Wojciech Modest Amaro o gotowaniu: Słyszę głosy i muszę to zrobić

Wojciech Modest Amaro o gotowaniu: Słyszę głosy i muszę to zrobić

Dodano:   /  Zmieniono: 
Zdjęcie ilustracyjne z "Wprost", fot. Maksymilian Rigamonti 
Słyszy głosy, uważa, że jego ręką w kuchni kieruje sam Bóg. Ale na śniadanie wielkanocne zje sałatkę jarzynową. Wojciech Modest Amaro, jedyny kucharz w Polsce obdarzony gwiazdką Michelina.
Magdalena Rigamonti: Chyba zrobię sobie z panem zdjęcie.

Wojciech Modest Amaro: (śmiech) Chce pani zdjęcie z papieżem polskiej kuchni?

Bóg jest w tym pana gotowaniu?

No pewnie, że jest. Wszystko zsyła na mnie. Skąd inaczej bym wiedział, że jakiś kawałek źdźbła z Suwalszczyzny można połączyć z czymś z drugiego końca Polski. Moje gotowanie polega na tym, że słyszę głosy i muszę to zrobić. Niektórzy myślą, że to żart.

Często?

Codziennie.

Męskie czy kobiece?

Nie mają płci.

Umie je pan naśladować?

Nie. To jest moment. Słyszę: ogórek, chrzan, szczaw, konina, mlecz, kacze jajo, krokus. Zapisuję i działam.

Będzie pan szabrował krokusy z Tatr?

Proszę o inny zestaw pytań. Będziemy dawać zapach wiosny do zjedzenia, w formie ulotnej piany z młodymi kiełkami, tak by na podniebieniu został tylko ten smak. Jeden człowiek zaopatruje nas w mleko klaczy, najbardziej odżywcze na świecie. Bardzo dobre. Mam niesamowitą przyjemność, że u nas ludzie przechodzą przez magiczną barierę wegetarianizmu i jedzą tatara z koniny. Mam dziesiątki takich przypadków. To kwestia zaufania…

Wiedzą, co jedzą?

Wiedzą. Nie oszukuję. Modlę się często i na razie wena dopisuje. Wierzę, że Bóg mnie prowadzi. Nie tupię nogami, tylko staram się znajdować większy sens. Byłem załamany po śmierci Jana Wejcherta, dzięki któremu zacząłem pracować w Polsce. Ale postanowiłem doprowadzić do końca nasze wspólne marzenie. Dwa lata później miałem swoją restaurację z gwiazdką Michelina. Gdy ją dostałem, poszedłem na grób Jana. Podziękowałem mu, że stworzył mi warunki. Wiem, że dostałem talent od Boga i najważniejsze dla mnie jest to, by go nie zmarnować.

Kiedy ostatnio był pan w kościele?

Dwie niedziele temu, bo w ostatnią kręciliśmy program. Mieszkam niedaleko Świątyni Opatrzności Bożej, ale tam nie chodzę. Wolę ten kościół w Królewskim Wilanowie.

Znosi pan porównania z Gessler?

Może mnie pani porównywać.

Niech pan się porówna.

Ja edukuję, mając za sobą lata praktyki i doświadczenia.

A ona wręcz przeciwnie, chce pan powiedzieć?

Przecież pani wie, że branża za mną nie przepada. Bo nie umiem udawać. Powiedziałem kiedyś, co myślę o tych krytykach kulinarnych i mam za swoje... O Gessler więcej nie chcę mówić. Może tylko to, że gdyby bardziej brała sobie do głowy to, co robi w tych zajazdach, które próbuje rewolucjonizować, to byłoby i smaczniej, i bezpieczniej. Nie znam Magdy Gessler, razem byliśmy w jednym programie, wcześniej kiedyś mignęła mi, kiedy ja byłem gotującym, a ona bawiła się na salonach. Gotowałem wtedy u znanej, zamożnej osoby w domu.

Teraz też pan gotuje po domach?

Nie, teraz gotuję po świecie. Mam w tym roku cztery bardzo ważne kolacje – w Brazylii, Japonii, w Bangkoku i Waszyngtonie.

W prywatnych domach?

Nie. W restauracjach, rezydencjach. Zamawiającym jest polskie MSZ.

Minister Sikorski?

Nie on sam. Ktoś od niego wpadł na pomysł, by pokazać kuchnię polską w innym świetle.

Zabierze pan wszystko z Polski?

Prawie wszystko. Szczawik zajęczy też. Z pół tony. Żart. Będę miał lokalnych pomocników, którzy poobrywają nóżki szczawikowi.

I ryby wyfiletują.

Sam je wyfiletuję. Nawet dla 300 osób. Lubię to robić.

Ile to panu zajmuje?

Mam sekundę na jedną rybę. Wcześniej kilkanaście minut ostrzę nóż. Nie mogę patrzeć, jak ktoś morduje rybę czymś tępym. Mam tu takie urządzenie, które nazywa się wyparka próżniowa do różnych destylatów. Zabiorę więc z sobą esencję zapachu lasu polskiego, jeziora i będę tam kombinował. Może mnie nie zatrzymają na lotnisku. Co pan wiezie? Zapachy. Wariat, nie? Do Japonii bałem się jechać, obawiałem się, że ta kuchnia namiesza mi w głowie. Nie chciałem robić żadnego fusion.
Cały wywiad w najnowszym numerze "Wprost".

Najnowszy numer "Wprost" będzie dostępny w formie e-wydania .  
Najnowszy "Wprost" będzie   także dostępny na Facebooku .  
"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania