Nienormalnie jest

Nienormalnie jest

Wojciech Młynarski odgraża się że jeszcze nam zaśpiewa, co o nas myśli. Ale jeszcze nie teraz. A nie myśli o nas, naszej wolności najlepiej. Przeczytaj, zanim usłyszysz.
PIOTR NAJSZTUB: Kilka lat temu mówił pan, że jeszcze nie znalazł języka na opisanie rzeczywistości w podobny sposób, jak ją pan opisywał w PRL. Ta niemoc trwa?

WOJCIECH MŁYNARSKI: To jest mój podstawowy problem. Nie mogę powiedzieć, żebym nie był pracowity i próbuję, staram się, to jakoś opisać, ale po raz pierwszy są to teksty do szuflady, to znaczy, nie jestem z nich zadowolony. Poszukuję.

Może rzeczywistość taka obła, że nie da się jej opisać?

Jestem tego właśnie zdania. Posłużę się przykładem: kiedy były demonstracje przed Pałacem Prezydenckim, pod krzyżem, zareagowali na to autorzy, tacy jak Rymkiewicz, Wolski. I niezależnie od ich zapatrywań politycznych, to już sama forma tych tekstów budziła duże wątpliwości. Wypadło to dosyć blado, rozczarowująco. Sam napisałem jeden, krótki tekst, z którego byłem zadowolony, to był tekst przedwyborczy popierający Bronisława Komorowskiego. Napisany wokół takiego pomysłu, że wszyscy mamy się kochać.

Jakim cudem?

Zaraz… I puenta, że „wtedy Polak w blasku czerwcowego słonka, będzie, kochając Jarka, głosował na Bronka". 

Czyli poszedł pan w utopię…

Tak. Ale ten jeden tekst nie zmienia tego, że ciągle jeszcze formuły szukam, robię jakieś notatki, jakieś próby, ale nie jestem zadowolony.

Traktuje pan to jako osobistą porażkę czy uznaje, że pana czasy minęły?

Z całą pewnością minęły te czasy, które paradoksalnie dla takich autorów satyrycznych, jak ja, były sprzyjające, bo myśmy, próbując oszukać, obejść cenzurę, stworzyli pewien język, jak ja to nazywam, ezopowy.

Język wymuszonych metafor.

Tak, i aluzji, dający do zrozumienia, że cenzor się nie mógł przyczepić, a publiczność doskonale rozumiała, o co chodzi. Potem, kiedy się czasy zmieniły, cenzura przestała istnieć, przecież pisałem dalej i nawet niektóre teksty z tamtych lat w jakiejś mierze zachowują aktualność do dziś, ale potem tak mi to zaczęło po troszeczku wygasać, no i w pewnym sensie rzeczywistość mnie zaskoczyła.

Ale w PRL był pan też liryczny. Co dziś z liryką?

Tego nurtu nie zarzuciłem i w ostatnim okresie napisałem całą płytę liryczną z Włodzimierzem Nahornym „Pogadaj ze mną". Ostatnio typowo liryczne piosenki powstały na najnowszą płytę Ireny Santor, podobnie napisałem dla Stanisławy Celińskiej. Czyli nadal wykonuję ten klasyczny zawód, jestem tekściarzem.

Kto to właściwie jest tekściarz?

Sprawny rzemieślnik.

Co powinien mieć w głowie, żeby być sprawnym rzemieślnikiem?

Wiedzę o gatunku. Piosenka – mówię o prawdziwej piosence artystycznej, a nie jakimś tworze konfekcyjnym, z jakim mamy ostatnio prawie bez przerwy do czynienia – rządzi się swoimi prawami, wymaga przede wszystkim skrótu, a esencją tekstu jest „szlagwort", czyli wers, który się powinien powtórzyć, żeby słuchacz go zapamiętał. I że trzeba w piosence wyrazić jakąś najprostszą chociażby, ale jednak myśl, która słuchacza obchodzi. Kazimierz Rudzki, który się na tym bardzo dobrze znał, mówił mi: „Wie pan, ja nie wymagam od piosenki większej filozofii niż to, żeby było sformułowanie, »a mnie jest szkoda lata«, ale niech ono będzie, niech to nie będzie tylko i wyłącznie wata wypełniająca frazę, nieniosąca semantycznie niczego szczególnego".

A kiedy pan wie, że tekst jest do szuflady albo że jest do śpiewania?

Decyduje publiczność. Znawcy przedmiotu, moje autorytety, np. Aleksander Bardini, mówili: „Niech pan pamięta o tym, że jeżeli publiczność czegoś zbyt dobrze nie odbiera, niech pan zawsze poszuka winy i przyczyny w sobie, a nie mówi, że publiczność się nie zna".

Albo że jest głupia.

Albo jest głupia, a ja taki wspaniały. Ale to były takie czasy, jak to Jerzy Dobrowolski nazywał „pluskwam perfektum" i myśmy jeszcze na to wszystko zwracali uwagę. W tej chwili publiczność jest po prostu zalewana masową produkcją, nie artystyczną, tylko raczej marketingową, konfekcyjną i nikt się nie zastanawia nad tym, czy to się komuś podoba, czy nie, po prostu masowo się produkuje.

I wtłacza do głów.

Przez środki masowego przekazu, czyli ten problem weryfikacji przez publiczność nie istnieje. Wracając do prawdziwego warsztatu, to ja chodziłem się radzić, czy tekst jest dobrze napisany. Na przykład do Jerzego Dobrowolskiego, twórcy wspaniałych kabaretów Konia, Owcy i od niego zawsze słyszałem: „Skróć o połowę".

Przed czytaniem to mówił?

On to mówił tak ogólnie, ale dużo w tym było racji, bo często tekst bywa przegadany, a powinien być, jak on to nazywał, nabity treścią. Ja też bardzo często tekst piszę od końca.

Co to znaczy?

To znaczy muszę wiedzieć, jaka będzie puenta, czym na końcu jeszcze „strzelę" dodatkowo, a niespodziewanie. Posłużę się przykładem: najpierw mi przyszedł do głowy pomysł, żeby był tekst, który się będzie kończył sformułowaniem, że „najtrudniej jest rozpoznać bandytę, gdy dokoła są sami szeryfi". I na tym jakby fundamencie wzniesiona została cała budowla „Ballady o Dzikim Zachodzie”. I te teksty satyryczno-publicystyczne zawsze konsultowałem ze swoimi autorytetami, kolegami. Teraz tym oceniającym to na razie jestem ja sam.

Nie ma już nikogo, do kogo mógłby się pan zwrócić?

Mam tych ludzi wokół siebie coraz mniej, poumierali mi. Zawsze potrzebowałem mieć zdecydowany autorytet, kogoś, komu będę bardzo ufał, a to w tej chwili troszeczkę, ja już 70 lat kończę, jest pewien kłopot…

Czyli dobrze znosił pan towarzystwo mądrzejszych od siebie?

Szukałem tego towarzystwa! I znajdowałem!

To, że ich nie ma, zwiększa pański poziom samotności, także w rozumieniu świata?

W pewnym sensie tak, ale to jest sprawa jeszcze nieco ogólniejszej natury. Ja sobie zawsze wysoko stawiałem poprzeczkę i nadal jej nie obniżam. I patrzę na wielu moich dawnych kolegów kabaretowych, estradowych, bo oni się dalej produkują… I wiem, że naturalnie żyć z czegoś trzeba, ale ich produkcje to nie są jakieś dzieła. To jest „mniej więcej taka normalka" – jak mówił Jurek Dobrowolski. Natomiast ja bym bardzo chciał i mam nadzieję, że jeszcze mi się to uda, wrócić z „jakąś" propozycją, która pokaże mój obecny stosunek do rzeczywistości. Jak mówił Kazimierz Rudzki, „do coraz bardziej otaczającej nas rzeczywistości”. Więc w tej chwili do tego rodzaju występu jestem dalece niegotowy. A z ostatnich pomysłów, jakie mi przyszły do głowy… Uważam, że wiem, jak uratować sytuację w polskiej piłce nożnej.

Jak?

Powinno się ją całkowicie zdelegalizować i ona wtedy zejdzie do podziemia...

I jak to w Polsce – wtedy zacznie kwitnąć.

Tak, bo wiadomo, że w podziemiu dokonujemy rzeczy wspaniałych. I wtedy przed samym 2012 r. ona wychynie z tego podziemia we wspaniałej formie. Więc coś tam myślę, kombinuję, tylko ta twórcza samotność mi nie za bardzo służy.

Czy przez to, że od lat nie pisze pan tej publicystyki satyrycznej, pojawiła się myśl, że brakuje panu pierwszych sekretarzy PZPR, bo jednak przy ich panowaniu...

Inaczej. Kiedyś było tak, że jak myśmy się spotykali z kolegami, to Jerzy Dobrowolski, jako niewątpliwy lider tej grupy, zawsze mówił: „Panowie, zanim zaczniemy cokolwiek wybierać, jakiś repertuar, pisać jakieś teksty, to musimy ustalić, gdzie jest pierwszy sekretarz, gdzie jest komitet centralny i komu mamy przyłożyć". I to wszystko było w imię, że tak powiem, dobrej sprawy, bo szumnie się wyrażając, biliśmy się o wolność, po prostu.

Ona przyszła i?

I się okazało bardzo szybko, że każdy, prawie każdy, myślał o niej troszeczkę inaczej, i niestety to myślenie doprowadziło do konfliktów, kłótni, do awantur. Napisałem o tym tekst pod tytułem „W szkole wolności", którym się starałem zwrócić uwagę na fakt, że wolność jest czymś niezmiernie trudnym i wymaga od ludzi, na których spada, wielkiego wysiłku. Trzeba się jej nauczyć, żeby się potem umieć nią posługiwać. I ważną rzeczą jest to, żeby ta szkoła wolności była pełna, żeby jej uczniowie uczęszczali do klas i, co najważniejsze, żeby byli wykładowcy.

Są?

Mogliby być, ale nasze społeczeństwo czyniło wszystko i w pewnym sensie czyni nadal, żeby te autorytety poobrzucać błotem, zdeprecjonować. Może się posłużę nazwiskiem niewątpliwym, Władysława Bartoszewskiego. On był wygwizdany i wybuczany na Powązkach. To są dla mnie zjawiska przerażające, jest mi z tego powodu niezmiernie przykro.

Panu wolność jakie jeszcze zawody przyniosła?

Zawód podstawowy jest ten, że u nas myli się wolność z możliwością szkalowania, oczerniania, rzucania inwektyw. Przede wszystkim brak mi klasy u ludzi.

Może w nas nie ma klasy?

No to jeżeli nie ma, to przynajmniej próbujmy ją w jakimś sensie stworzyć, znaleźć jakieś wzorce, żeby to wszystko zaczęło być na jakimś poziomie. Bardzo często jest tak, że ja się mogę merytorycznie z jakimś politykiem zgadzać, ale forma, której on używa, jest dla mnie nie do przyjęcia, kompletnie nie na poziomie. I u nas te wszystkie kłótnie są wyniszczające, bo za nimi często po prostu czai się wręcz nienawiść, paraliżująca, która do niczego pozytywnego nie może doprowadzić. Wolałbym takich ludzi, którzy się z sobą kłócą, spierają, ale merytorycznie, a potem idą na piwo.

Nie mogą pójść na piwo, bo jak ich sfotografuje paparazzi i opublikuje to w „Super Expressie" albo w „Fakcie", to wylatują ze swoich partii, taki mamy świat polityki.

Niestety. Niektóre postawy mi się też wydają całkowicie oderwane od rzeczywistości, jakieś odjechane. Np. jeżeli ludzie naprawdę mogą wierzyć w to, i na serio się o to spierają, że w katastrofie smoleńskiej nastąpił jakiś przemyślany zamach na prezydenta… Mnie się wydaje, że człowiek rozsądnie myślący musi to odrzucić.

Jest pan i był uważnym obserwatorem Polaków. Katastrofa smoleńska jest takim wydarzeniem, które zaważy na tym, jacy będziemy, jacy jesteśmy?

W dużym stopniu wierzę w to, że ona zostanie do końca wyjaśniona i ten końcowy wynik powinien nareszcie emocje uspokoi.

Katastrofa nas zmieniła jako zbiorowość?

Mnie osobiście to w niewielkim sensie zmieniło, dlatego że przyjmuję ją jako wypadek potworny, tragiczny, a te rodziny są godne – nawet nie wiem jak – serdecznych myśli i współczucia. Ale wierzę w normalność, w jakiś zdrowy rozsądek i nawet jeżeli będą jakieś perturbacje z uzgodnieniem stanowisk ze strony rosyjskiej, bo będą, to jednak to wszystko zostanie wyświetlone i sprawi, że nie pozostanie to niczym więcej niż tragicznym splotem okoliczności.

Nie będą powstawały pieśni o męczennikach?

Może i będą, ale wolałbym, żeby nie.

Pan czyta gazety, ogląda telewizję?

Czytam regularnie, nie taję, „Gazetę Wyborczą", ale zaglądam do „Rzeczpospolitej", i czasami do „Gazety Polskiej”, tak przez ciekawość.

Podoba się panu nasz premier?

Tak, on jednak wyrasta na męża stanu, na człowieka z pewnymi zasadami i poza tym, jeszcze tak po ludzku, wzbudza moją sympatię. Po prostu lubię faceta.

A emocjonował się pan rządami Jarosława Kaczyńskiego?

Oczywiście, że się emocjonowałem...

Co to były za emocje?

Kolokwialnie mówiąc – wkurzałem się.

Bo?

IV RP to był okropny pomysł. Może dostrzegam bardzo wiele wad, bardzo wiele błędów obecnej ekipy rządzącej, ale mimo wszystko wolę, że jednak rządzą normalniejsi.

A po drodze, między 1989 r. a IV RP, czym się pan emocjonował?

Cały czas tym, że jesteśmy tak zaskoczeni tą wolnością, że jeszcze niegotowi, że jeszcze nie dojrzali, że jeszcze rzeczy trzeciorzędne wychodzą na pierwszy plan, że nie umiemy znaleźć tego sedna sprawy. I tkwimy w tych czasach dyletanctwa i strasznej powierzchowności.

A nie sądzi pan, że sensem wolności, którego nam brakuje, może być radość z wolności?

Właściwie nie przeżyliśmy, poza krótkim momentem w 1989 r., trwałej radości z tego, że jesteśmy wolni. Kiedyś o tym wierszyk napisałem, że z Polakami to jest tak, że kiedy obrzucają się inwektywami, palą kukły, wściekają się na siebie, to się nie denerwujmy, bo wszystko jest normalnie. Natomiast jak zaczynają być w stosunku do siebie życzliwi, mili, sympatyczni – uwaga, coś się zbliża, być może bardzo niebezpiecznego. Nam jest potrzebne jakieś nowe oświecenie, żeby ludzie w tym przeciwniku, tylko dlatego że ma inny „kolor" partyjny, nie widzieli tylko i wyłącznie wroga, ale usiłowali się jakoś wymienić z nim myślami. Choć być może, że ja im stawiam zbyt wysoko poprzeczkę.

Pan „chłostał" piosenkami „małą stabilizację" lat 70. A jak pan ocenia dzisiejszy głód konsumpcji? Chorujemy?

Trudno jest tego ludziom zabronić, bo skoro są możliwości i skoro rzecz się odbywa legalnie, to dlaczego nie.

A jeśli to wypełnia całe życie?

Jest jeszcze druga strona tego medalu, mianowicie taka, że z przykrością czytam doniesienia o tragicznym stanie czytelnictwa, z przykrością przyglądam się poziomowi telewizji. Mam jeden dobry przykład… Kiedyś do telewizji, bo tak się opłacało, bo taniej było, wpuszczono studentów, amatorów, którzy się zajmowali kabaretem. Dziś oni się tak rozplenili, jak króliki, tylko że poziom, który oni reprezentują, jest zupełnie tragiczny. Opadają ręce. To jest wszystko na zasadzie odwzorowania pewnego snobizmu, jak sobie to całe środowisko nuworyszowskie wyobraża wielki świat, ciągle ta sama tęsknota, tylko rekwizyty się zmieniają.

A pan jakim jest konsumentem? Kiedy pan ostatni raz zmienił lodówkę?

Już nawet nie pomnę kiedy, mam jakiś demobil kompletny.

Panu samemu co ta wolność przyniosła?

Niewątpliwie podstawa dla mnie to było zniesienie cenzury.

Które podcięło panu skrzydła satyryczno-publicystyczne.

O, paradoksie. Ale bez przesady, po zniesieniu cenzury jeszcze wiele lat pisałem, już zupełnie spokojny, że mi żaden pan z gumką myszką nie będzie w to ingerował. Poza tym na samym początku, po 1989 r., ten oddech był szerszy, wolność przyniosła tak dużo nadziei, że jeszcze do końca nie wygasła. Tylko sobie należy życzyć, żeby młodzi Polacy mieli jakoś ten świat w głowie ułożony. Kiedyś w piosence „Dzieci Kolumba" napisałem taką puentę, że „niech nadzieja świata i nieodkryta ziemia się w dali uśmiecha / nim ci się wszystko zmieni w stół, w miskę, w tapczan, w szafę z orzecha". To aktualne i dlatego młodzi powinni wiedzieć, że istnieje coś takiego jak imponderabilia, na które trzeba się w życiu orientować.

Nikt im nie mówi, że są imponderabilia.

Jeżeli marzyłbym o tym, żeby powstało dzieło o naprawie Rzeczypospolitej, to jakiś rozdział temu poświęcony powinien tam być. O rzeczach, które nie przemijają.

Co to są za imponderabilia?

Przede wszystkim uczciwość w działaniu, jednocześnie chęć działania, chociaż troszeczkę, dla dobra publicznego, żeby nie tylko ja i moja rodzina, ale żeby i ten ogół mógł trochę na tym zyskiwać. Porządna, uczciwa, rzetelna praca. Takim moim rzeczywiście imponderabilium był tekst, który przez wiele lat był traktowany przez cenzurę jako tekst nihilistyczny i obrazoburczy, nazywał się „Róbmy swoje". Miałem z cenzorem taką rozmowę. – Czego pan od tego tekstu chce, przecież tutaj nic nie ma? On mówi: – Proszę pana, jak Polak mówi „róbmy swoje", to znaczy, że on chce zmienić ustrój. Ja tak wtedy rozumiałem ten tekst, cenzor miał rację.

A inne imponderabilia?

Potrzeba autorytetu, wiara w autorytet, wiara w potęgę ludzkiej inteligencji. To znaczy to, że przy rozsądnej wymianie myśli można dojść do bardzo pozytywnych rezultatów, pod warunkiem że to się nie odbywa w atmosferze presji, zapalania pochodni, wznoszenia okrzyków, tylko że się siada przy stole i się spokojnie dyskutuje.

Sukces może być imponderabilium?

Ja nigdy nie szukałem sukcesu jako sukcesu. Natomiast niewątpliwie czułem coś takiego podczas koncertów, kiedy śpiewałem do pełnej Sali Kongresowej i czułem, że ludzie mnie rozumieją, akceptują, że następuje między nami wymiana myśli, więź powstaje. Jakieś wspomnienie tego nadal mi towarzyszy i myślę, że jeszcze ostatniego słowa nie powiedziałem, spróbuję jeszcze coś zrobić.

Pamięta pan, kiedy się poczuł kimś wyjątkowym?

Nigdy, na szczęście, „palma mi nie odbiła". Natomiast kiedy została opublikowana piosenka „Jesteśmy na wczasach", to zdobyła piorunem tak cholerną popularność, że jak się tylko gdzieś pojawiałem, to nie było faceta, który by mnie nie zaczepił. I nie tylko z powodu tej piosenki, ale żeby ze mną pogadać, miał mnie za kolegę. Wtedy poczułem popularność i nigdy od niej nie uciekałem. Ja tych ludzi, którzy mnie zaczepiali, którzy chcieli ze mną pogadać, zawsze szanowałem.

Mimo że wołali za panem: „Pucio, pucio!"?

Trudno, uśmiechałem się.

Pan mówi o popularności, a ja mówię o wyjątkowości. O takim momencie, kiedy młody człowiek bierze kartkę, coś zapisuje na niej i czuje, że to jest właśnie to, że on jest trochę inny niż inni, bo siada i pisze.

Nigdy nie pisałem z takim zamiarem, że ja napiszę coś innego niż inni, zawsze pisałem z takim zamiarem, że spróbuję napisać coś istotnego, coś ważnego, coś, co mi leży na sercu. Nigdy nie uważałem i chyba nadal nie będę uważał, że coś, co ja napisałem, jest wspaniałe, jedyne w swoim rodzaju.

Zaraz, zaraz, jest pan Młynarskim, trochę wiary w siebie!

To jest tak samo jak z tremą. Parę razy spotkałem młodych ludzi, którzy występują na estradzie i ich pytałem, czy oni mają tremę, bo ja mam, a oni na to: „A co to takiego?".

W wątku lirycznym pańskiej twórczości, jak to w lirycznym, występuje obficie miłość. Nie bał się pan takiego tematu i związanej z nim możliwej grafomanii?

Zadał mi pan takie samo pytanie, jak Kalina Jędrusik, kiedy jej przyniosłem tekst pod tytułem „Z kim tak ci będzie źle, jak ze mną". Ona to przeczytała i powiedziała, a pierwszy raz się widzieliśmy, miałem 21 lat: „Młody człowieku, skąd pan wie takie rzeczy o kobiecie?". I ja powiedziałem: „Pani Kalino, z wyobraźni”.

Teraz ma pan oprócz wyobraźni doświadczenie, ma pan prawie 70 lat. Warto kochać, czy dać sobie z tym spokój?

Bez tego nie ma życia, i to nie jest rzecz przypisana jakiemuś wiekowi, to się oczywiście zmienia, ewoluuje, przybywa nowych barw, a niektórych ubywa, ale to jest nasz motor.

W pańskim wieku jakich barw przybywa, bo mnie to czeka, więc z osobistej ciekawości pytam?

Niewątpliwie przybywa doświadczeń, na pewno nie ubywa nadziei, i może przybywa czułości, potrzeby czułości i oddawania czułości. To jest szalenie intymna sfera osobista, ale mnie żal tych ludzi, którzy ją sobie odpuścili.

Bardziej niż tych bez poczucia humoru?

Trudno wartościować, ale dla mnie jest szalenie ważne, że istnieje taka nieformalna wspólnota poczucia humoru. Ja takich ludzi rozpoznaję po uśmiechu, po błysku oka, po jakimś małym komentarzu. I świetnie rozpoznaję ludzi, którzy są nabzdyczeni, bez uśmiechu, zasadniczy, wściekli jakby z założenia na rzeczywistość.

A jak pan sobie daje radę z myślami o śmierci?

Kiedyś, w wywiadzie dla kanału Kultura, musiałem wypełnić coś w rodzaju „kwestionariusza Prousta", a jedno z pytań brzmiało: jak ja bym chciał umrzeć? I odpowiedziałem, że chciałbym umrzeć cicho i nie sprawiając kłopotu innym. Natomiast myślę o śmierci z ciekawością, dlatego że wierzę, że jest coś dalej.

Ludzie z poczuciem humoru umierają inaczej i inaczej się śmierci boją, można taką ryzykowną tezę postawić? A może w chwili śmierci tracimy poczucie humoru?

Trudno mi jest coś, na razie, na ten temat powiedzieć. Zajmowałem się kiedyś twórczością Georges’a Brassensa i on bardzo dużo napisał tekstów na ten temat, właśnie tak to oswajał, we wszystkich tych tekstach mówił, że z tym strachem da się żyć aż do śmierci.

Można powiedzieć, że pan ma obsesję normalności?

Ale jak mam nie mieć, kiedy to jest tęsknota za czymś, czego nie ma? My nie żyjemy w całkiem normalnym kraju. Jak się z chorym rozmawia, to najpierw trzeba go zapytać, czy on tę chorobę uznaje, czy on się zgadza, że on jest chory? A dopiero potem jest następny krok, czy wdroży leczenie? My jesteśmy na etapie, w którym normalnie nie jest, a wszyscy uważają na ogół, że jest, że nie ma o czym mówić, że się nie ma czym przejmować. Ja uważam, że jest się czym przejmować.

Okładka tygodnika WPROST: 2/2011
Więcej możesz przeczytać w 2/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 12
  • Panie Mlynarczyk.....teraz ja....... IP
    jestesmy w Warszawie......kaczki sraja w stawie......wszedzie rozkopane, az sie rzygac chce......sniegu do cholery..... prezydent nieszczery...do Obamy mowi.....z Jaruzalskim chce......
    • Panie Mlynarczyk.....pan to umie z tym Petrzakie IP
      tak zaspiewac, ze u nas w Bilgoraju wszyscy placzemy......a te pana corki, panie Mlynarczyk----to juz wogole, co za wdziek, jaka elokwencja...pani Paulina to raz powiedziala,ze po murzynie , ktorego miala w Paryzu, to juz z bialasem jej nie wychodzilo.......bo ciagle myslala o tym murzynie z tym instrumentem...ata druga corka, dobra , ale jaka naiwna, przeciez ten kret to gambler i oszust matrymonialny w dodatku na wpol impotent..i po co jej to bylo a reputacja to pies, panu przyjemnego pozdrowienia.
      • Bywac salonowy IP
        Przejdz Judaszu koniunkturalny do Wyborczej-Piłata byś zdradził
        W życiu słowa prawdy nie powiedziałeś
        • Mordo ty moja...zostaw alkohol..............a p IP
          pucio-pucio.
          • gucjer IP
            Wojtek Młynarski jest osobowością tyleż niepowtarzalną, co niedoścignioną. Jest poetą, który w strofy swoich tekstów często wplatał politykę tak inteligentnie zakamuflowaną, że kochana władzuchna nie bardzo jarzyła o czym mowa. Tę jego frazę spijałem jak zimne piwko w  letni dzionek. Mam kilka płyt Wojtka, których słuchając pozbywam się kompleksu zgnębionego Polaka. Zawsze potrafił określić i humorystycznie spuentować trudne, często absurdalne sytuacje, w których bywało nam się znaleźć. Inteligentny humor to jego tworzywo i kto tego nie rozumie toć cep. Pozdrawiam kochanego Pana Wojtka i życzę zdrówka . . . Jurek

            Spis treści tygodnika Wprost nr 2/2011 (1457)

            • Nasz Gross problem 9 sty 2011, 12:00 Nawet oczywiste defekty nowej książki Jana Tomasza Grossa nie mogą być dla nas, Polaków, alibi umożliwiającym ucieczkę od bardzo bolesnych odpowiedzi na bardzo trudne pytania. 6
            • Na skróty 9 sty 2011, 12:00 Kolejna ofensywa Tuska Premier Donald Tusk dokonał przeglądu resortów i planuje ofensywę ustawową. Tymczasem koalicja nie dokończyła jeszcze hucznie zapowiadanej ofensywy rozpoczętej na jesieni. Jej częścią były między innymi reforma... 8
            • Na górze róże 9 sty 2011, 12:00 Opóźnienia w budowie autostrad, bałagan na kolei to wszystko za mało, by premier odwołał ministra infrastruktury. Ja tam rozumiem Donalda Tuska. Po pierwsze, nie jeździ pociągiem. Po drugie, jeździ rządowym konwojem na sygnale, to co mu... 11
            • Życie jest nowelą 9 sty 2011, 12:00 „Super Express" dotarł do wstrząsających informacji. Podobno Dżołana Krupa może nie poprowadzić drugiej edycji „Tap madl". Co więcej, chodzą słuchy, że modelka może nauczyć się mówić po polsku. Zdesperowani... 12
            • Polak prawdziwy 9 sty 2011, 12:00 To co uważa za polskie grzechy, obnaża z premedytacją. Własne życie chroni szczelną kurtyną milczenia. A właśnie ono pozwala zrozumieć jego upór w ujawnianiu zapomnianych wydarzeń z polskiej historii. 15
            • Bohaterstwo, przyzwolenie, współudział 9 sty 2011, 12:00 Grossowi trzeba podziękować, bo zmusza nas do rewizji polskiego samozachwytu. Ale mój opór budzą wszelkie generalizacje. Nie było jednolitej postawy polskiego społeczeństwa wobec Żydów w czasach Holocaustu: było prawdziwe zdziczenie, ale też poświęcenie – mówi prof.... 18
            • Historia mówiona po cichu 9 sty 2011, 12:00 Nie było zbiorowej amnezji. O tym, co złego działo się w czasie Zagłady i zaraz po niej, wiedzieli wszyscy. Tyle że wiedzieć nie znaczy wspominać czy opowiadać. Dlatego wokół Zagłady, zwłaszcza na wsi, do dziś panuje milczenie. 22
            • Dwa światy 9 sty 2011, 12:00 Hołdys: Ja mówię o budowaniu kruchej konstrukcji, opartej na domniemaniach, a nie faktach. Pospieszalski: Ale Zbyszek! Ginie 96 osób w tragiczny sposób... Hołdys: Ginie prezydent Kennedy... Pospieszalski: Ale zaczekaj! Ginie prezydent na terytorium kraju, z którym mamy... 26
            • Ostatni filar 9 sty 2011, 12:00 Dlaczego rząd zdecydował się na drastyczne obniżenie składki przekazywanej do OFE? Ogólnie rzecz ujmując – ze strachu przed tym, co w kraju i za granicą może przynieść rok 2011. 32
            • Początek szorstkiej przyjaźni 9 sty 2011, 12:00 Role były rozpisane. Donald Tusk to samiec alfa, więc musi rządzić. Bronisław Komorowski jako osobnik beta miał tylko pilnować żyrandola. Ale zaczął premiera kąsać. Właśnie zablokował pierwszą ustawę. 36
            • Nienormalnie jest 9 sty 2011, 12:00 Wojciech Młynarski odgraża się że jeszcze nam zaśpiewa, co o nas myśli. Ale jeszcze nie teraz. A nie myśli o nas, naszej wolności najlepiej. Przeczytaj, zanim usłyszysz. 40
            • Rok Marii rokiem emancypacji? 9 sty 2011, 12:00 Maria Skłodowska-Curie podjęła się naukowych wyzwań rzekomo wbrew naturze, a na pewno wbrew opiniom męskiego establishmentu, wbrew patriarchalnemu społeczeństwu. 45
            • Obiecanki 9 sty 2011, 12:00 W kampanii wyborczej oraz w pierwszym wystąpieniu po objęciu urzędu politycy składają liczne obietnice, czyli obiecanki cacanki. 46
            • Juror wszechmogący 9 sty 2011, 12:00 Przepis na sukces programu typu talent show jest prosty: właściwie dobrane jury. Powinien w nim zasiąść dobry i zły policjant, którzy będą się z sobą ostro kłócić. Cięte riposty należy im napisać wcześniej, niech przećwiczą. A potem mogą już błyszczeć, w końcu to oni, a nie... 48
            • Jeszcze bym pożyła 9 sty 2011, 12:00 Pisała pisma, błagała o pomoc, ale urzędnicy byli nieugięci. Mają przepisy i muszą się ich trzymać. Postanowiła więc poskarżyć się do Trybunału w Strasburgu. Oskarża państwo polskie o to, że skazuje ją na śmierć. 52
            • Naciąganie seniora 9 sty 2011, 12:00 Uważaj! Oni mogą przyjść też do twoich starych rodziców i namówić ich na zakup zupełnie niepotrzebnego drogiego bubla. Bo czują się bezkarni. 54
            • Wojna totalna 9 sty 2011, 12:00 Republikanie, którzy zdobyli większość w amerykańskiej izbie reprezentantów, już ruszyli przeciw prezydentowi Obamie. Na początek chcą zdemontować reformę służby zdrowia, którą Obama uważa za swój największy sukces. Na początek. 56
            • Mały wielki kraj 9 sty 2011, 12:00 O tym, jak bałtyccy Skandynawowie zadziwili Europę i zafundowali sobie euro. 60
            • Wszyscy przyjaciele zabójcy 9 sty 2011, 12:00 W Grecji i we Włoszech odradza się ruch anarchoterrorystów. Jego ojcem chrzestnym mógłby być Cesare Battisti. Lewacki bojówkarz, skazany w Rzymie za współudział w czterech morderstwach, ukrywa się w Brazylii. Z pomocą brazylijskich władz. 62
            • Dwóch ojców, dwie matki, jedno dziecko 9 sty 2011, 12:00 Elton John został w Boże Narodzenie ojcem. Chłopca wychowa ze swoim mężem. Czy i kiedy coś podobnego będzie możliwe w Polsce? 64
            • Wdrodze donikąd 9 sty 2011, 12:00 Polskie lokomotywy stoją na stacjach, ale nie sapią, nie dyszą i nie dmuchają. Po prostu stoją, bo stan torów, taboru oraz umysłu polityków i szefów PKP sprawia, że i tak nie mogą wyjechać. 66
            • 7 mitów o OFE 9 sty 2011, 12:00 Wszelkie dyskusje na temat systemu emerytalnego nie mają sensu, dopóki nie zdamy sobie sprawy, że ZUS niczego nie „mnoży”, jedynie dzieli. 70
            • Władca butów 9 sty 2011, 12:00 Gdy ekonomiści straszyli nas kryzysem, a giełda spadała na łeb, na szyję, cyferki na koncie Dariusza Miłka aż wirowały. Złe czasy dla gospodarki to dobre czasy dla firm oferujących towary dla oszczędnych. 74
            • Podstępne warzywo atakuje 9 sty 2011, 12:00 Jeśli myślisz serio o przestępczej karierze, to zastanów się nad przemytem czosnku. Są dwa problemy – przede wszystkim zapach. A poza tym z całą pewnością nie będziesz pierwszy. Zarobić można nawet 150 tysięcy złotych na jednym kontenerze. 78
            • Czasie, zwolnij! 9 sty 2011, 12:00 Sekundę poszatkowaliśmy niedawno na trylionowe części i poczuliśmy się panami świata. Jednocześnie nie potrafimy zapanować nad tym, że mózg robi z naszym poczuciem czasu, co chce. Jak zyskać więcej czasu? 80
            • iRewolucja 9 sty 2011, 12:00 Dokładnie dziesięć lat temu firma Apple wprowadziła na rynek program ITunes i w rezultacie zmieniła naprawdę spory fragment współczesnej kultury. 82
            • Imperium mitów 9 sty 2011, 12:00 Martin Scorsese, jeden z najwybitniejszych twórców w dziejach amerykańskiego filmu, wyreżyserował… telewizyjny serial. W poniedziałek w HBO polska premiera pierwszego odcinka „Zakazanego imperium”. Artysta znów zabrał się do tego, co wychodzi mu najlepiej:... 85
            • Konserwatywny lewicowiec 9 sty 2011, 12:00 Choć hołduje tradycyjnym katolickim wartościom, związał się z młodą lewicą. Teraz Jan Klata, wystawiając „Utwór o Matce i Ojczyźnie” Bożeny Keff, jeszcze bardziej zbliżył się do tego środowiska – został feministą. 88
            • Wizerunek Złego 9 sty 2011, 12:00 To samo zdjęcie, które sprowokowało Jana Tomasza Grossa do napisania „Złotych Żniw” przez ostatnie dwa lata wisiało nad biurkiem Mirosława Bałki. Bo Holocaust to wciąż dla najwybitniejszego współczesnego polskiego artysty temat podstawowy. Czego dowodem najnowsza... 90
            • Pracował, żeby żyć 9 sty 2011, 12:00 – Nie pamiętam go inaczej, jak tylko pogodnego i promiennego. Zawsze był uśmiechnięty – wspomina aktorka Krystyna Tkacz. Był jednym z najpopularniejszych aktorów swojego pokolenia. Krzysztof Kolberger zmarł po wieloletniej walce z rakiem. 92
            • Befsztyk tatarski 9 sty 2011, 12:00 Kilka nieco mniej znanych, magicznych sposobów, żeby udał się tak, jak nigdzie indziej na świecie. 96
            • Psychotest z elementami thrillera politycznego 9 sty 2011, 12:00 Ostatnie dni zaskoczyły nas dobrymi nowinami: trzej królowie dotarli na czas (chytrusy omijały tory kolejowe z daleka), minister Grabarczyk dostał kwiaty, a zima ogłosiła czasowe zawieszenie broni. Żyje się lepiej, wszystkim. Czas przygotować się do wyborów parlamentarnych. 97
            • Tomasz Lis zaprasza wszystkich, czyli ciąg dalszy nastąpił 9 sty 2011, 12:00 Opis: Tomasz Lis spogląda w stronę wejścia do studia. Z poprzedniego odcinka wiemy, że pojawić ma się właśnie gwiazda programu noworocznego. 97
            • Gdańskie obrady styczniowej nocy 9 sty 2011, 12:00 Od lat nad Motławą zbierają się gdańscy prześmiewcy, by przyznać złośliwe tytuły. Tym razem gościł nas klub Kawalerka, który wpuszcza też damy. Zaczęliśmy od wyboru damy. 98

            ZKDP - Nakład kontrolowany