Samotność samobójcy

Samotność samobójcy

Dodano:   /  Zmieniono: 14
(fot. sxc.hu) / Źródło: FreeImages.com
Polska jako jedno z ostatnich państw UE nie ma krajowego systemu zapobiegania samobójstwom. – Proszę się zapisać do specjalisty i przyjść za trzy miesiące – słyszy często osoba, która mówi, że chce się zabić.
Na drodze wjazdowej do dziesięciotysięcznego miasteczka na Dolnym Śląsku stoi tablica „Kożuchów wita”. Kawałek za tą tablicą z jadącego o poranku samochodu kierowca dostrzegł sylwetkę wiszącego na gałęzi mężczyzny. Było to 29 kwietnia tego roku. Wkrótce zaczęli nadjeżdżać policjanci, prokurator i patomorfolog. Śmierć na miejscu, nie ma listu, nie wiadomo dlaczego. Wiadomo, że to 43-letni Roman K., który zmarł bez udziału osób trzecich.

Tyle właśnie zazwyczaj ustala policja. Jednak Patryk Świtek, dziennikarz lokalnego tygodnika „Regionalna”, dowiedział się, że przed śmiercią Roman K. szukał pomocy w Ośrodku Pomocy Społecznej w Kożuchowie. – Mówił, że chce się powiesić. Zabrano go nawet na kilka dni do szpitala, ale po obserwacji wypuszczono, po czym on zrobił to, co zapowiedział – opowiada Świtek.

 Jak informuje Katarzyna Wąsowicz, rzeczniczka policji w Nowej Soli, w malutkim Kożuchowie tylko w tym roku życie odebrały sobie cztery osoby, a pięć próbowało to zrobić, zażywając leki czy kalecząc się butelką. Kolejnych pięć straszyło, że to zrobi, i w związku z tym wzywano do nich policję.

„Miasto samobójców” – coraz częściej mówi się o ich miejscowości. Jednak policja nie uważa, że ma jakiś szczególny problem z samobójstwami. Kiedy jednak zestawić regionalne statystyki z danych ogólnopolskich, okazuje się, że współczynnik Kożuchowa jest dwukrotnie wyższy niż ogólnokrajowy. Szacuje się, że w Polsce na 10 tys. mieszkańców dwóch dokonuje skutecznego zamachu na własne życie. A więc jest problem, tylko instytucje, które mogłyby się nad nim pochylić, nie dostrzegają go. – Zapytałem kiedyś prokuratora, co się dzieje w tym Kożuchowie, że tak dużo ludzi odbiera tu sobie życie – opowiada Świtek, który problem samobójstw w miasteczku bada i opisuje od lat. – Wszyscy są zaskoczeni – zarówno psycholodzy, jak i przedstawiciele organów ścigania. Rolnik szuka śmierci Kożuchów nie jest wyjątkiem. Bo w całej Polsce ani policja, ani ośrodki pomocy społecznej systemowo nie analizują, dlaczego ludzie próbują się zabić. Organy ścigania ustalają po prostu, że do śmierci nie przyczyniły się osoby trzecie, i umarzają sprawę. Samobójcy zazwyczaj nie zostawiają listu, policja wpisuje jakieś przyczyny, ale nie wiadomo na pewno, czy zgodne z prawdą. – Trudno stwierdzić, dlaczego człowiek zmarł śmiercią samobójczą, z reguły przyczyny są wielorakie – mówi prof. Maria Jarosz, socjolog z PAN, autorka książki „Samobójstwa – dlaczego teraz”. Tytuł nie jest przypadkowy: liczba samobójstw w Polsce rośnie, choć, podobnie jak to jest z ustaleniem ich przyczyn, niełatwo jest określić ich dokładną liczbę. Można brać pod uwagę dane policyjne z 2014 r., czyli 6165 śmierci samobójczych i 10 207 prób. A można też te gromadzone przez GUS, inne niż policyjne, bo zbierane na podstawie kart zgonu wystawianych przez lekarzy. – A tych jest zawsze o ok. 30-50 proc. więcej – mówi prof. Maria Jarosz.

 Pod względem systemowej walki z problemem Polska jest w ogonie Europy. Światowa Organizacja Zdrowia już w 1999 r. ustanowiła międzynarodowy program SUPRE, który ma zapobiegać pladze samobójstw. Od tego czasu kolejne państwa wprowadzały krajowe systemy zapobiegania samobójstwom. Dzięki temu w niektórych z nich liczba samobójstw spadła o 30-50 proc. A my? Obok Białorusi jesteśmy jednym z ostatnich krajów, gdzie taki system jeszcze nie działa. Dopiero w lutym, po ponad 15 latach przygotowań, resort zdrowia ogłosił, że krajowy program zapobiegania samobójstwom jest już wstępnie opracowany. Ciągle nie wszedł on jednak w życie.

 – Wśród przyczyn, które potrafimy wskazać, najczęstszą są problemy psychiczne, np. depresja, albo anatomiczne, jak np. nieuleczalne nowotwory, silne bóle – wyjaśnia prof. Brunon Hołyst, prawnik, specjalista w dziedzinie nauki o samobójstwie, prezes Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego. – Na drugim miejscu są nieporozumienia rodzinne, długotrwałe konflikty, przemoc. Jako trzeci zauważany jest stosunkowo nowy motyw, czyli sytuacja ekonomiczna. Czwarta przyczyna to sytuacja erotyczna, czyli zawód miłosny, zdrada – wylicza prof. Hołyst.

– Jeśli przyjrzeć się statystykom, to grupą, w której najczęściej dochodzi do samobójstw, są bezrobotni i rolnicy – mówi prof. Maria Jarosz. Ci ostatni to polski ewenement – chodzi o mieszkańców wsi, którzy skusili się na kredyty i nie mogą ich spłacić. Polska jest też jedynym krajem na świecie, w którym panuje tak duża dysproporcja między zabijaniem się mężczyzn i kobiet. U nas mężczyźni robią to siedmiokrotnie częściej. W przypadku samobójstwa nie można mówić o jednym motywie. Zazwyczaj występuje ciąg krytycznych zdarzeń i cechy osobiste człowieka, takie jak niska samoocena, wrażliwość, nadpobudliwość, które sprawiają, że w sytuacji kryzysu nie radzi sobie on z dalszym życiem. – Zasadniczo ludzie nie chcą umierać – podkreśla Hołyst. – Chodzi o to, że w określonej sytuacji nie mogą kontynuować życia. Bo śmierci nie przeciwstawiamy samego życia, tylko jego jakość – wyjaśnia.

Tekst ukazał sięnajnowszym wydaniu tygodnika "Wprost”, który trafił do kiosków w poniedziałek, 9 listopada 2015 r.  "Wprost" można zakupić także  w wersji do słuchaniaoraz na  AppleStore GooglePlay.



 14

Czytaj także