Nasze święta: Ania Rusowicz

Nasze święta: Ania Rusowicz

Anna Rusowicz
- Wciąż doskonale pamiętam ostatnią Wigilię z rodzicami, kiedy jeszcze cała rodzina była razem, kiedy jeszcze mama była. Miałam sześć lat. I wszystko było świąteczne - wspomina Anna Rusowicz w rozmowie z Wprost.
Mama bardzo dbała o to, żeby Boże Narodzenie było prawdziwe, wspaniałe…  

Odziedziczyłam to po niej. Już dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem mam wystrojoną choinkę. Jestem zakochana w świętach. Ta Wigilia z dzieciństwa była wielkim przeżyciem. Pamiętam, że nawet bombki na choince były niezwykłe. Miałam swoją bombkę z bałwankiem. Że też takie rzeczy w głowie zostają… 

 I choinkę pamiętam, a nawet stojak od niej. I rodziców śpiewających kolędy na głosy. Wtedy w Polsce niczego nie było, a my z bratem mieliśmy jakieś niesamowite rzeczy. Rodzice bardzo dużo jeździli po świecie. Do nas przychodził Dziadek Mróz. I strasznie się go bałam, to było realne zagrożenie. Wtedy jednak, tamtej Wigilii, rozpoznałam w nim swojego wujka. Po butach. Strach natychmiast minął, ale świat legł mi w gruzach.  

Kiedy będę miała własne dzieci, będę się starała, by jak najdłużej wierzyły w Świętego Mikołaja, w Dziadka Mroza. Teraz robię wszystko, żeby każdego roku mieć wspaniałe święta. Podchodzę do tego bardzo poważnie. I nie tylko oczekuję, że święta będą fajne, ale też robię wszystko, żeby one takie były. Dlatego od kilku lat jeżdżę z mężem i przyjaciółmi w góry, do małej miejscowości w Austrii. Austriacy bardzo dbają o świąteczny klimat. Wszystko jest tam na maksa przystrojone. Marzyłam o tym, żeby mieć takie święta jak w teledysku George’a Michaela „Last Christmas”, i marzenie się spełniło. Wieziemy na dachu bagażnika zamrożone ryby i inne produkty, a na miejscu w Wigilię przyrządzamy 12 potraw. Następnego dnia idziemy na stok i jeździmy na nartach i deskach. Mam kurtkę w kwiaty, deskę z pacyfką i świąteczny nastrój.  

Boże Narodzenie to też przeżycie duchowe, moment refleksji, bo przecież nie o to chodzi, żeby celebrować święto choinki. Czekam na te wyjątkowe dni, cieszę się, że nadchodzą. Co znaczy Boże Narodzenie w aspekcie religijnym, tak naprawdę poczułam po tym, kiedy spędziłam je w Izraelu, w Betlejem. W Polsce jest z tym gorzej. Szkoda.

Cały materiał można przeczytać w najnowszym numerze tygodnika "Wprost", który jest już dostępny w formie e-wydania.

Najnowsze wydanie tygodnika dostępne jest dostępne również na Facebooku.

Czytaj także

 3
  • jolanta IP
    sliczna i madra.glos po mamie,piekny.
    • irenka IP
      Dla dziecka to trauma na cale zycie gdy po smierci matki dowiaduje sie ze ojciec jej nie chce i ma zamiar oddac ja do adopcji. Straszne. Teraz tatus rżnie glupa i udaje ze nie rozumie o co corce chodzi? Nie wie? niech beda przekleci tacy tatusiowie !

      Czytaj także