My z psychiatryka

My z psychiatryka

Dodano:   /  Zmieniono: 
To książka o ludziach, których spotkałam w szpitalu psychiatrycznym. O żołnierzach z Afganistanu, ale także o cywilach po ciężkich przejściach i o tych, którzy nie wytrzymali zderzenia ze współczesnością – mówi Grażyna Jagielska, autorka książki „Anioły jedzą trzy razy dziennie. 147 dni w psychiatryku”.

Zdjęcia: Maksymilian Rigamonti

Dlaczego pani się zamknęła w psychiatryku?

Grażyna Jagielska: Nie o tym jest ta książka. Ale powiem pani. Powodem był stan stałego, utrwalonego lęku, który sprawiał, że bardzo ciężko było mi żyć. Przestrzeń coraz bardziej się kurczyła, aż nastąpił moment, kiedy wydawało mi się, że już nic nie ma. I w takim momencie potrzebny jest specjalista.

Jest wiele klinik psychiatrycznych, a pani wybrała tę, w której leczeni są weterani wojenni cierpiący z powodu stresu bojowego.

Kilkakrotnie się znalazłam w rejonach objętych wojną, w sytuacjach zagrożenia życia. Miałam podobne objawy do Krzyśka Millera [fotograf wojenny pracujący przez wiele lat z Wojciechem Jagielskim – red.], a Krzysiek leczył się właśnie w tej klinice. Zresztą dr Tworus, szef Kliniki Psychiatrii i Stresu Bojowego, już po pierwszej wizycie powiedział, że właśnie tu jest moje miejsce. Żołnierze to zadaniowcy, oni wiedzieli, że są tam po to, żeby się uzdrowić. Po dwóch tygodniach powiedzieli mi: „Ty się lepiej zabieraj do roboty”.

Jak długo pani tam była?

Prawie 20 tygodni.

Wiem, że wstawała pani w nocy i szukała części ciała swojego męża.

Na początku. Potem w miarę trwania terapii koszmary minęły. Piszę o tym. Jednak to książka nie o mnie, tylko o ludziach, których tam spotkałam: żołnierzach, weteranach, ale także cywilach po ciężkich przejściach, i tych, którzy nie wytrzymali zderzenia ze współczesnością. PR-owcach, którzy załamali się pod wpływem stresu zawodowego, policjancie po 20-letniej służbie, naukowcu, który stracił poczucie sensu pracy, członku mafii, ludziach, którzy idąc rano do pracy, myśleli: „Dłużej nie dam rady”. Wydało mi się to ważne – opowiedzieć, co się dzieje z żołnierzami, kiedy schodzą z pola bitwy. Przecież o tym się nie mówi. W mediach pokazują, jak żołnierze przygotowują się do misji, potem jak już są na tej misji, jak walczą, a potem... W klinice się dowiedziałam, co się z nimi dzieje, co się dzieje z ich dużą częścią.

I co się z nimi dzieje?

Więcej niż 30 proc. z nich, czyli ponad 15 tys. ludzi, ma problemy emocjonalne, które są wynikiem tego, co przeżyli w Iraku, Afganistanie, na Bałkanach i Bliskim Wschodzie. To się odbija na ich życiu prywatnym, rodzinnym.

***

„Nie pamiętam pierwszego razu, ale w pewnym momencie zaczęło mi się wydawać, że żona jest przeciwko mnie. Nic nie rozumiała. To znaczy – jaki jestem teraz. Nie powiedziałem jej, bo wiedziałem, że i tak nie zrozumie – tego nikt nie zrozumie. Wiedzą tylko ci, co tam byli. Zdarzało się, że chciałem ją uderzyć, mogło się zdarzyć, że ją uderzyłem, fakt. Ona chciała, żeby było tak jak dawniej, przed moim wyjazdem na misję. Nie wiem, dlaczego nie rozumiała, że nie może tak być, skoro ja jestem inny! I co to znaczy – tak jak dawniej? Dla mnie »dawniej« to był jakiś inny świat, z którego wyszedłem, drzwi się za mną zamknęły. Nienawidziłem jej, kiedy tak mówiła. I nie mogłem znieść jej obecności, jej i dzieci. Zacząłem wstawać od stołu podczas posiłków. Nic nie mówiłem, po prostu odchodziłem i zamykałem się gdzieś, gdzie nie mogli mnie znaleźć, spytać: »Co się stało?«. Żeby przestali mnie pytać, co mi się stało! I jeszcze nie jestem gotowy, żeby stąd wyjść, bo wiem, że mnie znów o to spytają. Potem zacząłem wyjeżdżać z domu na dzień, dwa, czasem trzy. Nikomu nie mówiłem, że wyjeżdżam, po prostu wychodziłem. Kiedy dzwonili, nie odbierałem telefonów, nie wiedzieli, gdzie jestem i co się ze mną dzieje. Mówiłem, że chcę być sam, sam, sam. Kawę wypijałem w łazience, tylko tam mogłem się zamknąć na klucz”.

Żołnierze nie potrafią się porozumieć z najbliższymi, mają poczucie dojmującej samotności i izolacji. Ono jest tak głębokie, że ich odrywa od żon, matek, dzieci.

***

„A potem się dziwią, że, kurwa, wracam do domu i nie mogę się dogadać z żoną albo że dzieci się mnie boją. Boją się jak cholera! Bo jak tatusiowi odbije, to tatuś w ogóle siebie, kurwa, nie przypomina. A tatuś siebie nie przypomina, bo srał przez pół roku do beczki! Tatuś robi dziwne rzeczy, pierdyknie czymś o ścianę albo wstaje od stołu przy kolacji, wychodzi i nie ma go trzy dni. Ale tatuś zrobi tak, żeby się naprostować, choćby miał przy tym, kurwa, skonać”.

Objawy stresu bojowego, nieleczone, mogą doprowadzić do autodestrukcji. Nie można sobie z nim poradzić samemu. Zresztą stresu bojowego nie da się wyleczyć całkowicie. Odżywa w sytuacjach dramatycznych.

U pani odżywa?

Nigdy nie miałam zdiagnozowanego stresu bojowego. Większość weteranów w klinice również nie, nie mieli wszystkich wymaganychobjawów. Ale zaręczam, że nawet kilka z nich potrafi gruntownie zniszczyć życie. Koszmary, brak snu, flash backi, czyli nagłe powroty do traumatycznego wydarzenia, które są tak realne, że traci się kontakt z rzeczywistością, a widzi się i przeżywa to, co się już raz wydarzyło. Objawem jest też unikanie sytuacji, które mogą się kojarzyć z traumatycznym incydentem. Podczas wyjazdu dziennikarskiego do RPA zostaliśmy napadnięci przez grupę uzbrojonych ludzi. Potem przez lata unikałam wyjazdu do centrum Warszawy, bo bałam się ludzi, którzy zdecydowanym krokiem szli w moją stronę. Nadal się trochę boję, choć od tamtego incydentu minęło 20 lat. Osiedliłam się w lesie, poza miastem, żeby nie chodzić ulicami. Jakie to trwałe diabelstwo!

Myślałam, że pani cierpiała przez to, co spotykało pani męża, który przez wiele lat jeździł w rejony wojen.

Kiedy domagałam się diagnozy, lekarz prowadzący powiedział, że po 20 latach moja choroba jest jak krzak starej, zdziczałej róży. Nie wiadomo już, co z czego wyrasta, co jest główną łodygą, a co odrostem.

Teraz pani wie?

Nie wiem. Kiedyś bardzo chciałam się dowiedzieć, ale teraz myślę, że nie o to chodzi.

A o co? Żeby się uzdrowić?

Właśnie tak. O zmianę, o porozumienie się z samym sobą, o ustalenie, co poszło w życiu nie tak, co się w ogóle w życiu wydarzało. To zajmuje średnio kilkanaście tygodni. A potem trzeba pozostawić tę prawdę za sobą, zaakceptować ją i pogrzebać, nie ciągnąć z sobą w przyszłość.

Nie wraca tam pani?

Nie, nie wracam. Idąc do kliniki, marzyłam tylko o tym, żeby koszmary się skończyły, żebym mogła normalnie zasnąć. Bałam się położyć do łóżka, przybrać pozycję leżącą, bo wiedziałam, że jak zasnę, będę szukać części ciała swojego męża albo przechodzić przez pole minowe. To się skończyło. I funkcjonuję w miarę normalnie. Wchodzę do dużego sklepu bez lęku. Wcześniej nie byłam na zakupach z pięć lat. Teraz mam za sobą trzy samodzielne wyprawy.

Liczy pani?

Oczywiście, że liczę. Kończąc terapię, czułam się tak dobrze, że pojechałam na samotną wyprawę nad Amazonkę. Po powrocie postanowiłam pójść do supermarketu pierwszy raz. Łatwiejszy był dla mnie lot do Manaus niż wejście do Auchan. Ale weszłam i dopiero w połowie zakupów zorientowałam się, że przecież miałam się bać. Zresztą wejście do supermarketu to jest cel terapeutyczny większości ludzi w klinice. Wejście w nieprzewidywalny tłum jest wielkim wyzwaniem.

***

„A teraz staliśmy przed supermarketem. Saper powiedział, że jest gorzej niż rano, kiedy próbował tu wejść – w tym tygodniu był to jego cel terapeutyczny. Teraz jest o wiele więcej ludzi, w ogóle nie ma porównania, tłum rozchodzi się we wszystkich kierunkach, nie ma mowy, żeby sobie z tym poradził. Rano pomyślał, że da sobie radę z tymi pudłami w dziale AGD, w dziale elektroniki było pełno kabli, jeszcze więcej kartonów. Dotarł do drzwi, rozsunęły się przed nim, działały na fotokomórkę. Przez chwilę naprawdę sądził, że uda mu się wejść do środka. Teraz to zupełnie niemożliwe”.

Raz w tygodniu jeździliśmy do teatru komunikacją miejską. Zajmowaliśmy połowę autobusu. I bawiło nas, że ta druga połowa nie wie, skąd jedziemy i dokąd wrócimy. Przejścia chodnikami też były niby zabawne. Saperzy szli na tzw. wąsach, wypatrywali kabli, porzuconych kartonów, toreb, pudeł, szczelin w chodniku, studzienek kanalizacyjnych, w których mógł się znajdować ładunek wybuchowy. A strzelcy pokładowi z głowami do góry, szukający błysków... W środku tego pochodu kilka kobiet, bojących się każdego mężczyzny, którzy zbliżył się za bardzo, albo tak jak ja – każdego, kto idzie z naprzeciwka. To było dla nas prawdziwe wyzwanie. Wejście do teatru, ciemna sala, odcięte drogi wyjścia, bo na drzwiach przecież wiszą kotary i trzeba wysiedzieć...

Biały, Ratownik, Saper, Adam, Marek – wiedzieli, że pani o nich pisze książkę? To miała być pani terapia?

Nie! Kiedy się siedzi w klinice, nie robi się planów. Nie wybiega się myślami daleko, żąda się od siebie jedynie przetrwania kolejnego dnia. Ta książka to był ich pomysł. Na początku trochę na zasadzie żartu. Jednak po kilku dniach przyszli do mnie i powiedzieli, że chcą, żebym napisała taką książkę. Postać Sapera ulepiłam z trzech saperów, z którymi byłam w klinice. Podobnie było z postacią Ratownika. Inni są realnymi ludźmi. Wysłałam im tekst przed oddaniem do druku. Mówili, że dzięki temu ludzie dowiedzą się, co się z nimi dzieje po powrocie z misji. Spotykają się przecież z ogromnym niezrozumieniem. Albo z obojętnością. Kiedy wyszłam ze szpitala, moi najbliżsi pytali mnie, jak tam było. Próbowałam im wytłumaczyć, oni bardzo chcieli mnie zrozumieć, ale nie dało rady. I dotąd się nie udało. Kiedy natomiast wracałam do kliniki na terapię dzienną i na korytarzu spotykałam ludzi, z którymi przebywałam te 20 tygodni, rozumieliśmy się bez słów.

Mieliście już za sobą tzw. życiorysy, czyli opowiadanie, co się w waszym życiu stało.

Do tego psychodramy i całą tę walkę, którą się toczyło na sali terapeutycznej. Zachowując proporcję, tworzy się wtedy rodzaj braterstwa broni. Walczy się nie tylko o samych siebie, ale też o innych. Boli bardzo, kiedy się widzi, że ktoś nie chce, nie potrafi, jest za słaby. Jest strach, że taki człowiek wyjdzie z kliniki bez zmiany. Żołnierze na misjach tworzą drużynę, zamkniętą grupę, w której jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Tu, w cywilnym świecie, nieczęsto się zdarza, że ktoś nas wspiera bez względu na wszystko.

Ale na terapii oni wyrzucali z siebie to, co przydarzyło im się najgorszego, opowiadali o wyciąganiu kawałków ciał swoich kolegów z wozu opancerzonego, o roztrzaskanych ciałach afgańskich cywilów...

(Grażyna Jagielska odwraca głowę. Nie wiem, czy lecą jej łzy). Pisać jest łatwiej. Odchorowywałam każdą psychodramę, każdy życiorys.

***

„Pierwszy ostrzał. Nie było wiadomo, kto strzela. Braki w łączności, dziurawe pojazdy, niedobory amunicji. Szósta zmiana – śmierć. Zaczęliśmy ginąć w rosomakach. Dotąd mówili, że rosomaki są bezpieczne. Mój kumpel wjechał na ajdika – wiadro z granatami. Wszystko weszło w niego, był gruby i uratował innych. Jeszcze pamiętam ten zapach, kiedy wieczorem sprzątaliśmy wnętrze pojazdu. Kumpel ubrany był w mundur pustynny, reszta w zielone. Kiedy wypadła noga, wiedziałem, że to musi być on... Pojechałem trzeci raz do Afganistanu. Chodziłem na wąsach. Wchodziłem w krzaki wpatrzony w ziemię, szukając kabla, wszędzie wokół widziałem błysk lornetki – talibowie siedzieli w krzakach i czekali, kiedy wejdę na ładunek, żeby go odpalić. Dotąd boję się krzaków, nawet tych w ogrodzie. Zawsze szedłem w pierwszej linii, przed kolumną, na wąsach. I tak dzień w dzień. Pewnego razu idę z kumplem, tydzień przed końcem, za nami kolumna wozów. Droga się zwęża, po prawej stronie murek, dochodzimy do zagajnika. Wsadzamy głowy pod mostek, kumpel mówi: »Coś tu jest«. I było – wszystko weszło w niego”.

Raz w tygodniu są życiorysy. Dwie osoby opowiadają o sobie, a potem grupa omawia ten życiorys...

A psychodramy na czym polegały?

Odbywały się raz w tygodniu. Były dwie. Polegały na tym, że wybierało się z grupy pacjenta, który miał odegrać rolę osoby, z którą chcieliśmy porozmawiać. Pierwszej części swojej psychodramy nie pamiętam. W drugiej rozmawiałam z wojną i ze śmiercią. Weterani najczęściej rozmawiali z kolegą, który zginął. Ale czasem też z rosomakiem, czyli wozem opancerzonym, albo po prostu z Afganistanem. Bo można było wybrać coś abstrakcyjnego, coś, z czym chcieliśmy się rozprawić, co budziło największe emocje, żal, rozpacz, wściekłość. Zmorę, która najbardziej przeszkadza w życiu. To bardzo ciężkie doświadczenie, również dla osoby patrzącej. Wie pani, ci ludzie stali mi się bliscy, bo przecież siedziałam z nimi sześć, osiem, 12 tygodni i czasem uczestniczyłam w ich psychodramach, a wtedy emocje są tuż pod skórą. Żołnierze kilka razy prosili, żebym odegrała rolę ich matki i było to bolesne doświadczenie. Cierpiałam jako matka. To jest bliskość, o którą trudno „poza”.

W tym normalnym świecie.

Tak, w tym normalnym. To jest relacja bazująca wyłącznie na prawdzie. W życiu normalnym zawsze trochę udajemy.

Który życiorys pani najbardziej odchorowała?

Oprócz tych żołnierskich, dramatycznych, to chyba ten... Ciężko mówić... Była z nami kobieta...

Matka?

Tak, matka żołnierza. Chłopaka, który zginął. Byłam z nią na sali sześć tygodni. Żadna matka nie jest w stanie odreagować, przecierpieć śmierci własnego dziecka. Czas niewiele tu pomoże. Drugim był życiorys pewnej kobiety, która po bardzo ciężkim wypadku nie była w stanie wrócić emocjonalnie do swoich dzieci, które były małe i bardzo jej potrzebowały. Stres bojowy to nie są urazy nabywane tylko w trakcie działań wojennych. Ofiary gwałtu mają bardzo często wszystkie objawy stresu bojowego. Poruszające były życiorysy ofiar przemocy w rodzinie. Ratowników wojskowych, saperów... Ulgę sprawiało mi, kiedy zaczynali kląć. Bałam się, że nie wytrzymają tego napięcia, tego bólu. Miałam wrażenie, że we mnie coś pęknie, że ja tego nie wytrzymam. Ale najciężej było wtedy, kiedy żołnierze nie mogli mówić.

***

„– No to mówię... – Kurwa, nie dam rady, chuj, to strzelał, ja pierdolę. Normalnie nie dam rady... Nie możemy być razem, jeżeli jej nie powiem, co było w Afganistanie. Długo to trwało, zanim zrozumiałem, ze dwie hospitalizacje. Ale jak mam jej o tym powiedzieć? Może: »Rybko, kurwa, przysiądź tu na chwilę, powiem ci, co zrobiłem w Afganie? Napijemy się wina, a potem powiem ci, co zrobiłem w Afganie«. Albo co tam widziałem. Najbardziej wstydzę się tego, co tam widziałem. Co ludzie robią na wojnie. Czasem przyjeżdżaliśmy na miejsce i zastawaliśmy takie rzeczy... Ten wstyd jest gorszy niż wspomnienie tego, co zrobiłem. Wstydzę się tego, w czym uczestniczyłem, nawet jeżeli to nie była nasza robota”.

Ilu zabitych widziałeś? Ilu talibów zabiłeś? – to najczęstsze pytania.

Ludzie, którzy je zadają, robią to często ze śmiechem, żartując. Żołnierze nie chcą słyszeć takich pytań. Niektórzy z nich byli na 200-250 patrolach. To jest niewyobrażalny stres. Strasznie ciężko żyć człowiekowi, który celował do innego człowieka, pociągnął za spust, nawet jeżeli miał przed sobą wroga. Śmierć kolegów i widok zabitych cywilów to jest najczęstsza przyczyna stresu bojowego.

***

„I nie pamiętam, skąd się wziął w moim życiu alkohol. Chyba z tego, że poszedłem z dawnymi kolegami do pubu, a oni zaczęli mnie pytać, jak tam było w tym Afganistanie, ilu talibów zabiłem. Klepali mnie po plecach i pytali: »To ilu ich odstrzeliłeś, stary?«. Pytali, ilu ludzi zabiłem. Potem piłem już sam, bez kumpli. Ale trzymałem się Basi. Jak mówiła, żebym nie pił – nie piłem. Zapisałem się na kolejny wyjazd. Byliśmy w długach, do tego kredyty, remont mieszkania. Basia błagała, żebym nie jechał, jakoś sobie poradzimy. Dowiedziałem się, że jest w ciąży, na dzień przed wyjazdem. Na tej zmianie nie było już tak jak na pierwszej. Miałem kumpla. Przyszedł do mnie tuż przed patrolem, powiedział: »Co ty, nie pierdol, nic się nie stanie«. Wjechał na minę włoską, nawet nie miała takiej wielkiej mocy. Ratowali go dwa dni. Wydawało się, że nie ma zewnętrznych obrażeń, a w środku miał wszystko rozwalone, wątrobę, żołądek, wszystkie narządy. Lekarzom się nie udało. Zacząłem unikać dłuższych wyjazdów. Kiedy znów pojechałem, wydawało mi się, że robię to po raz pierwszy. Jechaliśmy czwartym wozem. Nastąpił wybuch. Dopiero jak poszedł dym, zorientowaliśmy się, że to my”.

Żeby zacząć mówić, czasem potrzeba kilku hospitalizacji. Byłam w klinice z żołnierzem, dla którego była to druga hospitalizacja i on jeszcze nie zaczął. Czasem mijały tygodnie i nikt nie chciał mówić, się otworzyć. Zadaniem grupy jest okazanie akceptacji i zrozumienia. 50 proc. weteranów w ogóle nie wspomina w domu o tym, co przeżyło. W Afganistanie zasady są proste. Jest zadanie do wykonania. W wojsku się nie myśli ani się nie czuje, tylko wykonuje się rozkazy. W świecie cywilnym już tak nie ma. Żołnierze mówią, że nie mają umiejętności wymaganych w tym świecie, że tu „są radość i łzy”. Rodzina nie chce być zadaniem do wykonania. Jeden z żołnierzy powiedział, że jego trzyletni syn lepiej funkcjonuje w tej rzeczywistości niż on, 33-letni mężczyzna. Myślę, że tak naprawdę żołnierze chcą usłyszeć od swoich bliskich: nieważne, co widziałeś w Afganistanie, nieważne, co tam robiłeś. Chcę tylko, żebyś już do mnie z tego Afganistanu wrócił.

***

„Zabrali nas medevakiem do bazy. Prawie nie czułem bólu, tylko takie dziwne uczucie, że czegoś mi brakuje. Miałem wyrwane duże kawałki ciała od pięt po pośladki. Przeszedłem kilkanaście operacji kręgosłupa, ale chciałem żyć. Może dla Basi, która była przy mnie cały czas podczas rehabilitacji. Ratowała mnie, mówiła, że mamy życie przed sobą, wszystko, o czym marzyliśmy. Tylko że ja nie jestem już tym człowiekiem, którym byłem. Myślałem, że trzeba po prostu przejść te operacje, rehabilitacje, że jest to jakiś etap powrotu i że w ten sposób wracam do dawnego życia. Zacisnąłem zęby i szedłem naprzód. Teraz zaczynam rozumieć, że to nie jest żaden powrót, już nigdy nie będę tym człowiekiem, którym byłem. Nie wiem, jak mam o tym powiedzieć Basi. Sam siebie jeszcze nie znam, co dzień odsłania mi się jakaś nowa otchłań, która jest we mnie, kolejna dziura. Jeżeli nie mogę być taki jak kiedyś, chyba w ogóle nie chcę być”.

To Marek?

Marek zmarł. Nie zdążyłam go spytać o pozwolenie, o to, czy mogę o nim pisać. Więc nie napisałam. Ale był dla mnie i dla innych pacjentów tak ważną osobą, że nie potrafiłam się z nim całkowicie rozstać. Przytoczyłam więc rozmowy, jakie czasem toczyliśmy. Ale starałam się go osłonić i ukryć. ■

Więcej możesz przeczytać w 2/2014 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 2/2014 (1610)

  • Ostatnia tajna operacja agenta Tomka 5 sty 2014, 20:00 Handel ludźmi jest drugim najbardziej dochodowym czarnym biznesem po narkotykach. Możemy się o tym dowiedzieć z lektury książki napisanej przez światowej sławy dziennikarkę śledczą Lydię Cacho pt. „Niewolnice władzy”,... 4
  • Festiwal hipokryzji 5 sty 2014, 20:00 KTO DA WIĘCEJ? PiS: 20 lat więzienia. Solidarna Polska: konfiskata auta i automatyczny 30-dniowy areszt dla kierowcy pijaka. SLD: Alkomat w każdym aucie, czerwony listek i nowy przedmiot w szkole, na którym uczniowie się dowiedzą, jak... 4
  • Skaner 5 sty 2014, 20:00 ŚWIAT Trawka jak alkohol Kolorado jako pierwszy amerykański stan w historii zalegalizowało sprzedaż marihuany. Konopie są tu sprzedawane jak alkohol. Według ekonomistów dzięki temu wpływy do stanowego budżetu wzrosną nawet o 40 mln... 6
  • Angela Merkelowska 5 sty 2014, 20:00 Czwarty raz w historii tytuł Człowieka Roku „Wprost” odbierze obcokrajowiec. ANGELA MERKEL to nie tylko symbol sukcesu w światowej polityce. To także najważniejszy polityczny wzór Donalda Tuska. 12
  • Merkel bis 5 sty 2014, 20:00 Angela Merkel jest tak silna, że już dziś namaściła kanclerza roku 2017 – piszą niemieckie gazety o URSULI VON DER LEYEN. Ale nie ma pewności, czy tak naprawdę kanclerz nie eliminuje swojej największej konkurentki w partii. 17
  • Agent Tomek i niegrzeczne towarzystwo 5 sty 2014, 20:00 Co łączy posła PiS Tomasza Kaczmarka z właścicielami warszawskich AGENCJI TOWARZYSKICH związanymi z mafią? Słynny agent Tomek unika odpowiedzi na to pytanie. 18
  • O, roku ów! 5 sty 2014, 20:00 Nie mam pojęcia, jak będą się w tym roku miały sprawy ze światową koniunkturą, nie wiem, ilu chciwych facetów zrujnuje rynki finansowe, nie wiem, kto i w jakim natężeniu będzie straszył kryzysem. Ale wiem, że będzie to znamienity... 22
  • Kisiel w niebie pęka ze śmiechu 5 sty 2014, 20:00 Czy dzisiaj Stefan wierzyłby w niemiecko-rosyjskie kondominium? W trotyl, brzozę i sztuczną mgłę? Czy podobałby mu się Rydzyk prowadzący politykę kretynizacji Polski? Nie wydaje mi się to prawdopodobne – mówi Adam Michnik, redaktor naczelny „Gazety... 24
  • Grzebanie w życiorysach 5 sty 2014, 20:00 Resortowe dzieci są po obu stronach barykady, ale prawica ich u siebie nie zauważa. 28
  • My z psychiatryka 5 sty 2014, 20:00 To książka o ludziach, których spotkałam w szpitalu psychiatrycznym. O żołnierzach z Afganistanu, ale także o cywilach po ciężkich przejściach i o tych, którzy nie wytrzymali zderzenia ze współczesnością – mówi Grażyna Jagielska, autorka książki „Anioły jedzą trzy... 32
  • Je żech Ślōnzŏkiem 5 sty 2014, 20:00 Są Ślązakami. Tożsamość mają w sobie. I nie da się jej uregulować sądownie. 38
  • Memy, czyli poezja internetu 5 sty 2014, 20:00 Jednych śmieszą do łez, innych irytują. Niektórym złamały życie. Internetowe memy królują w wirtualnym świecie. I nie tylko wirtualnym. 41
  • Uszyj to sam 5 sty 2014, 20:00 Polacy mają dość sieciowych ciuchów. Sięgnęli po igłę. Szycie wraca do łask, a stare maszyny ze strychów wchodzą na salony. 44
  • Moda na robola 5 sty 2014, 20:00 Po raz pierwszy od dziesięcioleci bardziej szanujemy tokarza i stolarza niż lekarza i przedsiębiorcę, a sprzątaczkę cenimy bardziej niż księdza. W Polsce dokonała się właśnie cicha rewolucja robotnicza. 46
  • Nie ma ideologii gender 5 sty 2014, 20:00 Jeżeli rodzice nie chcą, by ich dziecko czerpało w szkole wiedzę o seksie, ich prawo w tej kwestii powinno być respektowane – mówi Joanna Kluzik-Rostkowska, minister edukacji. 48
  • Poprawczaki do poprawki 5 sty 2014, 20:00 Skoro i tak nie udaje się skutecznie resocjalizować nieletnich, można przynajmniej na tym zaoszczędzić. 50
  • Powrót czynu społecznego 5 sty 2014, 20:00 Kiedyś zmuszała do niego władza. Dziś to społecznicy ciągną władzę za uszy. W wielkomiejskiej przestrzeni następuje wielki comeback czynu społecznego. 52
  • Z nowym rokiem nowym krokiem 5 sty 2014, 20:00 Posłanka Beata Kempa zapowiedziała założenie zespołu parlamentarnego, który miałby walczyć z „ideologią gender”. Moim zdaniem uzdrawianie Polski powinno się zacząć od powołania w Sejmie komisji lekarskich, a nie... 55
  • Nigdy nie będę emerytem 5 sty 2014, 20:00 Za komuny wyrzuciłem Kwaśniewskiego z garderoby. Przylazł, a ja na to: „Wyp...ać!” – mówi MAREK PIEKARCZYK, muzyk, lider TSA. 56
  • Koniec Facebooka 5 sty 2014, 20:00 W USA pokolenie nastolatków zaczyna opuszczać najpopularniejszy na świecie serwis społecznościowy. Za kilka lat także w Polsce może się zacząć zmierzch Facebooka. 60
  • Fatalne zauroczenie 5 sty 2014, 20:00 Skończyła prawo, robiła karierę, tylko uczucia ulokowała fatalnie. Gdy chciała się z nich wyplątać, jej przystojny partner utopił ją w szambie. 62
  • Terror olimpijski 5 sty 2014, 20:00 Po zamachach w Wołgogradzie nad zimową olimpiadą zawisły czarne chmury. Soczi zamiast pokazu rosyjskiej siły może się okazać kompromitacją Kremla. 66
  • Zabójcza adrenalina 5 sty 2014, 20:00 Nigdy się nie zatrzymam. Zawsze będę szukał kolejnych szans, by się sprawdzić – mówił Michael Schumacher. Dlaczego ekstremalni sportowcy lubią ryzykować życie, nawet gdy świat na nich nie patrzy? 70
  • Na skrzydłach absurdu 5 sty 2014, 20:00 Budowa stadionu albo obwodnicy? To już przeżytek. Teraz nawet najmniejsze polskie miasto chce mieć własne lotnisko. Szkoda, że często wbrew zdrowemu rozsądkowi. 74
  • Odchodzi widmo recesji 5 sty 2014, 20:00 Z gospodarki płyną nieco bardziej optymistyczne sygnały. TEN ROK BĘDZIE ŁATWIEJSZY, ale na powrót naprawdę dobrych czasów trzeba jeszcze będzie trochę poczekać. 78
  • Rok piłki nożnej, medycyny i kosmosu 5 sty 2014, 20:00 Nowe części ludzkiego ciała i wynalazki, na które mogli wpaść tylko Polacy. Poznaj osobliwe ODKRYCIA MINIONEGO ROKU ORAZ TRENDY NA ROK 2014. 80
  • Strach odziedziczony 5 sty 2014, 20:00 Czy to możliwe, że nasze wspomnienia żyją w naszych dzieciach? Badania wykazują, że nie tylko geny, ale także ślad naszych przeżyć może mieć wpływ na naszych potomków. 84
  • Orły, sokoły, herosy 5 sty 2014, 20:00 „Ja tu wrócę” - zapowiadał SCHWARZENEGGER. I wrócił. Podobnie jak STALLONE, VAN DAMME, CHUCK NORRIS, SEAGAL. Kolejne przebrzmiałe gwiazdy powstają z popkulturowego śmietniska. I znów rozpalają wyobraźnię. 86
  • Odbrązawianie mistrzów 5 sty 2014, 20:00 WOJCIECH KILAR wolałby, żebyśmy zapamiętali go jako twórcę muzyki poważnej, a nie tylko autora ścieżek do filmów. Tak jednak nie będzie. 90
  • Kalejdoskop kulturalny 5 sty 2014, 20:00 TEATR Wiśniowy bluszcz Powrót Izabelli Cywińskiej do Poznania ma charakter symboliczny. „Wiśniowy sad” Czechowa w jej reżyserii jednocześnie wieńczy obchody 90-lecia Teatru Nowego oraz 40. rocznicy objęcia przez reżyserkę... 94
  • Bomba tygodnia 5 sty 2014, 20:00 Andrzej Turski Nie znałam go osobiście, ale wychowałam się, słuchając jego magicznego głosu i radia, którym genialnie niegdyś kierował – słynnej Trójki. Kilka razy spotkałam się na gruncie zawodowym z jego bardzo miłą córką... 98