We wtorek (26 maja) odbyła się konferencja prasowa z udziałem Aleksandra Miszalskiego. Polityk Koalicji Obywatelskiej musiał ustąpić ze stanowiska – mieszkańcy Krakowa zagłosowali 24 maja za odwołaniem go z funkcji włodarza miasta.
Były prezydent przyznał, że wynik niedzielnego referendum „nie cieszy” go. – Ale taka jest demokracja, takie są jej uroki – wskazał.
– Cieszę się bardzo również, że miasto na te najbliższe miesiące pozostaje w stabilnych rękach. Komisarz [Stanisław – red.] Kracik jest taką osobą, która ze swoim ogromnym doświadczeniem, a przypomnę, że był wojewodą, burmistrzem i moim zastępcą, na pewno zna to miasto – zaznaczył. Miszalski zwrócił się także do swoich „adwersarzy, przeciwników”, a także „krytyków”, którym również podziękował.
Były prezydent Krakowa wyciągnął wnioski?
Miszalski podzielił się także swoimi przemyśleniami po porażce. – Wnioski są takie, że 30 proc. mieszkańców naszego miasta było niezadowolonych z tego, w jakim kierunku zmierza Kraków – przyznał.
Były włodarz stwierdził, że on i jego współpracownicy „nie byli w stanie wytłumaczyć” mieszkańcom „swoich racji, argumentów” – Gdzieś zawiodła komunikacja. Począwszy od wprowadzenia strefy czystego transportu, przez wytłumaczenie Krakowianom, skąd się wziął dług miasta i jak funkcjonują jego finanse, przez wytłumaczenie, że ludzie, o których byłem oskarżany, jakoby byli moimi kolegami, w większości w ogóle nie pracują w magistracie i nie miałem żadnego wpływu na to, gdzie pracują. Wielu rzeczy nie potrafiliśmy mieszkańcom wytłumaczyć skutecznie, mimo dziesiątek spotkań, dziesiątek wywiadów, rolek, komunikatów. (...) Narracja strony przeciwnej, jakkolwiek w dużej mierze zmanipulowana i fałszywa, często oparta na pewnych przekłamaniach, była skuteczniejsza – mówił na konferencji prasowej.
Czytaj też:
Kraków po referendum. Wiadomo, kto ma zostać komisarzem miasta Czytaj też:
Takiej wtopy TV Republika jeszcze nie miała. Rachoń zażenowany jak nigdy
