Polska: Zagumny, Wlazły (17 pkt), Grzyb, Pliński, Winiarski (17), Gruszka, Gacek (libero) oraz Bąkiewicz, Kadziewicz, Świderski, Żygadło, Szymański
USA: Hansen, Gardner (15), Lee, Millar, Salmon, Priddy (24), Lambourne (libero) oraz Stanley, Hoff
Dwa pierwsze sety zostały łatwo przegrane przez polski zespół. W obu partiach przy drugiej przerwie technicznej Amerykanie prowadzili 16:14. Po wznowieniu gry punkt po punkcie powiększali przewagę. Mieli trudną zagrywkę, w ataku albo omijali, albo obijali polski blok. Do tego dochodziło bardzo słabe przyjęcie gospodarzy finałowego turnieju.
W drugiej partii przy stanie 18:21 trener Raul Lozano poprosił o czas. W przerwie ponad dziesięć tysięcy widzów odśpiewało Mazurka Dąbrowskiego, ale ten patriotyczny doping nie pomógł polskiej drużynie. Po wznowieniu Amerykanie powiększli przewagę, a ostatni punkt zdobyli po zepsutym serwisie Łukasza Kadziewicza.
"Amerykanie bardzo dobrze rozpracowali polski zespół -powiedział PAP siatkarski ekspert Krzysztof Kowalczyk. - Wrócili do sposobu zagrywania sprzed kilku lat przeciwko naszej drużynie. Serwowali na przemian mocno oraz na skróty i po kierunkach. Nawet William Priddy odstępował od uderzania piłki z całej siły. W dodatku w dwóch pierwszych setach nie mieliśmy przyjęcia. Polacy sprawiali wrażenie zmęczonych i ociężałych. Nie widać było tej adrenaliny jaką widzieliśmy w pierwszym meczu z Francją."
Jednak w trzecim secie Polacy podjęli walkę ze znakomicie dysponowanymi tego dnia Amerykanami. Od pierwszej przerwy technicznej uzyskali minimalną przewagę, którą powiększyli do 16:13. Wiele ataków kończył Mariusz Wlazły, który po trzech setach miał na koncie siedemnaście punktów. W następnym nie zdobył już ani jednego. Na pozycji atakującego grał Grzegorz Szymański. Polska do końca trzeciego seta utrzymała bezpieczną przewagę.
Czwarty set rozpoczyna się od wysokiego prowadzenia zespołu USA 8:3, który spokojnie utrzymał przewagę do końca. "Nie widziałem tak dobrze dysponowanych Amerykanów w tegorocznej edycji Ligi Światowej - powiedział Krzysztof Kowalczyk. - Przez większość spotkania grali praktycznie bez błędów."pap, ss