Nagością w ciemnogród. Naturyści PRL-u

Nagością w ciemnogród. Naturyści PRL-u

Dodano:   /  Zmieniono: 7
Nagością w ciemnogród. Naturyści PRL-u (fot. sxc.hu) / Źródło: FreeImages.com
W Polsce Ludowej naturyści pojawili się jako echo rewolucji obyczajowej na Zachodzie. Ich największym wrogiem okazała się jednak nie władza, lecz seks - pisze Grzegorz Sieczkowski w swojej książce "Skandale PRL-u”.

Trudno powiedzieć, kiedy w Polsce pojawili się pierwsi naturyści. Niektórzy twierdzą, że już przed wojną, w latach 30. W okresie międzywojnia nudyści spotykali się na plażach Pojezierza Wileńskiego i nad Bałtykiem. Zażywano też nagich kąpieli słonecznych na łachach piachu na Wiśle w Kazimierzu Dolnym. Korzystała z tych uciech młodzież artystyczna, studenci Tadeusza Pruszkowskiego, artysty malarza i profesora Akademii Sztuk Pięknych. Także po wojnie opalano się w taki sposób w tym miejscu. „Czy nie spotkaliśmy się przypadkiem na nagiej plaży w Kazimierzu?” – zapytał kiedyś Jan Suzin moją koleżankę, dziennikarkę jednego z warszawskich dzienników. Suzin to była jedna z największych telewizyjnych legend.

Po wojnie podobno pierwszych nago opalających się przedstawicieli płci obojga widywano regularnie już w 1946 r. w okolicach Krynicy Morskiej. Prawda jest jednak taka, że Polacy do lat 70. bez ubrania opalali się albo prywatnie, na przykład we własnym ogródku, albo potajemnie na jakimś odludziu. Nagie plaże to była jedna z atrakcji letnich wyjazdów do Rumunii, Bułgarii, NRD, a przede wszystkim do dawnej Jugosławii. Za najbardziej rozbierający się naród Polacy uważają chyba Niemców, których najczęściej spotykali na tych plażach i których uznali za naród całkowicie pozbawiony zahamowań.

Makbet w Chałupach

Nagość na polskich plażach pojawiła się na początku lat 70., w dużej części pod wpływem wakacyjnych wyjazdów za granicę i dochodzącego do Polski echa rewolucji obyczajowej końca lat 60. Na początku rozbierano się w kilku miejscowościach nadmorskich zdominowanych przez turystów z Warszawy. Prym wiodły Chałupy na Półwyspie Helskim, Dębki, mała miejscowość rybacka na zachód od Władysławowa, oraz Międzyzdroje. Rozbierano się też pod stolicą, najpierw w Świdrze w okolicach Otwocka, a potem na plaży przy Wale Miedzeszyńskim.

W Polsce nie może być historii, która nie ma w sobie ducha heroizmu, poświęcenia, ofiary i cierpienia za sprawę. Taka też jest historia polskiego naturyzmu. Te jej ciężkie początki opisywał wybitny pisarz Janusz Głowacki, który też był jedną z pierwszych ofiar represji, którymi dotknięto świat miłośników nagiego opalania i nagich kąpieli. Opisał je w krótkim utworze pod znamiennym tytułem „Polowanie na rozbierańca”. Na początku lat 70. przedstawił tam mianowicie relację z wydarzeń, które miały miejsce pewnego upalnego dnia lipcowego, kiedy to pozbawiony bielizny kąpielowej zwanej slipkami lub kąpielówkami leżał na plaży obok redaktora A. Markowskiego z tygodnika satyrycznego „Szpilki”. Wokół nago opalało się kilkanaście osób, ktoś z gołym – za przeproszeniem – tyłkiem ukradkiem biegł do wody. „Mimo upału, analizowaliśmy na rozstawionej szachownicy wariant obrony Nimzowitscha, zastosowany w partii Fischer-Spasski, dyskutując jednocześnie dla ożywienia umysłu o koncepcji czasu w utworach Lesława M. Bartelskiego” – zanotował Głowacki, opisując sytuację przed szturmem, który nadszedł znienacka.

„Dziś, gdy cofam się myślą do owego dnia, pojąć nie mogę, czemu nie zadrżały nam ręce, gdy po kąpieli postanowiliśmy także opalać się bez kostiumu. Dlaczegóż nie przyszło opamiętanie także później, gdy nad wydmami pojawiła się luneta-peryskop używana z powodzeniem podczas drugiej wojny światowej, a i potem, gdy pobliski las ruszył ku nam, niczym Makbet nie chcieliśmy uwierzyć w nieuchronność przeznaczenia. Dopiero gdy gałęzie opadły, odsłaniając mężczyznę w pięknym garniturze koloru wody morskiej i koszuli typu yellow bahama, a za nim błysnął stalowy mundur plutonowego MO, schwyciliśmy za kąpielówki, zbyt późno. – Ciekawe, gdzie panowie trzymają dowody osobiste? – zapytał przedstawiciel puckiej władzy w cywilu, proponując mi równocześnie zbicie konia.

Tak zaczęła się kilkudniowa walka o podstawowe prawa człowieka, która kiedyś być może przejdzie do historii jako wypadki lipcowe. Walka, w której po jednej stronie występowali funkcjonariusze MO i Główny Urząd Morski, a po drugiej – dziesięć osób bez majtek”.

Nagością w ciemnogród

W latach 80. XX w. wielką karierę robiło w polskich gazetach zdjęcie wiejskiej kobiety w chustce, która dzierżąc w dłoni coś w rodzaju sztachety, goniła nagą parę. Zdjęcie to doskonale oddawało klimat tamtych czasów. Pokazywało dwie zupełnie różne postawy i jednocześnie symbolizowało istotę konfliktu „tekstylnych” z nudystami. „»Tekstylnych« ciągnie do nagich. Wyobrażają sobie Bóg wie co, wyobrażają sobie nagą plażę jako Sodomę i Gomorę” – pisał tygodnik konsumentów „Veto” i jednocześnie nieformalny organ naturystów. Z jednej strony w Polsce po stanie wojennym naturyzm stał się nie tylko formą spóźnionej rewolucji obyczajowej na dość dużą skalę, ale też sposobem okazania własnej wolności. Rozbierało się sporo ludzi, paradoksalnie byli również wśród nich uczestnicy religijno-patriotycznych manifestacji. Nudyzm czy też naturyzm był formą odreagowania na dość ponurą rzeczywistość panującą wokół. I rozrywką dość egalitarną. Nudysta poza własną fizycznością nie potrzebuje niczego więcej.

Zaczęły się pojawiać różne nagie plaże, najpierw spontanicznie, a potem nawykli na co dzień do organizowania się w komitetach kolejkowych plażowicze dość sprawnie sami zorganizowali życie na tych kąpieliskach. Oprócz Chałup, Dębek, Łeby, Świdra i Miedzeszyna pod Warszawą oraz Międzyzdrojów pojawiły się plaże w Rowach koło Ustki, Lubiatowie, w Kiełpinie Starym za Łomiankami koło Warszawy („Uwaga: absolutnie niewskazane przychodzenie tam samotnych pań ze względu na możliwość natknięcia się na zboczeńców, których nigdy nie brakuje w pobliżu dużej aglomeracji”) i w wielu innych miejscach.

„Nagością manifestujemy swój protest przeciwko wynaturzeniom życia erotycznego, pornografii i wyrafinowanemu ekshibicjonizmowi. Nagość to antidotum na pruderię i kompleksy. Atmosfera wspólnego nagiego wypoczynku, plażowania i kąpieli wyzwala ogromną siłę wychowawczą w stosunku do płci przeciwnej, rodzi tolerancję, życzliwość i bezpośredniość” – deklarowano w 1983 r. na łamach pisma. Podnoszono, że „nagość w wydaniu plaży naturystycznej staje się po części aseksualna, tu zwraca się przede wszystkim uwagę na walory psychicznepartnerki czy partnera”. Podkreślano przewagę nagich nad ubranymi, twierdząc, iż „człowiek nagi wśród nagich czuje się bardziej zintegrowany”, dzięki czemu ma większe poczucie bezpieczeństwa niż na zwykłej plaży „tekstylnej”.

„Na obrzeżach nagich plaż – obok ciekawskich »tekstylnych« – można czasami dostrzec podglądaczy podniecających się widokiem kobiet i mężczyzn bez kostiumów kąpielowych, swobodnie obcujących z naturą – pisało „Veto”. – Podglądacze wywodzą się najczęściej z ciemnogrodu, gdzie nagość traktowana jest wstydliwie i są to osobniczki i osobnicy mające określone dewiacje psychiczne, niegroźne na szczęście dla otoczenia. Kiedy nagi stanie oko w oko z podglądaczem, ten drugi natychmiast się wycofuje i znika”. Właśnie wówczas powrócił już trochę wtedy zapomniany termin „ciemnogród”, który w pewnej narracji pozostał do dzisiaj. (...). Na początku lat 80. na dzikiej plaży nad Bugiem koło Gródka grupa pijanych wyrostków zaczęła wyzywać naturystów. Po jakimś czasie dołączyli do nich mieszkańcy pobliskiej wsi płci obojga, którzy złorzeczyli na zepsucie obyczajów. „Pod adresem nagusów posypały się wyzwiska, obelżywe uwagi i kamienie. To, że całe zdarzenie nie zakończyło się tragicznie w skutkach, że nie doszło do ukamienowania kilku osób, naturyści zawdzięczają zimnej krwi. Po prostu spokojnie założyli ubrania i się wycofali. Ciemnogród był górą, triumfował, a największymi bohaterami byli pijacy, którzy przegonili nagusów”. Pod koniec lat 80. krążyły też słuchy, że niektórzy „tekstylni” podglądacze rejestrują naturystów kamerami wideo, które stanowiły wtedy przywieziony z zagranicy luksus, a potem oglądają te filmy w rodzinnym gronie w zimowe wieczory.

Po wyproszeniu naturystów z Chałup centrum naturystycznego życia przeniosło się do Rowów. Władze gminy zapewniały, że są za naturystami, choć miały świadomość, że występują kłopoty w zaopatrzeniu ludności. Informowały więc lojalnie: „Tak jak w ubiegłym roku mogą być problemy z mlekiem i pieczywem. Piekarnia w Ustce po prostu nie nadąża, a jeśli chodzi o mleko, to walczymy o sprawniejszy transport. Są także problemy z przechowywaniem mleka. Trudno ukrywać, że w najlepszej sytuacji są osoby, które mają całodzienne wyżywienie. Staramy się, żeby innych wczasowiczów też nie zagłodzić”. Trzeba obiektywnie stwierdzić, że „Veto” przestrzegało, by ludzie nie opalali się nago samotnie, żeby unikali niebezpiecznych zachowań, miejsc i osób. Na przykład kiedy Ania i Gosia napisały: „Większość dziewczyn z naszej klasy (dziesiątej w ogólniaku) postanowiła zostać naturystkami tego lata. Postanowiłyśmy najpierw oswoić się z nagością. Chodzimy na leśną polankę i opalamy się bez tekstyliów, by nie było pasków po kostiumie. Ale mimo tego treningu boimy się, czy odważymy się wejść gołe między innych gołych. Mamy wielką tremę”, na łamach „Veta” stanowczo im odpisano: „Jest bardzo niebezpiecznie opalać się samotnie lub we dwie, słabe dziewczyny w odludnym lesie. Niestety, wokół naturystów kręcą się różni niewyżyci osobnicy. Pół biedy, jeśli tylko podglądają z ukrycia. Gorzej, gdy zechcą was napastować albo... odpukać!”.

Radzono tym dziewczynom, by poszły się opalać w większym gronie od razu na plażę dla naturystów i żeby koledzy nie pili alkoholu: „Większość ekscesów seksualnych dokonują pijacy, którzy nawet są zupełnie normalni, kiedy są trzeźwi”. Przestrzegano też samotnych chłopców, którzy chcą się opalać w pojedynkę („Wśród homoseksualistów wielu jest osobników zaślepionych swoją żądzą, a zatem zdolnych do wszystkiego”) oraz osoby starsze („Nie tak dawno prasa podawała, iż zgwałcono kobietę blisko sześćdziesięcioletnią. Cóż, w pijanym widzie wszystko jest możliwe”).

Goła etykieta

W takich warunkach rodził się naturystyczny savoir-vivre. Na nagiej plaży nie mogli przebywać samotni mężczyźni w tekstyliach. Byli z niej rugowani przez naturystów. Niemile widziane były też nagie męskie pary, „zwłaszcza wtedy, gdy kryją się za parawanem”. Nie budził za to wątpliwości strój topless u pań. „Topless jest konieczny, panie mogą (między innymi nagimi) chodzić w majtkach, bo przecież spotyka je naturalna, comiesięczna dolegliwość. Może to więc być pretekstem dla tych sympatyczek naturyzmu, które jednak nie mają odwagi odsłonić pupy. Choć w tym miejscu przypomnę wyniki badań wskazujące, iż to... mężczyźni mają więcej oporów przy zdejmowaniu majtek” – pisał w rubryce naturystycznej „Veto” autor ukrywający się pod pseudonimem Bernard.

Jeśli chodzi o uprawianie sportu na plaży, to w piłkę można było grać, ale zalecane były „takie gry, które nie wymagają kucania i nie powodują kontaktu ciało-ciało. Najlepiej widziana jest siatkówka. Można też pograć w kometkę. Uwaga, na całym świecie przyjęte jest, że również panowie grają w siatkówkę. Nie ma się co krępować”.

Źle widziane było zaglądanie do cudzych grajdołów i polowanie z aparatem fotograficznym na innych naturystów. W ramach „etykiety” zaraz po przyjściu na plażę i zdjęciu „tekstyliów (superczystych, oczywiście!)” zalecano zażycie kąpieli jako formy higienicznego oczyszczenia. „Jestem naturystką, pełnoletnią i mam 15-letniego brata – pisała jedna z czytelniczek. – Nasza dorosła paczka wybiera się z namiotem na plażę naturystyczną. Brat chce koniecznie z nami pojechać. Czy może? Poradź też, Agato, czy kobietom nie szkodzi przebywanie na słońcu bez kostiumu?”. A dobra Agata z tygodnika „Veto” poradziła, żeby brata wziąć i nie bać się słońca. Wskazywano też trudności części utajnionych, by nie powiedzieć katakumbowych naturystów, i zachęcano wszystkich do większej tolerancji: „Nawet gdy trzeba będzie przyjąć do wiadomości, że to nasz syn lub córka albo współmałżonek postanawia zostać naturystą. Na nagich plażach spotyka się niestety naturystów, którzy kryją się z tą swoją nową pasją przed... rodzinką”.

Sekscesy aktywisty

Jednak już w połowie dekady dał się zauważyć podział w ruchu. 13 kwietnia 1985 roku w Łodzi doszło do spotkania części osób angażujących się w nagie opalanie, w wyniku czego powstał dokument nazywany manifestem aktywu naturystycznego, pod którym podpisały się cztery panie i dwudziestu panów. Czytamy w nim: „Zaniepokojeni jesteśmy błędami we właściwym rozumieniu naturyzmu. Autentyczny naturyzm mający psychicznie i fizycznie uzdrowić człowieka przez zbliżenie go do natury bywa utożsamiany ze swobodą seksualną, wybujałym erotyzmem, rozwiązłością, pozbawieniem hamulców moralnych. Liczne publikacje w prasie, audycje radiowe, spektakle w telewizji są wymownym świadectwem tego niepokojącego stanu rzeczy. Analizując jego przyczyny, dochodzimy do wniosku, że główną winę ponosi tu człowiek kreujący się na lidera całego polskiego ruchu naturystycznego – Sylwester Marczak. Od dziesięciu lat jest znany opinii publicznej jako prezes faktycznie nieistniejącego Polskiego Towarzystwa Naturystycznego. Naturyzm utożsamia on wyłącznie z nagością proponowaną w każdych warunkach, z jego inicjatywy mnożą się wszelkiego rodzaju imprezy plażowe i restauracyjne (...). Bulwersują one opinię publiczną i samych naturystów. Zamiast atmosfery spokoju, relaksu, wzajemnego szacunku szerzą rozdęte propagandowo, hałaśliwe, moralnie naganne imprezy. Obserwujemy coraz więcej inspirowanych przez niego inicjatyw o wymowie podejrzanej (...), jak np. Klub Małżeński Sztuki Erotycznej czy Agencja Fotomodelek”.

Szczególnie zaniepokoił naturystów udział Marczaka w programie telewizyjnym „Sexcesy”, w którym „pojęcie naturyzmu” miało być zestawione z prostytucją, pornografią i dewiacjami. „Człowiek będący autorem »Deklaracji Ideowej PTN« odszedł od myśli w niej zawartych tak daleko, iż uważamy, że dalsza jego obecność w ruchu naturystycznym jest nie do przyjęcia”. „Przypuszczam, że szczególnie mocno potępiają mnie dwaj panowie, którzy podpisali sławny protest – ripostował Sylwester Marczak. – Mam na myśli Wiesława Niedzielskiego z Łodzi i Kazimierza Wysockiego z Zielonej Góry. Obu panów znam z balów naturystów. Wiesław Niedzielski był jednym z organizatorów balu w Tip-Topie i... członkiem jury, które wybrało nagą królową balu. Kazimierz Wysocki podczas balu w Trójce zaimponował odwagą, gdy stanął na podium, żeby poza konkursem ubiegać się o tytuł Mister Natura 1984...”.

Sylwester Marczak, który w ruchu naturystycznym działał od 1977 r., kiedy w Chałupach odbył się pierwszy w Polsce zlot naturystów, po 1989 r. założył nieudaną Polską Partię Erotyczną, której program był jednak zdecydowanym odejściem od ideałów ruchu naturystycznego, z założenia aseksualnego. 

Tekst ukazał się w numerze 19 /2014 tygodnika "Wprost".

Najnowszy numer "Wprost" jest dostępny w formie e-wydania.
Najnowszy "Wprost" jest  także dostępny na Facebooku.
"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania.

Tygodnik "Wprost" można zakupić także za pośrednictwem E-kiosku
Oraz na  AppleStore  GooglePlay

 7

Czytaj także