Najnowszy raport: Polska branża moto w zapaści. Eksport spadnie o jedną trzecią

Najnowszy raport: Polska branża moto w zapaści. Eksport spadnie o jedną trzecią

Volkswagen  Crafter produkowany we wrześni
Volkswagen Crafter produkowany we wrześni / Źródło: Volkswagen Poznań
Koronawirus zatrzymał polską branżę motoryzacyjną. Ubiegły rok był rekordowym pod względem eksportu samochodów. Dzisiaj można już tylko mówić o ograniczaniu strat. Tylko u nas najnowsze dane analityków.

Z raportu przygotowanego przez analityków z firmy doradczej Automotive Suppliers wynika, że eksport branży motoryzacyjnej w Polsce spadnie w tym roku nawet o 33 proc. w porównaniu do 2019. Tylko miesięczny przestój powoduje, że eksport kurczy się o jedną dziesiątą. A nadal nie wiadomo, kiedy produkcja miałaby ruszyć pełna parą.

Eksperci podkreślają, że na rynku jest wiele niewiadomych. Nawet jeśli za kilka tygodni wznowi się produkcję, to pod znakiem zapytania pozostaje liczba nowych zamówień.

– Nasza wstępna prognoza zakłada, że musimy liczyć się z eksportem niższym o co najmniej 25-33 proc. w porównaniu do rekordowego zeszłego roku – piszą autorzy raportu.

Warto podkreślić, że w ubiegłym roku eksport przemysłu motoryzacyjnego z Polski wyniósł 27,85 mld euro, czyli o 1,89 mld euro więcej niż rok wcześniej.

Czytaj też:
Rynkowa katastrofa. W salonach jest gorzej niż źle

Volkswagen chce wrócić do pracy

Produkcję chce wznowić Volkswagen. W swoich czterech wielkopolskich zakładach zatrudnia blisko 11 tysięcy osób. Jest największym pracodawcą w regionie. Niemiecki koncern produkuje w Polsce samochody dostawcze – Caddy, Crafter i Transporter. Po pięciotygodniowej przerwie produkcyjnej zakłady w Poznaniu, Swarzędzu i Wrześni, od poniedziałku, 27 kwietnia, będą z ograniczoną mocą stopniowo uruchamiać produkcję. Rozruch nastąpi etapami, a wielkość produkcji będzie zależeć od: dostępności części, rozporządzeń administracyjnych, a także rozwoju sytuacji na rynkach zbytu. Władze spółki podkreślają, że restart nastąpi w całkiem nowych rygorach higienicznych.

– W tej chwili pracujemy intensywnie w małych zespołach nad przygotowaniem zakładów tak, aby np. możliwe było zachowanie odstępów, wprowadzenie podwyższonych standardów w zakresie higieny czy udostępnienie środków ochrony osobistej tam, gdzie to będzie konieczne. Nadal bardzo aktywnie monitorujemy sytuację. W naszych działaniach w dalszym ciągu będziemy opierać się na wymianie informacji i procedurach w ramach koncernu oraz na zaleceniach Instytutu Roberta Kocha – mówi Josef Baumert, członek zarządu ds. produkcji i logistyki w VWN.

– Zdrowie naszych pracowników ma dla nas absolutny priorytet. Przez ostatnie pięć tygodni intensywnie pracowaliśmy nad przygotowaniem zakładów do bezpiecznego wznowienia produkcji i mamy efekt. Z tak trudną sytuacją nie mierzył się jeszcze żaden z nas – mówi Jens Ocksen, prezes zarządu Volkswagen Poznań.

Władze zapewniają, że miejsca produkcyjne zostały przygotowane w taki sam sposób jak miejsca biurowe. Produkcja ma być zoptymalizowana, a tempo pracy linii dostosowane do nowych warunków.

– Wszyscy pracownicy otrzymają maseczki ochronne oraz rękawiczki, wyłączone zostaną dotykowe czytniki rejestrujące czas pracy. We wszystkich obszarach będą bezwzględnie obowiązywały zarządzenia dotyczące minimalnych odstępów oraz podwyższonych norm higienicznych - wyjaśnia Jolanta Musielak, członek zarządu ds. personalnych i organizacji.

Fiat, Volvo, Toyota - czekają na start

Z informacji, do których dotarł Wprost.pl wynika, że 26 kwietnia do pracy powrócą też zakłady Fiat Crysler Automobiles (w Tychach i Bielsku-Białej). Produkcja zatrzymała się tam ponad miesiąc temu, 16 marca. Ile na tym straciły zakłady FCA? Tego na razie nie wiadomo. Wszystko zależy, jak rozwinie się sytuacja związana z epidemią koronawirusa. Część pracowników przebywa na przestoju, a część ma obniżony wymiar czasu pracy. Pracują tylko osoby zatrudnione na wydziale produkcji tłoczników - czyli mniej niż 5 proc. całości załogi. Łącznie w zakładach Fiata w Polsce pracuje ponad 4 tys. osób. W Tychach powstaje Fiat 500, Abart 500 i Lancia Ypsilon. Jeszcze przed kryzysem COVID-19, nowy samochód zjeżdżał z taśmy średnio co 46 sekund.

Podobnie w zakładach Volvo Buses we Wrocławiu. Tam przestój trwa od 23 marca i ma potrwać do 30 kwietnia. Pracownicy produkcji pozostają w domach, otrzymując wynagrodzenie za okres przerwy w produkcji. Pracownicy biurowi pracują zdalnie z domu.

Ręczny hamulec zaciągnęły znajdujące się w województwie dolnośląskim zakłady Toyoty. Tam przestój zaczął się już 18 marca.

– Produkcja masowa została wstrzymana. Prowadzone są tylko działania związane z realizacją projektów inwestycyjnych oraz te konieczne do ponownego startu masowej produkcji – mówi Grzegorz Górski.

Toyota nie planuje zwolnień. W każdym z zakładów: Jelczu-Laskowicach oraz Wałbrzychu – pracuje po około 100-150 osób. Reszta podczas przestoju otrzymuje 100 proc. wynagrodzenia. Koncern planuje stopniowe uruchamianie fabryki od 23 kwietnia.

Jesienią 2018 roku w Wałbrzychu ruszyła produkcja przekładni hybrydowych. Poza tym powstają tam także 1-litrowe silniki benzynowe oraz manualne i półautomatyczne skrzynie biegów. Jej roczne możliwości produkcyjne sięgają 371 tys. silników i 720 tys. skrzyń biegów. Zakład w Jelczu-Laskowicach produkuje natomiast silniki benzynowe 1,5 l, a także silniki Diesla o pojemności 1,4 oraz 2,2 l. Jego roczne zdolności produkcyjne wynoszą 180 tys. jednostek napędowych.

Czytaj też:
Podczas epidemii jest najlepszy czas, żeby oddać auto do serwisu

Źródło: Wprost
+
 1

Czytaj także