sienkiewicza, to być może jedna z ostatnich ofiar polityki historycznej. 88
            • Bez kątów prostych 2 sty 2011, 12:00 Jest zdeklarowanym komunistą. Kocha piękne kobiety, uwielbia beton. Oscar Niemeyer właśnie skończył 103 lata i pokazał nowe budynki własnego projektu. 90
            • Moje rozmowy z Michałem 2 sty 2011, 12:00 O czym piszę z nieznajomymi na Facebooku 94
            • Faworki - słodka karnawałowa przekąska 2 sty 2011, 12:00 Najlepsze faworki mają ogromne bąble są lekkie chrupiące i smakują jak spełnienie marzeń o najlepszej słodkiej przekąsce. To mój ukochany deser i dziś zdradzę jego sekret. 96
            • Tomasz Lis zaprasza wszystkich, czyli podsumowanie roku 2 sty 2011, 12:00 Opis: Jesteśmy w studiu telewizyjnym, tuż przed rozpoczęciem nagrania. Ponieważ każdy z przybyłych wie, że pan Tomasz potrafi zadawać trudne pytania – spośród których „Co z tą Polską?” jest jednym z prostszych – w powietrzu unosi się napięcie. 97
            • Ogłoszenia noworoczne 2 sty 2011, 12:00 Dowiedziałem się z reklamy dotyczącej równego statusu kobiet i mężczyzn, że jeżeli mężczyzna wzdrygnął się przy pytaniu „Czy planuje pan kolejną ciążę?”, to jest z nim coś nie tego. Mam kilka dobrych pomysłów na inne pytania demaskujące seksszowinistów, m.in.... 97
            • Śnieg 2 sty 2011, 12:00 Sroga zima dobija śniegiem i soplami lodu ostatnich wyznawców globalnego ocieplenia. 98

            ZKDP - Nakład kontrolowany