Rajd Dakar: koniec marzeń o zwycięstwie Polaka. Hołowczyc dopiero 13

Rajd Dakar: koniec marzeń o zwycięstwie Polaka. Hołowczyc dopiero 13

Dodano:   /  Zmieniono: 
Do 10 etapu Hołowczyc był trzeci. Teraz jest 13 (fot. Imago/Actionplus) 
Na dziesiątym etapie 34 Rajdu Dakar z Iquique do Ariki w Chile długości 377 km (odcinek dojazdowy 317 km), jadący Mini All 4 Racing Krzysztof Hołowczyc miał kilka awarii, które oznaczają koniec marzeń Polaka o zwycięstwie. Przed rozpoczęciem 10 etapu kierowca Orlen Teamu był trzeci, jednak 11 stycznia, gdy po wielu perypetiach, dotarł na metę etapu ze stratą 5 godzin 28 minut i 29 sekund do zwycięzcy - spadł na 13 pozycję. Adam Małysz (RMF Caroline Team) zajął 33 miejsce i po dziesięciu etapach jest także 33.
- Dla mnie rajd w zasadzie się już skończył. Przyjechałem tutaj by  walczyć o zwycięstwo. Tymczasem strata spowodowana awarią zniszczyła marzenia. Wsiadam jednak za kierownicę i walczę. Będę jechał dla zespołu, natomiast ten rajd nie będzie sprawiał mi już radości - powiedział po zakończeniu etapu Hołowczyc. - Drugi raz z rzędu omija mnie podium. Przyczyną był mały przewód od wspomagania układu kierowniczego i jednocześnie hydraulicznego systemu podnoszenia samochodu w razie zakopania w ciężkim terenie. Ten przewód pękł i wypłynął z niego olej, nie miałem wspomagania przez wiele godzin walcząc po bardzo wymagających wydmach. Nie czuję rąk. Nie mogąc skręcać nie byliśmy w stanie ominąć ciężarówek. Jedna z nich próbowała nas wyciągnąć, wtedy strzeliła lina i niczym pocisk uderzyła w naszą chłodnicę przebijając ją. Nie mogliśmy nic zrobić, musieliśmy czekać wiele godzin na samochód T4 - relacjonował przebieg wydarzeń z 11 stycznia kierowca z Olsztyna.

Przed 10 etapem Hołowczyc narzekał tylko na przegrzewające się auto. 11 stycznia na 48 kilometrze odcinka specjalnego zatrzymała go na blisko godzinę awaria układu kierowniczego. Próbował mu pomóc kolega z teamu X-raid Portugalczyk Ricardo Leal dos Santos. Po chwili ruszył jednak dalej, a olsztynianin i jego belgijski pilot Jean-Marc Fortin naprawiali usterkę. Potem na trasie musieli wyprzedzać kierowców, którzy minęli ich, gdy walczyli z awarią.

Na 150 kilometrze przed metą załoga Orlen Teamu zakopała się w  piachu. Przejeżdżający pojazd innej ekipy próbował im pomóc, ale w kulminacyjnym momencie zerwała się lina holownicza i Mini wpadło w piaszczysty dół. Przy próbie holowania uszkodzona została dodatkowo chłodnica. Od tego momentu załoga czekała na ciężarówkę T4. Mechanicy rozpoczęli naprawę auta, gdyż holowanie przez piaski na długiej trasie, groziło jeszcze większymi uszkodzeniami. W końcu Hołowczyc i Fortin dotarli do mety. 10 etap Rajdu Dakar wygrał Hiszpan Nani Roma, który uzyskał czas 3 godziny 59 minut i 37 sekund. Za nim, ze stratą 21 sekund, odcinek ukończył Francuz Stephane Peterhansel (obaj Mini), który umocnił się na  pozycji lidera w klasyfikacji generalnej.

W rywalizacji motocyklistów niespodziewanie triumfował Hiszpan Joan Barreda Bort. 28-latek z Castellon, który przed rokiem jako debiutant odpadł już drugiego dnia rajdu, teraz pokonał liderów - Hiszpana Marca Comę o minutę i 32 sekundy oraz Francuza Cyrila Despresa o 3 minuty i 39 sekund. Kapitan Orlen Teamu Jacek Czachor został sklasyfikowany na 20 pozycji, a Marek Dąbrowski był 52. W klasyfikacji generalnej Czachor utrzymał się na 15 pozycji, Dąbrowski jest 36.

PAP, arb