Kosiniak-Kamysz chce generała dla odwołanego dyrektora. W Pałacu zdziwienie

Kosiniak-Kamysz chce generała dla odwołanego dyrektora. W Pałacu zdziwienie

Władysław Kosiniak-Kamysz; Arkadiusz Kosowski
Władysław Kosiniak-Kamysz; Arkadiusz Kosowski 
Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier i szef MON zwrócił się do Biura Bezpieczeństwa Narodowego z propozycją awansu na stopień generała dla płk. dr. n. med. Arkadiusza Kosowskiego. Jeszcze kilka miesięcy temu minister odwołał go z funkcji dyrektora Departamentu Wojskowej Służby Zdrowia. Jak wynika z informacji „Wprost”, propozycja trafiła do BBN przede wszystkim z inicjatywy samego szefa MON.

O sprawie „Wprost” dowiedział się od osoby z otoczenia prezydenta Karola Nawrockiego. Według naszego rozmówcy to Kosiniak-Kamysz zabiega o awans generalski dla Kosowskiego. W Pałacu Prezydenckim propozycja budzi zdziwienie. – Za kadencji Kosowskiego w wojskowej służbie zdrowia nie doszło do istotnych zmian – mówi nasz rozmówca.

Odwołany po kryzysie w szpitalach

Kosowski kierował Departamentem Wojskowej Służby Zdrowia MON, który nadzoruje m.in. szpitale wojskowe i instytuty medyczne. Latem minister obrony odwołał go z tej funkcji, a jego miejsce zajęła ppłk dr Anita Podlasin. Według ustaleń Onetu za odwołaniem płk. Kosowskiego stały zarówno zastrzeżenia merytoryczne, jak i sposób, w jaki kierował wojskową służbą zdrowia. Powierzając mu departament, Kosiniak-Kamysz liczył na uporządkowanie sytuacji w resorcie i sprawne przeprowadzenie zapowiadanej reformy. Tak się jednak nie stało.

Rozmówcy Onetu z MON przekonywali, że pułkownik nie zapanował nad pracą departamentu. Anonimowy urzędnik resortu ocenił w rozmowie z portalem, że Kosowskiemu nie udało się wdrożyć nowoczesnych rozwiązań. Jego zdaniem działania dyrektora utrwalały raczej dotychczasowe, nieefektywne układy kadrowe i organizacyjne.

Kosowski nie pożegnał się jednak z resortem. Kosiniak-Kamysz powierzył mu funkcję pełnomocnika ministra obrony narodowej do spraw koordynacji działań w zakresie zintegrowanej opieki zdrowotnej.

Sytuacja w wojskowych szpitalach od miesięcy interesowała posłów opozycji. W interpelacjach dotyczących kryzysu w 10. Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Bydgoszczy oraz w szpitalu w Lublinie pytano MON wprost, jakie działania nadzorcze podjął płk Kosowski.

„Przyszedłem, żeby przygotować akademię”

W rozmowie z „Wprost” na początku roku Kosowski mówił, że trafił do wojskowej służby zdrowia, by przygotować utworzenie Wojskowej Akademii Medycznej. Departament pod jego kierownictwem rozwijał też programy „Szpitale Przyjazne Wojsku” i „Legion Medyczny”, w ramach których współpracą z MON objęto ponad 230 szpitali. Za te działania wyróżnił go Związek Powiatów Polskich.

Mimo to, jak słyszymy, w otoczeniu prezydenta panuje przekonanie, że bilans jego kadencji nie uzasadnia awansu.

Dodatkowo Kosowski prywatnie jest znajomym wiceministra MON Cezarego Tomczyka. To właśnie wiceminister z KO był twarzą odtworzenia Wojskowej Akademii Medycznej, która ze względu na swoje położenie jest także politycznie korzystną inwestycją.

MON i BBN milczą

Zwróciliśmy się do Ministerstwa Obrony Narodowej oraz Biura Bezpieczeństwa Narodowego z pytaniami o wniosek awansowy, jego uzasadnienie oraz stanowisko BBN. Do chwili publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Czytaj też:
Wojskowa Akademia Medyczna to koszt miliarda zł? „Kosztowny moloch”