Siostry z Powązek

Siostry z Powązek

Mówią o sobie „powązkowskie siostry”. Na warszawskim cmentarzu pochowały bliskich, którzy zginęli w katastrofie pod Smoleńskiem. A potem, stojąc nad ich grobami, zaprzyjaźniły się z sobą.
Mojej córce śniło się, że wszystkie tu, na Powązkach, robimy sobie grilla. Jest dużo miejsca, siedzimy razem, rozmawiamy. To było takie naturalne – mówi Lucyna Gągor, żona generała Franciszka Gągora, szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, który zginął w katastrofie tupolewa 10 kwietnia 2010 r. Prosi, by nie nazywać jej wdową.

Halina Jankowska w katastrofie straciła syna, Dariusza Jankowskiego, pracownika Kancelarii Prezydenta: – Kiedy zrobiło się zimno i kilka dni mnie nie było na cmentarzu, pani Basia Kazana razem z córką sprzątały grób mojego synka. A ja nie mogę się im odwdzięczyć, bo przychodzą tutaj codziennie.

Barbara Stasiak, żona Władysława Stasiaka, szefa Kancelarii Prezydenta: – Całkiem niedawno uświadomiłam sobie, że my przecież będziemy sąsiadkami na wieczność. Za życia wiemy już, kto obok kogo będzie leżał.

Podlana trawa u Andrzeja

Kwatera KII na warszawskich Powązkach, od 20 kwietnia 2010 r., kiedy odbyły się pogrzeby ofiar, nazywana po prostu kwaterą smoleńską. 21 mogił, każda zadbana, na każdej stoją świeże kwiaty, palą się znicze. Na niektórych stoją gipsowe aniołki, na innych serduszka, ceramiczne ptaszki, jakieś drobiazgi przyniesione z domu przez bliskich. Na płycie grobu oficera BOR, szefa ochrony prezydenta Pawła Janeczka odbite dwie dłonie – żony i syna. A na grobie jego kolegi podporucznika Piotra Noska z BOR wykuty z metalu pistolet. W kwaterze smoleńskiej najgwarniej jest zawsze w soboty i niedziele. Rodziny ofiar przychodzą z dziećmi, z wnukami.

Lucyna Gągor: – To nie było tak, że dzień po pogrzebie do siebie podeszłyśmy. Razem z córką kilka tygodni patrzyłyśmy na Basię Stasiak, żonę ministra Władysława Stasiaka, zanim odważyłyśmy się podejść i zagadać. Zawsze stała taka cicha i smutna. W końcu podeszłyśmy do niej nieśmiało, przedstawiłyśmy się. Tak samo z Basią Kazaną i jej córką. Nasze groby są przedzielone pomnikiem, więc miałyśmy do siebie trochę nie po drodze. I nawet nie pamiętam, jak to się stało, że zaczęłyśmy rozmawiać, a potem już umawiać się na konkretne godziny, tu na cmentarzu.

Barbara Stasiak: – Z żoną i córką pana Kazany pierwszy raz rozmawiałam w Moskwie tuż po katastrofie. Przedstawiły się i powiedziały, że ich mąż i ojciec pracował z moim mężem. I że bardzo sobie cenił tę współpracę. Ja powiedziałam, że od Władka słyszałam same dobre rzeczy o dyrektorze Kazanie. A potem na Powązkach już jakoś samo przyszło.

Halina Jankowska: – Podchodziłyśmy do siebie zupełnie spontanicznie. Te pierwsze rozmowy były zwyczajne. Pytałyśmy siebie nawzajem, jak się czujemy, co myślimy o tym, co się działo wokół katastrofy, a nawet jakie kwiaty będziemy następnego dnia kupować na groby. Pamiętam, że przychodził wtedy narzeczony tej młodziutkiej stewardesy, bardzo rozpaczał.

Barbara Kazana: – Czasami od bramy cmentarza do kwatery smoleńskiej szłyśmy z Justynką nawet 45 minut. Bo spotykałyśmy po drodze tych, co już wracali. Z każdym trzeba się przywitać, zamienić choć kilka słów, opowiedzieć, co się wydarzyło, jakie mamy plany na ten dzień. W cieplejsze dni na Powązkach pojawiły się straszne tłumy, trudno było porozmawiać, więc zaprosiłyśmy kilkanaście osób do nas do domu. Potem takie spotkanie było też u Lucyny Gągor, u Joli Przewoźnik, u Beatki Lubińskiej i Asi Racewicz. Czasami zwykła kawa, czasami kolacja.

Dziennikarka Joanna Racewicz, która w katastrofie straciła męża, kapitana Pawła Janeczka, we wstępie do wydanej właśnie książki „12 rozmów o miłości. Rok po katastrofie", tak pisze o powązkowskich przyjaźniach: „Nie znałam wcześniej Joli, Basi, Lucyny, Magdy, Małgosi. Żadnej z NICH. I zapewne nasze drogi nigdy by się nie przecięły. A potem? Potem wystarczyło spojrzenie, pożyczona konewka na Powązkach, zapałki od zniczy, kilka prostych słów. Czasem słów w tym osobliwym języku, niepojętym dla postronnych: »Podlałam trawę u Andrzeja«, »U Franka wszystko się pali«”.

Świąt tym razem nie było

Lucyna Gągor bardzo nie chciała, żeby jej mąż leciał do Katynia. Widziała, że jest zmęczony, miał wyjątkowo pracowity tydzień. Nawet namawiała go, żeby tym razem odpuścił, żeby skłamał, że ma jakieś badania albo że jest chory. Byle został w domu. Ale mąż, zawsze nienaganny generał, odpowiedział tylko, że prezydentowi się nie odmawia. Nie dyskutowała z takim argumentem. W sobotę 10 kwietnia rano, gdy już wyszedł, nie wróciła do łóżka. Ubrała się, potem poszła po zakupy, żeby mieć wszystko z głowy i spokojnie obejrzeć transmisję z uroczystości w Katyniu. – Stałam przy kominku, tu, gdzie teraz mam poustawiane zdjęcia męża. Kiedy usłyszałam, co się stało, byłam w szoku. Nie wiedziałam, co robić. Chwyciłam za telefon. Do kogo dzwonić? Do niego? Syn akurat był na jakimś szkoleniu, więc wykręciłam numer córki. Kaja na piżamę założyła spodnie i razem z narzeczonym przyjechała do mnie. I już została. Ojciec odszedł, a ona wróciła do domu.

Teraz są na Powązkach właściwie codziennie. Na początku przychodziły jeszcze częściej, nawet po 3-4 razy każdego dnia. – Chodziłyśmy do południa, wracałyśmy do domu i Kaja mówi: „Ja potrzebuję iść do taty". Wsiadamy więc w auto i jedziemy. Potem siedzimy sobie wieczorem w domu, a ona to samo. No to wsiadamy, jedziemy jeszcze raz. Mieszkamy na Bemowie, więc na Powązki mamy blisko – opowiada Lucyna Gągor. Pamięta, że strasznie przerażała je obie wizja samotnych świąt Bożego Narodzenia. To miały być pierwsze święta bez męża. Na ratunek przyszła Barbara Kazana, która po prostu oświadczyła: „Wyjedźmy na tydzień do Egiptu”. Lucyna Gągor wahała się, bo jej synowa była w zaawansowanej ciąży i wiadomo było, że syn musi zostać w kraju. – Ale on powiedział: „Mamo, leć, my sobie poradzimy”. Więc poleciałyśmy – wspomina żona generała Gągora. Ona zabrała Kaję, Barbara wzięła swoją Justynę. – 24 grudnia zorganizowałyśmy wycieczkę do Kairu. Cały dzień zwiedzałyśmy. W hotelu była jakaś wigilia, ale my się na nią nie zapisałyśmy. Wróciłyśmy do pokoju przed północą. Nie było żadnych świąt – mówi Lucyna Gągor.

Ta wycieczka była dla niej ważna z jeszcze jednego powodu: zawsze chciała zobaczyć Egipt, bo na Synaju mąż był na swojej pierwszej misji, jeszcze w latach 70. Barbara Kazana tak wspomina tamte święta: – Wymyśliłam ten Kair w Wigilię, żeby nie było atmosfery świąt. Żebyśmy nie musiały się zastanawiać, czy złożyć sobie życzenia i podzielić się opłatkiem. W naszej rodzinie Wigilia zawsze była najważniejszym dniem w roku. Mariusz łamał opłatek i mówił: „Obyśmy spotkali się w takim samym gronie za rok". Na sylwestra wróciłyśmy już do Polski. Nikt nie miał odwagi nas zaprosić, wiadomo, zresztą czułybyśmy się niezręcznie. Justynka nie chciała, żebyśmy były tego dnia same. Zaprosiłam więc dziewczyny do siebie. Nie składałyśmy sobie życzeń, wyjęłyśmy tylko zdjęcia naszych chłopaków, trzymałyśmy się za ręce.

Dwie kawy proszę

Barbary Stasiak jeszcze rok temu nie imały się żadne smutki. A nawet jak się smuciła, myślała: „Zaraz porozmawiam o tym z Władkiem, on na pewno znajdzie rozwiązanie". Przez jakiś czas po katastrofie ciągle myślała, że on żyje. Zdarzało się, że wysyłała SMS, czasem łapała za komórkę, by do niego zadzwonić.

na wakacje na hiszpańską Fuerteventurę i któregoś dnia popłynęła samotnie na jedną z Wysp Kanaryjskich, weszła do miejscowej knajpki i powiedziała: „Dwie kawy poproszę". Kelner spojrzał na nią ze zdziwieniem i zapytał: „Dwie?”. Dopiero wtedy dotarło do niej, że jest sama, przyjechała bez męża. Do tej pory zawsze podróżowali razem. Od dnia katastrofy Barbara Stasiak ani przez chwilę nie była sama. Właściwie cały czas towarzyszył jej ktoś z rodziny, znajomi albo przyjaciele.

– Na samym początku nawet podejrzewałam, że sobie grafik ustalili, bo jak tylko ktoś wychodził, to pojawiał się zaraz ktoś inny – wspomina. Najtrudniejsze było, i zresztą nadal jest, nauczenie się tych wszystkich czynności, które kiedyś wykonywała razem z mężem. – Teraz muszę je wykonywać samotnie i to jest strasznie trudne. W takich chwilach chwytam za telefon i dzwonię do przyjaciółek z Powązek, czasem nawet w środku nocy. Bo one wiedzą, że to dla mnie ważne, i zawsze odbierają. Nie, nie chodzi o jakieś konkretne sprawy, po prostu czasem trzeba z kimś porozmawiać – mówi Barbara Stasiak. – Zdarza się, że znajomi moich przyjaciółek z Powązek proszą mnie o kontakt z nimi, bo od nich nie odbierają telefonu. A wiadomo, że jak zobaczą mój numer, to odbiorą.

Jolanta Przewoźnik, która pod Smoleńskiem straciła męża Andrzeja, sekretarza generalnego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, nie umie odpowiedzieć na pytanie, które wszyscy jej zadają: jak sobie radzi po 10 kwietnia. – Jestem... To chyba jedyne, co mogę powiedzieć – mówi. Po katastrofie niemal od razu rzuciła się w wir pracy. Dom, dzieci, niedokończone sprawy męża historyka, które ona chce za niego pozamykać. – Bo jego praca nie może się zmarnować – podkreśla. Nie może być na Powązkach codziennie, ale nie martwi się tym. – Wiem, że nawet jeśli znicz, który mu stawiam, zgaśnie, to dziewczyny zaraz podejdą i zapalą. Zawsze się lampka u Andrzeja pali – mówi. Po katastrofie wielu znajomych przestało dzwonić, nawet najwierniejsi nie przychodzą już tak często jak dawniej. Nie wiedzą, jak się zachować, o czym rozmawiać, a jakiego tematu nie poruszać. I czy w ogóle można mówić o katastrofie?

Miejsce tych znajomości zajęły powązkowskie przyjaźnie. Zbliżyły nie tylko żony i matki ofiar smoleńskiej katastrofy, ale również ich dzieci. Wanda Buk, córka generała Buka, zaprzyjaźniła się na cmentarzu z Justyną Kazaną. Jeśli dłużej nie mogą się zobaczyć, godzinami rozmawiają przez telefon. Powązkowskie siostry czują się czasem jak bohaterki filmu „Volver" Pedro Almodóvara. W jednej z pierwszych scen mieszkanki niewielkiego hiszpańskiego miasteczka porządkują groby swoich bliskich. Sprzątając, rozmawiają, zwierzają się sobie nawzajem. Właśnie to skojarzenie stało się dla Joanny Racewicz impulsem do napisania książki, zbioru wywiadów z powązkowskimi przyjaciółkami. Rozmawiała z nimi wszędzie: w kawiarni, w domu i oczywiście na cmentarzu.

Zdarza się, że mam jakieś przeczucie i dzwonię do którejś z dziewczyn. I okazuje się, że ona rzeczywiście akurat w tej chwili potrzebuje pomocy, choćby tylko rozmowy. Wiem, że to takie dziewiczo-romantyczne, jak z powieści Rodziewiczówny. Ale tak naprawdę czujemy – tłumaczy dziennikarka.

Barbara Stasiak: – Wszystkie z nas wiedzą, co straciły. Każda rozumie, co czuje inna, wie, dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej. Pewnych rzeczy nie musimy sobie wyjaśniać, nie musimy nawet nic mówić. Ja wiem, że one wiedzą. I ta świadomość jest ważna. To taka wspólnota losu.

Ogromnie zjednoczył je wszystkie wyjazd na pielgrzymkę do Smoleńska, w październiku ubiegłego roku, sześć miesięcy po katastrofie. Halina Jankowska do dziś ma przed oczami strzępy prezydenckiego samolotu. – To było straszne. Patrzyłam na fragment wraku leżący na płycie lotniska i widziałam, że na wietrze unosiły się porozszarpywane taśmy filmowe. A ja wiedziałam, że mój syn, jadąc w takie rocznicowe podróże, zawsze zabierał z sobą jakieś filmy dla Polonii. Ten widok mnie zdruzgotał. Nie dałabym rady, gdyby nie dziewczyny – mówi.

Żałoba

Powązkowskie siostry mają świadomość, że ich żałoba jest wystawiona na publiczny widok. Nawet Powązki nie są azylem, wiecznie ktoś je pokazuje palcami albo zaczepia. Czasami czują się jak zwierzęta w zoo. Obcy ludzie zatrzymują się, żeby zrobić im zdjęcia. Stoją, patrzą, na głos komentują. Obsługa cmentarza przyzwyczaiła się już do pytań nauczycielek, które każdego dnia przyprowadzają tu swoje klasy: którędy do Smoleńska?

Barbara Stasiak: – A może w tym ciągłym blasku fleszy łatwiej się w sobie zebrać i zmobilizować do życia i działania. Bo przecież nie można się użalać nad sobą, gdy wszyscy patrzą. Trzeba trzymać ten fason. A zresztą myślę, że powinnam się cieszyć, że obcy ludzie chcą przychodzić na grób mojego męża. Halina Jankowska: – Mnie kiedyś jedna pani pomogła odgarniać śnieg. Tak, ludzie okazują nam tu mnóstwo życzliwości.

Wszystkie chciałyby jednak mieć żałobę tylko dla siebie. Przeżyć ją tak, jak przeżywa każdy człowiek, który nagle traci bliską osobę. Żeby serce nie pękało za każdym razem, gdy w telewizji znowu mówi się o katastrofie. – Może taka żałoba zacznie się dla nas 11 kwietnia o poranku? – zastanawiają się.

Okładka tygodnika WPROST: 15/2011
Więcej możesz przeczytać w 15/2011 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 5
  • Zbigniew , rocznik 1951 IP
    Stracić swojego ukochanego (albo ukochaną) to największy ból , jaki człowieka może spotkać. Kochane Panie , żyjcie dalej , bądźcie dzielne , żyjcie dla Waszych dzieci , wnuków .
    • Jola IP
      Musicie być dzielne Wasi Najbliżsi nie zginęli, oni dalej są z Nami
      • Asia IP
        cóż za płaczliwe zawodzenie. Kobiety,zacznijcie żyć a nie giąć sie nad grobami. Wy nie umarłyście. Wasi zmarli bliscy pragnęliby dla Was szczęścia a nie życia nieszczęściem.
        • mariola IP
          Łzy napłynęły mi do oczu, ścisnęło w gardle. Życzę bohaterkom artykułu dzielności i podziwiam Je. S

          Spis treści tygodnika Wprost nr 15/2011 (1470)

          • Dość! Ani kroku dalej! 10 kwi 2011, 12:00 Politycy PiS, z liderem tej partii na czele, metodycznie demolują akurat to, co w prezydenturze Lecha Kaczyńskiego warte było docenienia i uszanowania. 4
          • Na skróty 10 kwi 2011, 12:00 Weiwei odnalezionyAi Weiwei, chiński artysta i architekt, współtwórca stadionu narodowego w Pekinie, przebywa w areszcie i jest przesłuchiwany – podała w piątek agencja informacyjna Sinhua. 3 kwietnia Weiwei został zatrzymany na... 6
          • Oderwać Żoliborz od Polski 10 kwi 2011, 12:00 Po pierwsze, bardzo dziękuję za zaproszenie do współpracy z tygodnikiem „Wprost". Po drugie, chciałbym uświadomić wszystkim, że z mojego punktu widzenia pisanie do tak poważnego tygodnika obarczone jest ogromnym ryzykiem. Nie... 10
          • Każdy jazzman to złodziej 10 kwi 2011, 12:00 „Zły" z powieści Tyrmanda powrócił. Na starcie rozgromił gołymi rekami bandziora, który tłukł niewinnego człowieka w kolejce na trasie Pruszków – Warszawa. „Zły" szybko się zdekonspirował. Okazało się,... 12
          • Opcja śląska 10 kwi 2011, 12:00 Nikt jeszcze nie zrobił lepszego prezentu ruchowi autonomii śląska. Wystarczyło, że Jarosław Kaczyński napisał o śliskości jako zakamuflowanej opcji niemieckiej, a dziś każdy – jak Śląsk długi i szeroki – chce pokazać, że prezesa i jego partię ma w rzyci. 14
          • Jak dyrektor z prezesem 10 kwi 2011, 12:00 Jarosław Kaczyński i Tadeusz Rydzyk są jak stare małżeństwo. Miewają ciche dni, lecz przede wszystkim mają wspólny interes. Wybory. 19
          • Siostry z Powązek 10 kwi 2011, 12:00 Mówią o sobie „powązkowskie siostry”. Na warszawskim cmentarzu pochowały bliskich, którzy zginęli w katastrofie pod Smoleńskiem. A potem, stojąc nad ich grobami, zaprzyjaźniły się z sobą. 22
          • Przemysł smoleński 10 kwi 2011, 12:00 Spisuj i nagrywaj, nie zwlekaj, smoleńska tajemnica ciągle na wyjaśnienie czeka. Czyli o tym, co możemy przeczytać i obejrzeć na temat tragedii z 10 kwietnia. 27
          • Bond 10 kwi 2011, 12:00 Krzysztof Bondaryk wygląda jak niepozorny księgowy, ale podobno wie wszystko o wszystkich. Szef ABW to najmocniejszy człowiek tajnych służb. Czy ma zapis ostatniej rozmowy prezydenta z Jarosławem Kaczyńskim? 30
          • Nie jestem szeryfem 10 kwi 2011, 12:00 Jeżeli ktoś płynie z prądem, który prowadzi kraj na manowce, to może osiągać sukcesy wyborcze, ale nie jest liderem – mówi prof. Leszek Balcerowicz. I zarzuca rządowi perfidne intelektualne nadużycie. 34
          • Posmoleński słownik polityczny 10 kwi 2011, 12:00 Smoleńsk nie tylko podzielił Polskę, lecz także przeorał nasz język. Zmienił znaczenie pewnych pojęć, uwypuklił inne. 37
          • Smoleńska sieczka 10 kwi 2011, 12:00 Mam pretensje, że nikt nie odważa się jasno powiedzieć, iż katastrofa smoleńska to efekt splotu nieszczęśliwych okoliczności, a ich odtworzenie zapewne będzie niemożliwe. 38
          • Byłem poczwarą 10 kwi 2011, 12:00 Cała polska śledziła jego walkę z białaczką, poszukiwanie dawcy szpiku. Już prawie wygrał. Oto pierwsza opowieść Nergala, czyli Adama Darskiego, o tym, co przeżył. 40
          • Staruch się zagotował 10 kwi 2011, 12:00 Kibol Staruch w zeszłym tygodniu uderzył piłkarza własnej drużyny. Nie ma jasności, czy Starucha uda się wyrzucić z naszych stadionów przed Euro 2012. Bo Staruch jest inteligentny, wygadany i pewny siebie. 48
          • Seminarium toksyczne 10 kwi 2011, 12:00 Wojskowy dryl, nieustanna kontrola i misterny system donosów. A do tego straszenie karą za złamanie któregoś z licznych zakazów. Tak wygląda kształcenie przyszłych księży w części polskich seminariów. 51
          • Wszystko na sprzedaż 10 kwi 2011, 12:00 William i Kate szykują się do ślubu, a wszyscy Brytyjczycy już liczą potencjalne zyski. 54
          • Islamofobia po francusku 10 kwi 2011, 12:00 Czy francuscy muzułmanie, zwracając w modlitwie twarze w stronę mekki, muszą jednocześnie pokazywać plecy v republice? Francja, która ma z muzułmanami coraz większy problem, mówi, że nie. 58
          • Władza, czyli Power 10 kwi 2011, 12:00 Interwencja w Libii to sprawka trzech kobiet: sekretarz stanu Hillary Clinton, ambasador USA przy ONZ Susan Rice i Samanty Power z rady bezpieczeństwa narodowego. Pierwsza załatwiła sprawę z NATO, druga – z ONZ, ale najważniejszą rolę odegrała trzecia. 62
          • Cy Pep ucieknie z domu? 10 kwi 2011, 12:00 Pod wodzą Pepa Guardioli Barcelona kolejny sezon dominuje w lidze hiszpańskiej i lidze mistrzów. „Prezesi Barcy powinni podpisać z nim kontrakt na 50 lat!” – mówi jego wielki trenerski rywal José Mourinho. Lecz Guardiola szykuje się do opuszczenia najlepszej... 64
          • Na dłużników ironman 10 kwi 2011, 12:00 Czy windykacja długów może być przyjemna? Na pewno dochodowa. Przekonuje o tym Piotr Krupa, największy windykator w Polsce, który właśnie szykuje swoją firmę do wejścia na giełdę. 68
          • M jak marzenie 10 kwi 2011, 12:00 Za przeciętną płacę statystyczny polak może kupić pół metra kwadratowego mieszkania w swoim mieście. Polacy obok Rumunów kupują najmniejsze mieszkania w całej Unii. Jeszcze nigdy tak wielu nie było stać na tak niewiele. 71
          • Krótki film o biurokracji 10 kwi 2011, 12:00 Tak jak w PRL trzeba było bronić praw człowieka, tak dziś trzeba bronić praw przedsiębiorcy. Tak mówi jeden z ludzi, na których losach oparty jest scenariusz nowego filmu Ryszarda Bugajskiego. Tego samego Bugajskiego, który 30 lat temu nakręcił wstrząsające... 74
          • Jeszcze nie umarłem 10 kwi 2011, 12:00 W najnowszym wywiadzie rzece Andrzej Żuławski znów balansuje na granicy ekshibicjonizmu i nie waha się mówić rzeczy bezwzględnych także o ludziach, których lubi i szanuje. Spróbowaliśmy dowiedzieć się, dlaczego to robi. 76
          • Obsesje i lęki bohatera 10 kwi 2011, 12:00 Czy Joanna Olczak-Ronikier zmieni nasze spojrzenie na człowieka pomnik? Właśnie ukazała się pierwsza od kilkudziesięciu lat biografia Janusza Korczaka. 80
          • Dyktator 10 kwi 2011, 12:00 Zaczynał jako skromny muzykolog z ambicjami. Dziś jego festiwale są europejską marką. Kolejna edycja festiwalu Misteria Paschalia, jednego z najważniejszych projektów Filipa Berkowicza, startuje 18 kwietnia. 82
          • Wolniej czytać! 10 kwi 2011, 12:00 Po co się zastanawiać? przecież jak jestem platformersem, to wiem, że Lech Kaczyński nie zasłużył na pomnik w warszawie. Jak jestem pisowcem, to rozumiem, że w liberalizacji ustawy antynarkotykowej chodzi o to, iż rząd chce ujarać przedszkola od Tatr po Bałtyk. 86
          • Lekarstwo na kryzys 10 kwi 2011, 12:00 Europejscy politycy rok naprawiali błędy projektu Unii Gospodarczej i Walutowej. Jak w wypadku wadliwego oprogramowania wypuszczali kolejne wersje, by odkryć ich słabości. Po marcowych szczytach twierdza, ze maja wersje rozszerzona i wolna od błędów. Czy możemy im ufać? 88
          • Kurs płynnego kursu 10 kwi 2011, 12:00 Mimo słabości fundamentów amerykańskiej gospodarki obligacje rządu USA uważa się zwykle za bezpieczne. Amerykańskie bony skarbowe pchał w górę każdy kryzys – należały do nielicznych, które nie ucierpiały wskutek globalnego kryzysu finansowego lat 2008-2009. 90
          • Podłączeni do słońca 10 kwi 2011, 12:00 Gdy Sobiesława Zasadę spytano, dlaczego kupił jacht żaglowy, a nie – jak przystało na mistrza rajdowego – motorowy, odparł: „To proste. Wiatr jest za darmo”. Dziś patenty na darmowa energie z wiatru, ze słońca i z innych odnawialnych źródeł trafi aja... 92
          • Grill na nowo odkryty 10 kwi 2011, 12:00 To z powodu Niemców na polskich grillach królują kiełbaski, a nie steki. Pijemy piwo, a nie wino. 96
          • Słownik języków polskich 10 kwi 2011, 12:00 10 kwietnia 2010 r. nie było dwóch języków. Może dlatego, że na początku była tylko wspólna cisza i wspólne łzy. Ale już dzień, dwa dni później cisza zniknęła zagadana przez dwa obce sobie języki. 97
          • Blondynki nie są głupie 10 kwi 2011, 12:00 Wszyscy mieliśmy Marilyn Monroe za pustą panienkę o wiecznie słodkim uśmiechu, tymczasem odkrywane po latach dokumenty każą w niej widzieć osobę wrażliwą i oczytaną. 98

          ZKDP - Nakład kontrolowany