Jak Michał Kamiński sprzedał się Platformie

Jak Michał Kamiński sprzedał się Platformie

Dodano:   /  Zmieniono: 38
fot. DAMIAN BURZYKOWSKI / Newspix.pl / Źródło: Newspix.pl
Michał Kamiński latami był kibicem Legii. Potem przerzucił sympatię na Polonię Warszawa. W polityce dokonał równie radykalnego zwrotu. Walczył u boku Kaczyńskiego, teraz przeszedł do drużyny Tuska.

Minęło już południe. Mimo to zasłony w salonie są zaciągnięte, podobnie jak żaluzje w kuchni. Córki wywiezione do dziadków. Willa Michała Kamińskiego w podwarszawskim Józefowie jest jak twierdza. Nowy nabytek PO tłumaczy, że to środki bezpieczeństwa przed paparazzi, którzy dostali na niego „zlecenie”. Dopóki nie mają jego zdjęcia, jak objaśnia ze znawstwem, nie mogą do niego dopisać historii. W polityce nadszedł czas, który Kamiński lubi najbardziej, czyli kampania wyborcza. Będzie w niej grał dla Tuska, a nie, jak wcześniej, dla Kaczyńskiego.

Jest podekscytowany. W trakcie rozmowy kilka razy wstaje z sofy, jak to miał w zwyczaju jego mentor Lech Kaczyński, któremu „lepiej myślało się, kiedy chodził”. Dwa guziki białej koszuli rozpięte, przy mankietach połyskują złoto-czerwone spinki. Nie siląc się na skromność, mówi, że jest najlepszym w kraju specem od kampanii wyborczych. Jakie rady ostatnio „wrzucił” sztabowcom PO? Dwa dni temu – opowiada – na internetowej stronie organizacji Jana Kobylańskiego, milionera i sponsora Radia Maryja, pojawił się antysemicki tekst wymierzony w kijowski Majdan. – Warto spytać Jarosława Kaczyńskiego, co myśli o poglądach swoich sojuszników? Podziela je? – pyta.

Od „wiewiórek z Nowogrodzkiej” (znajduje się tam siedziba PiS) Kamiński ma informacje, że jego dawna partia miała już wydrukowane billboardy atakujące PO za bałagan w służbie zdrowia. Wstrzymali ich wieszanie, bo tematem jest dziś Ukraina, a nie rozliczanie ministra Arłukowicza. Inna wieść z Nowogrodzkiej? Wedle Kamińskiego w zeszłym tygodniu PiS powiększyło dwukrotnie budżet na kampanię do europarlamentu. Kamiński jest nakręcony, strzela słowami jak pistolet maszynowy. Wie, że od ogólnopolskiego wyniku Platformy zależy, czy on sam zdobędzie mandat europosła na Lubelszczyźnie. Jak właściwie było z tym kandydowaniem? To był pomysł Platformy czy zabiegi Kamińskiego?

Łzy w oczach dziecka

Siedziba europarlamentu w Strasburgu. Michał Kamiński otwiera wystawę poświęconą likwidacji krakowskiego getta. Ma to być jego pożegnanie z europarlamentem. „Misiek” zapewnia kolegów, że nigdzie nie startuje. Serwuje łzawą opowieść o córkach, które płaczą, gdy widzą tatę znowu pakującego walizki. Nagle dzwoni komórka. To Paweł Graś. W tle słychać głos samego premiera. Sekretarz generalny Platformy proponuje Kamińskiemu jedynkę na liście w Lublinie. Mówi, że pora przestać udawać, iż europoseł nie jest związany z PO. Dodaje, że czeka go ciężkie zadanie, że będzie musiał gryźć ziemię, ale ma szanse. Kamiński, który przed chwilą opowiadał o smutnych oczach dzieci, bez wahania się zgadza. W trakcie spotkania z nami mówi, że rozstanie z polityką go przerażało. Następnego dnia, po rozmowie Grasia z Kamińskim, Tusk informuje członków zarządu partii o kandydacie, który wystartuje z Lublina.

– Misiek dostał propozycję, bo Donaldowi nie udało się namówić Radka Sikorskiego – mówi współpracownik premiera. Premier chciał, by szef MSZ wziął udział w wyścigu do Brukseli. – Było ostro, kierownik mówił Radkowi, że jest wiceprzewodniczącym partii, a to zobowiązuje. Że oprócz przyjemności wynikających z bycia szefem MSZ są też obowiązki – dodaje inny polityk PO. Ostatecznie jednak to Sikorski przekonuje premiera. Obiecuje, że znajdzie mu kandydata. Tusk wyznacza zadanie: jedynka w Lublinie. Tak pojawia się nazwisko Kamińskiego, z którym Sikorski jest zaprzyjaźniony od lat.

Cały tekst w najnowszym numerze tygodnika „Wprost”.

Najnowszy numer "Wprost" będzie dostępny w formie e-wydania .  
Najnowszy "Wprost" będzie   także dostępny na Facebooku .  
"Wprost" będzie dostępny również w wersji do słuchani a 

 38

Czytaj także