Życie z innej perspektywy

Życie z innej perspektywy

Wspólnie uczymy się przeżywać odchodzenie. Dostrzegamy, że warto oczekiwanie na śmierć zamienić w celebrację ostatniego etapu życia. Najlepiej jak potrafimy.
Monika Luck, pacjentka Hospicjum Onkologicznego Świętego Krzysztofa, zaangażowała się w kampanię „Daj chwilę", użyczyła też jej swojego wizerunku. Zanim odeszła 8 lutego, aktywnie działała na Facebooku, wspierając każdego, kto tego potrzebował. Miała 35 lat. W tym zamierzeniu poparł Monikę jej mąż, Konrad Świętochowski, który zgodził się nam opowiedzieć, jak wspólnie z Moniką dawali sobie chwile, jak dzielili czas z przyjaciółmi. Decyzję o tym, by zabrać głos, podjęli z  głębokim przekonaniem, że podzielenie się własnym doświadczeniem pomoże nam wszystkim. Bo wobec śmierci mamy prawo czuć zagubienie, bezradność i  zwyczajny lęk. Wspólnie uczymy się więc, jak rozmawiać, jak okazywać sobie troskę, jak najlepiej przeżyć ten ostatni etap życia, który w  żadnym razie nie powinien być czasem osamotnienia. Uczymy się dawać sobie czas.

Zmiana świadomości

– Oboje lubiliśmy podróże, po Polsce, po świecie. Prowadziliśmy firmę, która łączyła nasze pasje. Monika? Wzięłaby do ręki pędzel, namalowała obłok, konia w galopie. Ja jestem nastawiony na konkret, naprawię samochód, jeżdżę wyczynowo na rowerze, chodzę po górach. Różniliśmy się, ale rozumieliśmy. Lubiliśmy spędzać z sobą czas, do końca – opowiada mąż Moniki. – Dla mnie najgorsza była ta pierwsza informacja, że Monika ma  raka. Wiem, bywa różnie, ale akurat u niej wszystko potoczyło się w  ciągu półtora roku. Wiadomość o chorobie przełamała nasze dotychczasowe życie. Na początku byliśmy oczywiście nastawieni na wyleczenie. Jednak oboje szybko zaczęliśmy zdawać sobie sprawę z powagi sytuacji. Już kilka miesięcy po pierwszej operacji nastąpił nawrót i choroba zaczęła gwałtownie postępować. A przecież wszystko było dopilnowane, opieka taka jak trzeba, nic niezaniedbane, a tu ten nawrót. Tyle zrobiliśmy i to wszystko na marne?

Czy w obliczu odchodzenia, umierania zmienia się nasza świadomość? Postrzeganie świata, życia? Stosunek do niego? Czy i w jaki sposób skłania do refleksji? – Każdy ma własne przemyślenia na ten temat. Tak różne, jak różni są ludzie. Dla wielu punktem zwrotnym jest przejście od  dotychczasowej roli pacjenta do roli umierającego – mówi Anna Mazurkiewicz, autorka książki o życiu z rakiem i pracy doktorskiej z  socjologii o sferze prywatnej i publicznej kobiet chorych na raka piersi.

Paradoksalnie etap, kiedy oboje mieliśmy z żoną świadomość, że ona z  tego już po prostu nie wyjdzie, okazał się w całym tym procesie najłatwiejszy. Ostatnie dwa miesiące, kiedy wiedzieliśmy, że nie ma  odwrotu, przeżyliśmy spokojnie. To był czas na uregulowanie spraw. Zaczęliśmy rozmawiać o przyszłości, o której wiedzieliśmy, że już nie  będzie wspólna. Monice dawało to spokój, że na wszystko ma wpływ. A ja wiedziałem, w którą stronę kontynuować nasze dotychczasowe działania. Zrozumienie, że choroba może i najprawdopodobniej przyniesie ten najgorszy scenariusz, uspokoiło nas. Nie, to nie było poddanie się. Bardzo długo mówiliśmy sobie, że Monika wyzdrowieje. Przeniesienie całego tego wysiłku, jaki dotychczas wkładaliśmy w walkę z chorobą, na  zajmowanie się życiem, tym, które przecież mieliśmy jeszcze przed sobą, przyniosło nam ulgę.

Amerykańscy socjolodzy Barney Glaser i Anselm Strauss w swoich pracach poświęconych pacjentom nieuleczalnie chorym piszą o różnych kontekstach świadomościowych, m.in. świadomości zamkniętej i otwartej. – Świadomość zamknięta dotyczy tych, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, że  umierają, i nie chcą tego wiedzieć, albo wiedzą, ale o tym nie mówią. Zadaniem rodziny jest utrzymywanie ich w takim przekonaniu, w jakim sobie życzą. To jest taka gra – tłumaczy Anna Mazurkiewicz. Natomiast świadomość otwarta jest wtedy, gdy obie strony, chory oraz zdrowi (rodzina, lekarz), rozmawiają o śmierci. Ta zmiana punktu widzenia osoby chorej może nastąpić w każdym momencie. – Moim zdaniem, lekarza, dobrze jest wiedzieć, na czym ta choroba polega, żeby nie budować swoich oczekiwań na mrzonkach – uważa dr Jerzy Jarosz, współzałożyciel i  członek rady Hospicjum Onkologicznego Świętego Krzysztofa, konsultant WHO ds. medycyny paliatywnej.

– Zmiana świadomości? U niej trwało to trochę dłużej. Podejście Moniki do życia zmieniało się, moje raczej nie. Ja jestem tu i teraz, jak mam coś zrobić, robię to od ręki. Potrafię szybko podjąć decyzję, zaryzykować. Monika zastanawiałaby się dłużej, rozważałaby za i przeciw. W trakcie rozwoju choroby następowała u niej zmiana. Jaka? Mogliśmy się chwytać różnych sposobów leczenia, np. tzw. metod alternatywnych, korzystania z usług zielarzy, bioenergoterapeutów itp. Być może komuś, kto ma do tego przekonanie, w jakiś sposób to pomaga. Ja w to nie  wierzyłem i nie wierzę. Monika w pewnym momencie odrzuciła wszystkie tego typu pomysły. I zdecydowała, że zamiast jechać na trzy tygodnie gdzieś, hen, do jakiegoś uzdrowiciela, tracić czas i niemałe pieniądze, to chyba jednak lepiej wybrać się z córką na wakacje, bo właśnie się zbliżały. To była u niej ta zmiana. „Odpoczywajmy, łapmy słońce, pójdźmy na ryby, napijmy się kawy. Cieszmy się tym, co jest" – powiedziała. Moja żona stawała się osobą zdecydowaną, która doskonale wie, czego chce, pewnie szła wybraną przez siebie drogą. Bardzo mi się to w niej podobało. Imponowała mi.

– Moja teściowa, której towarzyszyłam do końca, chorowała na raka i  wiedziała o tym. Ale innych nie dopuszczała do tej informacji, wszelkie pytania dotyczące choroby traktowała jako wścibskie i zrywała ze  znajomymi kontakty. Któregoś dnia wypowiedziała do mnie na ten temat jedno zdanie: „Nie chcę umierać w szpitalu". Potraktowałam to jako nakaz. Odbyłam swoją najkrótsza rozmowę z lekarzem. Zapytałam: „Czy to  już?”. On odpowiedział: „Już”. To było wszystko. Stało się tak, jak moja teściowa sobie życzyła. Zabrałam ją do domu. Byłam z nią przez cały proces odchodzenia, przy niej nauczyłam się umierania. Bo umierania trzeba się nauczyć – mówi Anna Mazurkiewicz.

– Postęp choroby u Moniki był taki, że wakacje, na które się wybieraliśmy, nie powinny być tak fajne, jakie faktycznie były. Ruszyliśmy nad Bałtyk – Jurata, Jastarnia, Sopot. Potem Mazury. Pojechaliśmy też do stadniny koni w okolice Kazimierza Dolnego i jeszcze na kajaki. Monika rzecz jasna nie mogła brać udziału we wszystkim, ale  byliśmy razem, w troje z Julką. Wszystko to jakoś dobrze sobie poukładaliśmy. Okazało się, że ten czas wykorzystaliśmy najdoskonalej. Być może przez ten wysiłek skróciła sobie życie o dwa tygodnie, bo się nie oszczędzała. Ale to, co pozostawiła nam, mnie i córce, w postaci emocji, jest bezcenne. Potem z Moniką było coraz gorzej. Wymagała dużo więcej opieki, coraz częściej przyjeżdżali do nas do domu lekarze i  pielęgniarki paliatywne – Monika korzystała z hospicjum domowego. Musiałem nauczyć się robić zastrzyki, zakładać kroplówki. A jednak to  wszystko nas wzmacniało. Mimo coraz większego wysiłku fizycznego ostatnie wspólne tygodnie czyniły nas z dnia na dzień silniejszymi.

Lekarze i pielęgniarki paliatywne znają metody, które pozwalają choremu czuć się jak najbardziej komfortowo. Jak obracać na bok, na plecy, żeby nie bolało i żeby nie sprawiać cierpienia. Jak pomóc, gdy pacjent nie  może jeść. – Ci wspaniali ludzie potrafią zdziałać cuda. Dzięki ich pomocy czułam się bezpiecznie i byłam spokojna, kiedy odchodził mój tata. Dlatego mówię wszystkim: nie pozwalajcie bliskim umierać w  szpitalu, trzeba odchodzić wśród swoich, w otoczeniu własnych mebli, obrazów – przekonuje Anna Mazurkiewicz. Każdy, kto towarzyszył umierającemu, wie, że tak trzeba, i mówi o tym innym. Dawniej w  rodzinach wielopokoleniowych w jednym pokoju rodziło się dziecko, w  drugim umierała babcia. To było naturalne. Dzisiaj jedno i drugie zostało przeniesione do szpitali.

Ludzie i anioły

Monika, ja i nasza córka byliśmy przygotowani na śmierć. Julka kończy w  tym roku przedszkole. Wspólnie z żoną podjęliśmy decyzję, do jakiej ją posłać szkoły. Julka jest uzdolniona plastycznie, uzgodniliśmy, żeby rozwijać ją w tym kierunku. Przedyskutowaliśmy nasze przemyślenia dotyczące jej przyszłości i kształcenia. Rozmawialiśmy o miejscach, które jeszcze warto byłoby zobaczyć ze świadomością, że już nie razem, ale żeby pokazać je Julce. Rozmawialiśmy nawet o tym, jaki kupić samochód. Nigdy z jej ust nie padło: „Co wy zrobicie, jak mnie nie  będzie?". Nasze rozmowy były konstruktywne, przemyślane. Nie było w nich dramatyzmu. Córka była świadoma powagi sytuacji. W rozmowach z nią nie  używaliśmy słów „rak” ani „nowotwór”, bo jest za mała, by zrozumieć te  pojęcia. Mówiliśmy, że mamę boli brzuszek, że mama ma chory brzuszek. Julce zdarzało się mówić do znajomych, że chciałby, żeby mama się wyleczyła, bo boi się, że mama umrze. Miała więc świadomość, że choroba jest bardzo zaawansowana. Kiedyś zapytała, czy jak mama umrze, to  zamieni się w anioła i będzie na nią spoglądać, i którą będzie gwiazdą? Monika powiedziała, że jeśli umrze, to będzie nad nią czuwać, ale że po  śmierci nie będzie mogła się do niej ani przytulić, ani się jej pokazać. Nie jesteśmy wierzący. Dlaczego anioł? Rozmawialiśmy o tym z  psychologiem, który przyznał, że wyobrażenie anioła pozwoli Julce zlokalizować emocje. Dla dziecka śmierć jest zbyt skomplikowana do  zrozumienia.

Kwestia duchowości jest bardzo osobista, może się przejawiać w różny sposób. – Mój mąż, który z kościołem jako celebrą miał tyle wspólnego, że bywał w nim z koszyczkiem na Wielkanoc, także na ślubach i na pogrzebach – ja jestem w kościele co niedziela – kiedy poważnie zachorował, przyjął sakrament chorych. Dostał od księdza kwitek i mówił o nim „to moja przepustka do Pana Boga". Do końca nosił ją w portfelu –  opowiada Anna Mazurkiewicz. Niektórzy umierający stawiają sobie pytania o znaczenie tego, co było tutaj, na ziemi, a tym samym, co będzie potem, po śmierci. Wielu wiara w inny byt daje poczucie sensu. – Jestem katolikiem. Nasze hospicjum ma katolickie tradycje. Ale to nie miejsce, by kogokolwiek do czegokolwiek namawiać lub nawracać. Naszą rolą jest towarzyszyć, wspierać, pomagać. I to właśnie robimy – mówi dr Jarosz.

–Nie dalej jak wczoraj wracaliśmy z Julką z zajęć plastycznych, było po  zmroku i ona pokazała na gwiazdę: „Patrz, mama na nas patrzy!", i  zwróciła się w górę: „Zobacz, co dzisiaj narysowałam”. Córka wykorzystuje takie projektowanie, dzięki niemu sobie radzi. Zarówno Monika, jak i ja staraliśmy się przekazać Julce, że warto być dobrym, że  w życiu liczy się przyjaźń, miłość i dzięki tym pozytywnym emocjom nawet po śmierci żyjemy w drugim człowieku. Dobre wspomnienia i przeżycia na  zawsze są w sercach tych, którzy zostają. Ta ulotność życia pozwala mi być tu i teraz. Cieszyć się chwilą. Niepotrzebna jest mi wiara, że jest coś potem. Dla mnie Monika na zawsze pozostanie najfajniejszą osobą, z  którą przeżyłem najszczęśliwszy czas, i to jest we mnie. Wspomnienia dobrych chwil zapisane na zdjęciach. Z wakacji, z wypadów na konie, na  sanki. Oglądamy je z Julką. Tego więcej nie będzie, ale to, co było, przetrwa w nas. Był taki moment na dwa czy trzy dni przed śmiercią Moniki, że córka mnie zapytała: „Czy mama jeszcze się pojawi?”. Odpowiedziałem jej, że nie. „Nigdy więcej mamy nie zobaczysz”. Rozpłakała się, poprzytulaliśmy się. Ale efekt jest taki, jaki oboje z  Moniką chcieliśmy osiągnąć. Niech stoi twardo na nogach. Niech ma  świadomość, że w życiu zdarzają się też i rzeczy niemiłe, że ktoś bliski może umrzeć. Nasze pragnienie jest takie, by Julka potrafiła czerpać siłę z tego wszystkiego, co było dobre, co razem przeżyliśmy. I chyba się udało. I żeby wiedziała, jak żyć z radością.

Pomocna dłoń

Amerykański onkolog dr Roger Bone, który sam zachorował na raka, napisał przewodnik umierającego lekarza dla umierających. Napisał w nim tak: „Kiedy twoi znajomi dowiedzą się o twojej chorobie, będą się zachowywali nieco dziwnie. Wybacz im to, po pewnym czasie ochłoną i znów będą normalni. Potraktuj to z pobłażliwością, bo jest to dla nich sytuacja zaskoczenia". I dalej: „To, że jestem lekarzem, nie ma żadnego znaczenia, wobec śmierci jesteśmy równi. Może lepiej rozumiem to, co się ze mną dzieje teraz, kiedy jestem pacjentem”. – Dr Bone zachęca do  zadawania lekarzowi pytań. I słusznie. Ale kiedy bliscy chorego proszą mnie, żeby mu wszystkiego nie mówić, ja to szanuję. Z żadną prawdą nie  należy wychodzić na siłę – mówi dr Jarosz.

– Dostaliśmy pomoc także od osób, od których się jej nie spodziewaliśmy. A część ludzi się odsunęła. Może nie potrafi li sobie poradzić z  sytuacją. Jeśli na co dzień jesteśmy dla kogoś przyjaźni, to przecież nie ma żadnego muru, który nie pozwalałby zbliżyć się w trudnej chwili. Problem jest chyba wtedy, gdy ktoś przez lata nie spyta: „Co u ciebie?", a w obliczu ostateczności myśli, że wypada coś zrobić. Wtedy to może być trudne. Jestem zdania, że lepiej nie robić nic, gdyby to miało być sztuczne. Czas, dawanie czasu, wykorzystywanie go jak najlepiej, to jest najważniejsze. Ktoś z mojej rodziny, mieszkający na stałe za  granicą, nie zdecydował się przyjechać do nas na święta. Był za to na pogrzebie. Byłoby lepiej, gdyśmy mieli wspólny czas dwa miesiące wcześniej. Dla Moniki byłoby to fajniejsze.

Jak możemy okazać wsparcie? Wyjść z propozycją. Upiec szarlotkę, zadzwonić i spytać: Mogę was odwiedzić? Zawieźć cię gdzieś? Zaprowadzić dziecko do przedszkola? Pójść na wywiadówkę? Wyjść z psem? Towarzyszyć, obserwować, być blisko. Pytać konkretnie, ale taktownie. Do osoby wierzącej: „Czy chcesz się pomodlić z księdzem" (zamiast: „Wezwać księdza?”). Najważniejsze to zachowywać się wobec chorego i jego rodziny naturalnie. – Bez obaw, pacjent da sobie radę, będzie mówił tylko o tym, o czym chce – przekonuje dr Jarosz.

–Nie potrzebowałem, żeby ktoś przyniósł mi zakupy, robiłem je sam, pomagało mi to się odstresować. Dla nas ważne było to, żeby ludzie wpadali bez zapowiedzi, pogadać, pośmiać się. Napić się z nami herbaty. Bez pośpiechu, obawy, że gdzieś nie zdążą. Monika pragnęła towarzystwa, ale nie chciała rozmawiać o chorobie. Owszem wspomniała, jaka jest sytuacja, ale nie to było celem spotkań ani tematem rozmów ze znajomymi, przyjaciółmi. Co jest do zobaczenia w kinie, w teatrze, co u Julki, widziałam dla niej fajną kurteczkę, jest wyprzedaż butów w centrum handlowym. Normalnie funkcjonować. Czego oczekujemy od innych? Chyba tego, co sami w podobnej sytuacji chcielibyśmy dać, tak to widzę.

Zdrowi oceniają sytuację chorego z własnej perspektywy. Jak ktoś zachoruje, uważamy to za wielkie nieszczęście, choroba nieuleczalna to  katastrofa. Taki punkt widzenia niewątpliwie ma swoje uzasadnienie –  jasne, że lepiej być zdrowym, młodym, pięknym i bogatym. Jednakże nie ma  nic pewniejszego na świecie jak to, że wszyscy umrzemy, tylko nikt z nas nie wie kiedy. Może więc warto przeżywać dany nam czas jak najlepiej. Odchodzącym pomóc, by ich życie nie ograniczało się do choroby, bo ona jest tylko małym elementem całości. Bądźmy do końca z bliskimi czy  dalszymi – z tymi, którzy zbliżają się do końca. Stając w obliczu ostatecznego, budzą się w nas nieuświadomione pokłady siły. Warto je  wypróbować.

1% Twojego podatku może sprawić, że pacjenci Fundacji Hospicjum Onkologicznego będą mieli więcej dobrych chwil...

www.dajchwile.pl

KRS OOOO128O39

Okładka tygodnika WPROST: 13/2012
Więcej możesz przeczytać w 13/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • AnitaR IP
    Zgadzam się z każdym słowem tego artykułu. Sama choruję od 14 miesięcy, mam różne okresy, czasem jestem dalej, czasem bliżej końca. Ale ważne jest to co przed nim. Zdrowy nie rozumie chorego, taka niestety jest prawa. Komu nie musiałam nie powiedziałam, wystarczyło mi reakcji tych którzy wiedzą. Inni niech myślą, że nie studiuję bo mi się nie chce, nie chce mi się pracować, przytyłam na sterydach niech myślą, że nic nie robię tylko jem. Włosów nie straciłam,jest łatwiej zachować pozory. Ludzie albo się odsuwają albo użalają nad nami, a my potrzebujemy normalności. Zazdroszczę,że stanowiliście tak dobry związek, dwoje mądrych, świadomych ludzi. Dwie wspierające się osoby

    Spis treści tygodnika Wprost nr 13/2012 (1519)

    • Wszystko, co najważniejsze? 25 mar 2012, 12:00 Mówiąc wprost, dziennikarze miewają czasem serdecznie dosyć opisywania tego, co w państwie nie działa tak, jak powinno. Bo to działalność, która wydaje się kompletnie pozbawiona sensu. My przygotowujemy, opisujemy, piętnujemy. Złapani... 4
    • Tydzień w skrócie 25 mar 2012, 12:00 Elba będzie zawsze i wszędzie Tysiąc osób protestowało w piątek w Warszawie przeciwko likwidacji squatu Elba. Manifestanci przeszli przez centrum miasta. W trakcie marszu w okolicach ronda de Gaulle’a odpalili race i petardy.... 6
    • Trzy szybkie... do Bertranda Le Guerna, prezesa Petrolinvestu 25 mar 2012, 12:00 Miało być łupkowe eldorado, a będzie jak zawsze. Państwowy Instytut Geologiczny mocno zrewidował szacunki wielkości naszych złóż gazu łupkowego przygotowane przez amerykańskie firmy. Jest pan rozczarowany? Ależ to są bardzo dobre... 7
    • Tusku, musisz rozmawiać! 25 mar 2012, 12:00 Ludowcy się na premiera nie obrażą, a jeśli już, to na krótko. Gorzej, gdy na Donalda Tuska obrazi się społeczeństwo. 10
    • Jak zjeść mięsnego jeża? 25 mar 2012, 12:00 Przyznam się, że nie chadzam do opery i jako dziedzina ekspresji jest mi ona równie obca, co inscenizacje bitew wikingów. Nie zgadzam się jednak, aby zabijano przez niedofinansowanie tak zacną instytucję jak Warszawska Opera Kameralna, gdy... 12
    • Póki mam chemię, żyję 25 mar 2012, 12:00 Dla 60 tysięcy chorych na raka brakuje leków 14
    • Gra w lidera: premier na musiku 25 mar 2012, 12:00 Partyjni przywódcy robią bilans zysków i strat po koalicyjnej awanturze o emerytury. Szykują się na wypadek, gdyby sytuacja ponownie wymknęła się spod kontroli. Ale nowe rozdanie na scenie politycznej to na razie najmniej prawdopodobny wariant. 18
    • Emerytura Pana Boga 25 mar 2012, 12:00 Fundusz Kościelny zniknie, katecheza ze szkół nie. Bez wojny religijnej. A po wojnie o ACTA minister Michał Boni nie wyklucza polskiego postulatu skrócenia czasu ochrony praw autorskich. 23
    • Test Tuska 25 mar 2012, 12:00 Jan Krzysztof Bielecki prezesem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju? To możliwe, jeśli europejscy liderzy nie dogadają się w sprawie wspólnej kandydatury, a Polska dyplomacja będzie bardziej skuteczna niż dotąd. 28
    • Miś 25 mar 2012, 12:00 Były prezes PZPN Michał Listkiewicz znowu błyszczy. Tym razem pod zarzutami prokuratury. I powtarza, że wszystko robi z miłości do ludzi. 30
    • Krótki lot VIP-ów 25 mar 2012, 12:00 Prezydent nie ma czym dolecieć do USA na szczyt NATO. Rządowe embraery mają za mały zasięg i nie spełniają oczekiwań nawet na krótszych trasach. A ich czarter kosztuje więcej, niż deklarowano. Na profesjonalne samoloty dla premiera i prezydenta nie ma żadnej perspektywy. 32
    • Ile dywizji ma abp Michalik 25 mar 2012, 12:00 Dobrowolny podatek kościelny mógłby uczynić w polskim Kościele to, czego nie zdołał dokonać nawet Sobór Watykański II. Całkowicie zmienić feudalny model funkcjonowania naszego Kościoła. 34
    • Hieny nasze codzienne 25 mar 2012, 12:00 Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich nie przyznało w tym roku swojej antynagrody, czyli Hieny Roku. Bo było za dużo kandydatów. 38
    • Uwaga na PSL! 25 mar 2012, 12:00 Zapewne dojdzie do kompromisu w ramach koalicji w sprawie emerytur, ale wątpię, żeby Platforma Obywatelska zrezygnowała z zasadniczych założeń tej reformy. 40
    • Głos ma twarz 25 mar 2012, 12:00 Radio to dźwięki. Jednak w przypadku Trójki ta reguła nie obowiązuje. Trójka to nie tylko głosy, ale także twarze. Przez 50 lat obecności w eterze rozgłośnia z Myśliwieckiej 3/5/7 stała się wylęgarnią zastępów gwiazd. Takich, które nie tylko „na ucho” są... 42
    • Szansa bez szans 25 mar 2012, 12:00 Po niemal dwudziestu latach znika z anteny „Szansa na sukces”. Powód? Konflikt autorki programu Elżbiety Skrętkowskiej i prowadzącego go Wojciecha Manna. 48
    • Chętnie urodzę twoje dziecko 25 mar 2012, 12:00 Rynek brzuchów do wynajęcia szybko rośnie. Pary gotowe podjąć to ryzyko mogą przebierać w surogatkach jak w owocach na straganie, mimo że cały proceder nadal prawnie nie został uregulowany i obie strony tych osobliwych transakcji mogą dużo stracić 50
    • Życie z innej perspektywy 25 mar 2012, 12:00 Wspólnie uczymy się przeżywać odchodzenie. Dostrzegamy, że warto oczekiwanie na śmierć zamienić w celebrację ostatniego etapu życia. Najlepiej jak potrafimy. 54
    • Nowa twarz Al-Kaidy 25 mar 2012, 12:00 Islamski terroryzm przybrał nową postać. Zawodowych konspiratorów zastępują samotnicy, którzy jak morderca z Tuluzy Mohammed Merah marzą o śmierci z bronią w ręku. 56
    • Sprzedawca pokoju 25 mar 2012, 12:00 George Clooney traktuje pokój na świecie jak towar. Żeby go sprzedać, właśnie dał się aresztować. 60
    • Kuba potrzebuje egzorcysty 25 mar 2012, 12:00 Demokratyczna opozycja nie chciała, żeby przyjeżdżał, a komunistyczny reżim powita go z otwartymi ramionami. Benedykt XVI przybywa na Kubę 14 lat po Janie Pawle II. 62
    • Jak się to lobbi 25 mar 2012, 12:00 Co trzecia uchwalona w Sejmie ustawa powstała pod dyktando jakiejś grupy interesu. Osłania niekompetentnych urzędników, chroni interesy pazernych aptekarzy, lekarzy i przedstawicieli korporacji zawodowych albo zabezpiecza biznes prywatnych przedsiębiorców. Kto za to płaci?... 64
    • Przez żołądek do gwiazd 25 mar 2012, 12:00 Restauratorzy najpierw o nie walczą. Gdy je zdobędą, popadają w pracoholizm. A gdy je stracą – w depresję. W Polsce nie mamy ani jednej. Jeszcze. 68
    • Zdemonopolizować sport 25 mar 2012, 12:00 W polskim sporcie jest porządek. 70
    • Polacy się bogacą 25 mar 2012, 12:00 Żadna część polskiej bankowości nie pędzi tak ostro do przodu jak private banking. Każda poważna instytucja finansowa chce mieć wyłożony marmurami departament dla krezusów. 72
    • Bez miliona też jesteś gość 25 mar 2012, 12:00 Polska bankowość prywatna jest trochę inna niż jej zachodni pierwowzór. U nas jeszcze nie trzeba 1 mln euro, by korzystać z usług osobistego doradcy. 74
    • Ostatnia korrida czerwonego byka 25 mar 2012, 12:00 To historia niemal jak z bajki. Jej bohater pochodził z biednej rodziny chińskich imigrantów, hodujących kaczki i handlujących owocami. Aby zostać miliarderem z listy „Forbesa”, musiał przejść długą drogę. Pomógł mu każdy, kto kiedykolwiek sięgnął po Red Bulla.... 76
    • Widzę, wszystko widzę! 25 mar 2012, 12:00 Masz ochotę na spacer Doliną Chochołowską? przedrepczesz ją całą, nie wychodząc z domu. Możesz się też swobodnie włóczyć ulicami naszych europolii, z Krakowem na deser. Google Street View – biuro wirtualnych podróży po prawdziwym świecie – już zaprasza do Polski. 78
    • Mikroprzyczyna megaprzełomu 25 mar 2012, 12:00 Niemal nie mają masy, przenikają bez trudu przez planety i gwiazdy. A jednak obalą wieże przekaźnikowe, strącą na ziemię satelity, zrewolucjonizują nasze życie. Neutrina właśnie pokazały, na co je stać. 80
    • Podwodne Trójmiasto 25 mar 2012, 12:00 Słynny gdański Neptun z fontanny trafi w końcu tam, gdzie jego miejsce – w morskie odmęty. Aż o 12-22 m może bowiem wzrosnąć poziom mórz i oceanów, nawet jeśli ograniczymy wzrost globalnej temperatury do dwóch stopni Celsjusza... 81
    • Nie ma darmowych programów 25 mar 2012, 12:00 Grywasz na smartfonie w „Angry Birds"? Często korzystasz z bezpłatnego oprogramowania? Nie dziw się, że tak szybko musisz ponownie ładować baterię. Aż do 75 proc. energii pobieranej przez „darmowe" aplikacje zużywane... 81
    • Komórki macierzyste leczą parkinsona 25 mar 2012, 12:00 Japońscy naukowcy wykonali milowy krok na drodze do opracowania kuracji leczącej chorobę Parkinsona. Profesor Jun Takahashi z uniwersytetu w Kioto wstrzyknął ludzkie embrionalne komórki macierzyste do mózgów małp z objawami wywołanymi... 81
    • Koniec epoki 25 mar 2012, 12:00 30 kwietnia pierwszy raz w historii prywatna rakieta dostarczy ładunek na stację kosmiczną. Być może za sto lat ten dzień będzie postrzegany jako symboliczny początek nowego ładu – Świata postmocarstwowego. Programy kosmiczne były... 81
    • Vega, czyli gwiezdny chłopiec 25 mar 2012, 12:00 O tym, jak został inżynierem dusz, czemu już nie musi być pierwszy na światłach, a także jak stracić 50 kilogramów i znaleźć w życiu radość i harmonię, Małgorzacie Sadowskiej opowiada reżyser „Stawki większej niż śmierć” Patryk Vega. 82
    • Miłość niejedno ma imię 25 mar 2012, 12:00 Mike Hadreas, znany też jako Perfume Genius, to kolejny artysta, którego twórczość każe się zastanowić, czy muzyka ma orientację seksualną. 86
    • Hockney trzyma się mocno 25 mar 2012, 12:00 Na pierwszy rzut oka Davida Hockneya można pomylić z przeciętnym Brytyjczykiem – szara marynarka, gawroszka wciśnięta w klapę i okulary retro. Człowiek po śmierci Luciena Freuda nazywany najwybitniejszym współczesnym brytyjskim... 88
    • Głębokie zanurzenie 25 mar 2012, 12:00 Na początek festiwalu misteria paschalia wyjątkowa premiera „Pasji według św. Łukasza” Krzysztofa Pendereckiego w reżyserii Grzegorza Jarzyny. 90
    • Kolejna wolta The Mars Volta 25 mar 2012, 12:00 Jeśli nie nadążacie za kolejnymi wybrykami uzależnionego od gitary Omara Rodrigueza-Lopeza i wokalisty Cedrica Bixlera-Zavali, informuję, że znów z sobą rozmawiają, teksty po dwóch latach zostały skończone, do składu dołączyli nowy... 90
    • Tołstoj z ekstraklasy 25 mar 2012, 12:00 „WOJNA I POKÓJ” na scenie oznacza naprawdę monumentalne widowisko 92
    • VCMG: „Ssss” 25 mar 2012, 12:00 Ikony muzyki elektronicznej lat 80., twórcy Depeche Mode – Vince Clarke i Martin Gore – wracają z nową wspólną płytą. Wciąga czy odstrasza? 93
    • Twarda laska 25 mar 2012, 12:00 Jak to jest „być jak… Adele” – zastanawia się Caroline Bricknell. Właśnie się ukazała w Polsce napisana przez nią biografia wokalistki. Rozmawiamy o artystce, dla której praca jest ważniejsza od blichtru. 94
    • Gwoździe w głowie 25 mar 2012, 12:00 Przedwczoraj Norwegia, dzisiaj Francja, a jutro? 96
    • Emerytura 2.0 Nowy śmiały plan 25 mar 2012, 12:00 Rządzie najdroższy, a może pójść w drugą stronę? Obniżyć wiek emerytalny, na przykład do 50 lat dla mężczyzn, 45 dla kobiet? Można taką propozycję łatwo uzasadnić: 97
    • Cztery dni 25 mar 2012, 12:00 17.03 Wyczytałem, że przedszkola w Czechach kosztują o połowę mniej niż u nas. 97
    • Masowe powroty kotletów 25 mar 2012, 12:00 Bohaterowie masowej wyobraźni, tacy jak Kloss, Kaczka Dziwaczka, Waldemar Pawlak, Miś Yogi czy Batman, lubią wracać. 98

    ZKDP - Nakład kontrolowany